sobota, 21 lutego 2009

Agent "33" i inni

"Jaśnie panicz" o Gombrowiczu czy "Pan od poezji" o Herbercie to bodaj najbardziej znane książki Joanny Siedleckiej. Specjalistka od reportaży literackich swoimi książkami ostatnio wpisuje się także w tzw. politykę historyczną. Dowodem i przykładem opublikowana jakiś czas temu pozycja "Kryptonim 'Liryka'. Bezpieka wobec literatów" (Prószyński i S-ka, 2008).


Miałem ambiwalentne odczucia podczas czytania tej książki i wciąż te ambiwalentne uczucia, gdy myślę o bohaterach "Kryptonimu..." mi towarzyszą. Rzecz dotyczy ludzi z kręgu literackiego - tych inwigilowanych, tych, którzy byli kandydatami do inwigilowania i tych, którzy inwigilowali.

Trzeba przyznać - i przykry to będzie niestety wniosek - że książka obfituje w żenujące fragmenty. Część z nich podpisana jest przez, proszę wybaczyć bezpośredniość określenia, debilnych donosicieli. Część z nich to niestety relacje dotyczące ludzi, którzy - jak dotąd przynajmniej - nie przedstawiali się przecież tak źle.

Ale. No właśnie.

Cóż, wiadomo nie od dziś, że człowiek nie jest aniołem, a literat to też człowiek. Ale skoro wiadomo, to czemu za każdym razem to jest tak nieprzyjemnie zaskakujące?


Jedno zdanie sobie wypisałem, żeby pamiętać, że ta książka to nie tylko zapis ludzkich klęsk i małości. Brzmi ono następująco:

"Cienkie, kilkustronicowe są teczki pisarzy, którzy, namawiani przez bezpiekę do współpracy, po prostu stanowczo odmawiali, co wystarczyło".

poniedziałek, 16 lutego 2009

34 opowiadania

Lubię antologie. Zwłaszcza te grube ;-) Przypominają mi o tym, jak bogaty i różnorodny może być świat.

Kolejna - dwutomowa - "Najlepszych opowiadań McSweeney's" (Zysk, 2008) trafiła niedawno do księgarń.


Są tu polskim czytelnikom ci znani (jak na przykład Zadie Smith - ze świetną miniaturą zresztą), jak i mniej znani (jak błyskotliwy Jim Stallard). Poza tym: Ann Cummins, David Foster Wallace, Judy Budnitz. Słowem - karuzela wyobraźni i różnych sposóbów pisania o świecie.

Za wszystkim stoi Sz. P. Red. Dave Eggers - wydawca, który od kilku lat z odwagą i rozmachem publikuje kwartalnik "McSweeney's". Pismo zasłynęło ze świetnych autorów, a także ze znakomitego i pomysłowego opracowania graficznego.

Takiego na przykład:


Więcej tekstów tutaj: http://www.mcsweeneys.net/.

Bo poza tym to oczywiście zachęcam do lektury opowiadań :-)

niedziela, 8 lutego 2009

30 lat minęło

Przemycana i chowana. Przerażająca. Zarówno tych, którzy czytali, jak i tych, którzy patrzyli na czytających.

Teraz po 30 latach od paryskiego wydania ukazuje się na nowo. "Etyka i poetyka" (Znak, 2009) Stanisława Barańczaka.


Wiele z tekstów z tej książki czytałem - pojedynczo - już wcześniej. Choćby "Zmieniony głos Settembriniego". Nawiasem mówiąc, to bodaj jeden z najbardziej znanych tekstów Barańczaka.

Powiedzieć, że ten zbiór jest doskonałą szkołą polskiego eseju będzie truizmem. Ale też jest obowiązkiem. Zwłaszcza przy TAKICH tekstach.

Najbardziej chyba lubię ten na poły ironiczno-drwiący styl, zza którego nagle wystaje jakaś przykra (lub wręcz przeciwnie) puenta. Mocna. Czyli taka, która otwiera nam jakąś zamkniętą dotąd w głowie szufladkę.

