Eustachy Rylski, o którym ostatnio głośno było za sprawą "Warunku" (2005), opublikował nową książkę:

"Po śniadaniu" (Świat Książki, 2009) to w zasadzie coś z pogranicza eseju i wspomnień, gdzie bohaterami są: Błok, Turgieniew, Camus, Malraux, Iwaszkiewicz, Hemingway i Capote. Każdym z nich Rylski zachwycał się, bądź zachwyca po dzień dzisiejszy. Niektórzy pociągali go jako niezwykli ludzie, inni - jako niezwykli pisarze, jeszcze inni - jako, hm, czarodzieje.
Czytałem tą książkę z wypiekami na twarzy, najbardziej niecierpliwiąc się, co też Rylski napisze o Iwaszkiewiczu i Capotem.
Warto było.
"W wielu mniej lub bardziej wiarygodnych relacjach o Iwaszkiewiczu wspomniano jego ciche i mądre pogodzenie się z życiem, olimpijski spokój wobec jego wyroków. Nie mam podstaw, by w to wątpić, ale z utworów mi najbliższych to nie wynika".
"
Śniadanie u Tifanny'ego budzi za sobą żal jak kobiety, które nas opuściły, bośmy spowszednieli, zbrzydli, zestarzeli się, przygnębiająco zmądrzeli. Nie jesteśmy przez to gorsi, a one lepsze, ale to one odchodzą, jak odeszła dziewczyna o figurze chłopca z całą swoją menażerią, a
Czarodziejska góra trzyma się mnie kurczowo jak rzep psiego ogona".
Tyle wypisków o autorach
Panien z Wilka i
Z zimną krwią.
A ja osobno polecam też szkic pierwszy (
Biały lanson). Niby o Hemingwayu, ale... tak naprawdę to hołd złożony niejakiemu inżynierowi Janowi.