
Theo Gripenkerl ma szczęście (albo i nie) znaleźć się w okolicznościach, które zamienią jego dość przewidywalne życie szarego językoznawcy z nadwagą w uwielbianą przez atrakcyjne agentki literackie i redaktorki (o fankach nie mówiąc) gwiazdę telewizji. W jednym z irackim muzeów odnajduje on tzw. piątą ewangelię. Nieduży tekst z dołożonymi opracowaniami zostaje wydany przez małą oficynę naukową i staje się niemal natychmiast bestsellerem.
Życie Theo się więc zmienia, ale wcale nie na lepsze. Ostatecznie pisarz przetrzymywany jest przez dwójkę terrorystów, którzy maltretują autora "Piątej ewangelii" podobnie jak dwa tysiące lat temu inni znęcali się nad nowotestamentowym bohaterem. Tekst odkryty przez Theo i tekst, w którym Theo jest bohaterem nakładają się na siebie. No, prawie się nakładają. Bo i kontekst, i sytuacja, i gatunek różne.
Zabawna, z werwą opowiedziana historia zadziwi wszystkich miłośników następcy Fabera, którzy kochają go za rozlany fabularnie "Szkarłatny płatek i biały". Ale niech pozory nas nie zmylą. Wsunięta między zdania i formę ironia oraz wyrażona wprost w niektórych obrazkach satyra to kąśliwy komentarz na współczesny stan rynku bestsellerów: byle jakie wydawnictwa, byle jakie książki, byle jaki kontakt z publicznością i - niestety - byle jakich czytelników. A, generalizując: im większe wyniki sprzedaży, tym gorzej.
Ale cóż.
Czasy obyczajów wydawniczych i osobowości Barbary Cartland chyba nie wrócą prędko ;-)))





