
Wydana w prestiżowej serii Znak-Proza (wcześniej tutaj m.in. Diaz, a niebawem nowy - hura, hura! - Klimko-Dobrzaniecki) książka to zbiór sześciu opowiadań. Każde inne, każde na swój sposób egzotyczne, (prawie) każde ponure. Narrator Żukowskiego krocząc dostojnie metaforycznymi zakrętasami zdań nie ma bowiem specjalnie dobrej opinii o człowieku. Radzi natomiast być pokornym i bacznie obserwować siebie nawzajem. Jak na antropologa - serdecznego, ale i bacznego podglądacza - przystało. ;-)
Trudno streścić te opowiadania. Zresztą nie to jest tu najważniejsze. Metafizyczna aura, niespokojne menadry fabuły, ukryte w pozornie przejrzystych frazach bohaterów tajemnice sprawiają, że Żukowski ucieszy tych, którzy lubią klimaty literatury fantastycznej. Z drugiej strony, jest w tej prozie wyraźny głos buntu wobec rzeczywistości i próba wskazania na słabe punkty projektu pt. 'nowoczesność'. Niepokorna zatem, choć momentami przejmująco bardzo smutna to proza.
I jak zwykle wypisanych kilka dobrych zdań do sztambuch . Dzielę się pierwszym z brzegu:
Czy przejrzystość wzbudzała aż taki lęk, że trzeba ją było udziwnić, zapełnić fantomami, żeby dać sobie z nią radę? Przecież to tylko trochę płaskiego terenu i czyste powietrze.
Otóż to!
Do opowiadań nigdy mnie nie ciągnęło... Mało czasu na zżycie się z narratorem, bohaterem. Może spróbuję.
OdpowiedzUsuń na zawsze