- Bohater Pańskiej ostatniej książki, Pomponiusz Flatus, ładnie mówi o micie: że to kłamstwo nieistotne, wymyślone przez poetów, by zbawić pospólstwo. I że filozof nie powinien zwracać nań uwagi. Tak się zastanawiam, czy pisząc książki, czuje się Pan bardziej jak poeta, czy jednak jako filozof?
- Właśnie nie wiem. Bo chyba jestem w połowie filozofem, a w połowie poetą. A gdybym musiał już wybierać, to chyba wolałbym zostać filozofem. Kocham mity, ale bardziej cenię studiowanie ich charakteru i dochodzenie do prawdy. Fascynuje mnie odpowiedź na pytanie, skąd one pochodzą i jakie uczucia wywołują w nas te konkretne historie. Bo przecież nie chodzi tylko o opowiedzenie historii, prawda? Ważne jest także, by opowiedzieć ją w taki sposób, dzięki któremu wydobywamy coś ze swojego wnętrza i czynimy to zgodnie ze swoją wolą. Sam pan więc widzi – ciągnie mnie bardziej w stronę filozofa niż poety...
- Doskonale to rozumiem, choć delikatnie pozwolę sobie zwrócić uwagę na to, że poeta ma ponoć władzę odkrywania lub zakrywania prawdy. Na przykład pod podszewką skrzącej się humorem powieści.
- A z tym się chyba nie zgodzę. Nie sądzę bowiem, by ktokolwiek miał taki rodzaj kontroli nad mitami. One się gromadzą w przeciągu wieków. Jest w tym coś mistycznego. Te opowieści oczywiście się zmieniają wraz z upływem czasu i zawsze jest ktoś, kto je kolekcjonuje. Tym kimś może być poeta, ale także rzeźbiarz, malarz, muzyk... Ale nikt tym nie zarządza. Nie wierzę w to.
- Wróćmy zatem to kwestii kłamstwa, poważniejszej, ale też i sporo o niej w książce. Pomponiusz na przykład prawi, że kłamać trzeba, gdy mamy do zrealizowania jakieś zadanie lub projekt i wtedy musimy zmieniać naszą tożsamość. Na marginesie - bardzo ładne wytłumaczenie, dlaczego się pisze książki. Swoją drogą: siadając do konstruowania fabuły, czuje Pan odpowiedzialność za czytelników?
- Oczywiście. Jednocześnie jednak staram się - na tyle, na ile potrafię - zapomnieć o czytelnikach. Każdą kolejną książkę piszę niejako więc w taki sposób, jakby była ona moją pierwszą. Staram się skupiać jedynie na konkretnej historii i charakterach. Gdybym miał się zastanawiać nad tym, czego spodziewają się czytelnicy po mojej książce – co będą myśleć, czy się śmiać, czy płakać – to by mnie paraliżowało. Praca nad powieścią to rodzaj formowania fabuły, charakterów i własnych oczekiwań wobec tego, czym ma być ostatecznie to, co piszemy. To bardzo trudny proces. Nie da się go zaplanować. Tym bardziej jednak nie da się zaprogramować, jak zareagują czytelnicy. (...)