I jeszcze takie dwa zdanka z tekstu "Życie zaczyna się po trzydziestce?" (pisanego w roku 1974):

"Koczowanie na stercie książek - normalny los każdego, kto z zawodu ma coś wspólnego z literaturą lub przynajmniej poważnie się nią interesuje - doprowadzić musi w końcu każdego lokatora współczesnych mieszkań do jednej i tej samej myśli. w którymś momencie - powiedzmy, koło trzydziestki - kiedy nasza młodzieńcza miłość do słowa drukowanego coraz częściej zderza się z niewesołą realnością metrażu, kiedy regały nie mieszczą już książek, a nowej półki nie ma gdzie wstawić, objawia się nam przykra konieczność: zrobić czystkę".

Samo życie!

sobota, 7 lutego 2009

269 stron

Znany z "Angielskiego pacjenta" Michael Ondaatje pojawia się w księgarniach w Polsce ze swoją opublikowaną dwa lata temu książką "Divisadero" (Świat Książki, 2009).


Rzecz dotyczy trójkąta, a w zasadzie czworokąta emocjonalnego. Ojciec, dwie córki i jeszcze on - kochanek jednej z nich. Ich losy są przeklęte w zasadzie od samego początku (Ondaatje lubi takie emocjonalne wiry), a piętno przeszłości unosić się będzie nad trójką bohaterów (córkami i chłopakiem) przez całe życie. Rzucani po świecie, w objęciach różnych partnerów i zajęć, ciągle mają poczucie braku.

Ondaatje z nonszalancją wszystko -wiedzącego i -rozstrzygającego narratora wodzi nas za nos. Ale poddajemy się mu, bo wiele jest gracji w tych jego podstępnych ruchach.

Poza tym dużo pięknych momentów o ojcostwie. Ot, taki fragment:

"Ojciec co jakiś czas przytulał nas, tak jak inni ojcowie. Działo się to tylko wtedy, kiedy udawało nam się go zdybać na tej ziemi niczyjej, między zmęczeniem a snem, gdy stawał się sam dla siebie nieprzewidywalny".

piątek, 6 lutego 2009

55 rozdzialików i 1 epilog

To wcale nie nowość, ale ta książka ciągle gdzieś się wierci w mojej wyobraźni i pamięci. Dziwne to w zasadzie. Zwłaszcza dlatego, że ani z Mińskiem nie mam nic wspólnego, ani mnie Mińsk nie fascynuje.


"Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca" (Czarne, 2008) Artura Klinaua to rzecz o tyle magnetyczna, że pięknie skonstruowana. I nie myślę tu tylko o symetrii rozdziałów, długości i rytmie zdań. Myślę tu o architekturze pamięci i postrzegania przestrzennego historii i kultury.

Nie powinno nas to jednak dziwić. Artur Klinau, z wykształcenia architekt, ma szczególny paszport do tego, by widzieć świat w taki sposób.

Lubię ten rodzaj pisania, który uprawia Klinau. Tą poetykę, w której mocnej świadomości rzeczywistości towarzyszą senne wizje z pogranicza koszmaru i marzenia.

I do tego jeszcze te wątki autobiograficzne.

Aż czasem żal, że to Mińsk miał szczęście z Klinauem, a nie na przykład Nowa Huta.

niedziela, 1 lutego 2009

10 rozdziałów

Nie tak dawno temu - kilka tygodni - pojawiła się w Polsce książka wydana oryginalnie czternaście lat temu. Jej autorem jest W.G. Sebald, a powieść nosi tytuł "Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka" (W.A.B., 2009).


To już, jeśli dobrze liczę, czwarta książka Sebalda wydana w tłumaczeniu na język polski. Każda wywołała tutaj żywy odzew wrażliwych czytelników. Nic zresztą dziwnego, bo to klasa sama w sobie.

"Pierścienie Saturna" to rodzaj pamiętnika z podróży przez wschód Anglii. Podróż to niezwykła, bo szybko kierująca narratora - a wraz z nim nas - ku przeszłości i innym przestrzeniom. Czuły dla kultury, ciekawy obyczajów, wrażliwy na każdy podmuch egzystencji. Sebald pisze w taki sposób, że podczas czytania ledwie łapie się oddech.

I jeszcze to zdanie zupełnie na początku, z "Raju utraconego" Johna Miltona:

"Good and evil we know in the field of this world grow up together almost inseparably".

"Pierścienie Saturna" tłumaczyła doskonała Małgorzata Łukasiewicz.