sobota, 25 lipca 2009

Jest 1000 sposobów, trzeba uruchomić mózgownicę

Czas na debiut, choć momentami trudno uwierzyć, że to debiut. Dariusz Żukowski w "Miłości morderców" (Znak, 2009) jawi się raczej jako dojrzale piszący, a nie jako wczesny eksperymentator. Choć i eksperyment nie jest mu obcy.


Wydana w prestiżowej serii Znak-Proza (wcześniej tutaj m.in. Diaz, a niebawem nowy - hura, hura! - Klimko-Dobrzaniecki) książka to zbiór sześciu opowiadań. Każde inne, każde na swój sposób egzotyczne, (prawie) każde ponure. Narrator Żukowskiego krocząc dostojnie metaforycznymi zakrętasami zdań nie ma bowiem specjalnie dobrej opinii o człowieku. Radzi natomiast być pokornym i bacznie obserwować siebie nawzajem. Jak na antropologa - serdecznego, ale i bacznego podglądacza - przystało. ;-)

Trudno streścić te opowiadania. Zresztą nie to jest tu najważniejsze. Metafizyczna aura, niespokojne menadry fabuły, ukryte w pozornie przejrzystych frazach bohaterów tajemnice sprawiają, że Żukowski ucieszy tych, którzy lubią klimaty literatury fantastycznej. Z drugiej strony, jest w tej prozie wyraźny głos buntu wobec rzeczywistości i próba wskazania na słabe punkty projektu pt. 'nowoczesność'. Niepokorna zatem, choć momentami przejmująco bardzo smutna to proza.

I jak zwykle wypisanych kilka dobrych zdań do sztambuch . Dzielę się pierwszym z brzegu:

Czy przejrzystość wzbudzała aż taki lęk, że trzeba ją było udziwnić, zapełnić fantomami, żeby dać sobie z nią radę? Przecież to tylko trochę płaskiego terenu i czyste powietrze.

Otóż to!

1 komentarze:

  1. Do opowiadań nigdy mnie nie ciągnęło... Mało czasu na zżycie się z narratorem, bohaterem. Może spróbuję.

    OdpowiedzUsuń na zawsze