czwartek, 17 grudnia 2009

...ożeniłem się w wieku 22 lat [wywiad z Janem Grzegorczykiem]

Jana Grzegorczyka znamy z księdza Grossera. Teraz czas na "Chaszcze" (Znak, 2009). Dzisiaj wywiad z autorem w "Magnesie". Pisarz mówi m.in.:

(...) - Czytałem te książkę jako specyficzny kryminał. Nie tylko dlatego, że Madej znajduje w lesie wisielca i próbuje rozwikłać jego tajemnicę. Wynika z książki, że fascynuje Cię samo poszukiwanie.

- Myślę, że istotą naszego życia jest to, że żyjemy w tajemnicy. Jesteśmy skazani na ciągłe rozwiązywanie zagadek. A więc z natury jesteśmy detektywami. Ludźmi poszukującymi sensu. Dobra powieść religijna z natury rzeczy więc powinna być sens-sacyjna. Coś w naszym życiu się wyjaśnia, ale i jeszcze więcej komplikuje. Tajemnica się poszerza. Żyjemy w świecie bezustannego powoływania komisji śledczych, które do niczego nie prowadzą. Jedni z tego ty tytułu są załamani i sfrustrowani. Ja akceptuję "chaszczowatą" naturę świata. (...)

Więcej TU.

wtorek, 15 grudnia 2009

Wiersze 2006-2009

Coś ze mną się stało. Bo ostatnio się mnie poezja trzyma. Może to przez jubileusz a5? A może przez pogodę (u mnie mróz i lekki śnieg. a u Was?)? Tak czy owak - w ręku dzierżę "Niskie pobudki" (EMG, 2009) Marcina Świetlickiego:


Że Świetlicki jest poetą współczesnym WYBITNYM, do tego nie trzeba przekonywać nikogo. Że jest twórcą mocno osadzonym w rzeczywistości, to wiadomo zarówno po poezji, jak i jego kryminałach. Słychać to zresztą także w "Niskich pobudkach", gdzie pojawiają się różne postaci. Ot, taki na przykład Andrzej Wajda:

Przyjechał Andrzej Wajda.
Odjechał Andrzej Wajda.
Zapełnił swoim wojskiem Mały Rynek.
Nakręcił film o Katyniu.
Gdyż tam jest jego trauma.
Przyjechał Andrzej Wajda.
Odjechał Andrzej Wajda.

Dodam, że wiersz się nazywa "Ohydny wiersz". :->

Jest też Bonowicz, Pasewicz, Jarniewicz. Wszyscy na "icz". Chyba w sumie tylko Jankowicza nie ma (za to Jankowicz się pojawia w "Orchidei"). Dużo w sumie czułości, trzeba przyznać. Choć nie zawsze. Oj, nie zawsze...

Oto poemacik ("Kwiecień 2009") o posmaku jakże publicystycznym. Niewtajemniczonym podsunę prawdopodobny kontekst: Festiwal Kryminału.

Dziewczyna, która siedzi obok
także pragnie.

Wszyscy, których poznaję,
mówią o projektach,

które w tej chwili pragną realizować
w ramach większego projektu,

który prawdopodobnie dofinansuje
prezydent Wrocławia.

Poezja nie istnieje poza tym projektem.
Kimże jestem?

Wydawca tomu na okładce pisze, że "wiersze Świetlickiego nie są po to, żeby sprawiać przyjemność", co smakuje jak Antyblurp Merytoryczny, o którym pisze Tomasz Pindel na poczytanych. W sumie chyba jednak działa inaczej. Żeby nie powiedzieć: że na odwrót. Czyli, że zachęca. ;-)

No dobra. To chyba na razie będzie dość tej poezji. Zaraz zabieram się za prozę. Prozę życia.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

10 razy 007

Jeszcze raz o Bondzie, o którym już pisałem. Teraz nieco inaczej:

(...) 6. Gdzie schowane są: nóź, 50 złotych suwerenów, 40 naboi karabinowych i bomba talkowa?

Rozmieszczone są one – sprytnie i niezauważalnie – w teczce z karabinem snajperskim, którą 007 dostaje od Q przed podróżą do Stambułu w „Pozdrowieniach z Rosji” (1963). Jak pisze Śmiałkowski, ta właśnie sekwencja stała się „zaczątkiem coraz wymyślniejszych pomysłów, coraz absurdalniej na pierwszy rzut oka wykreowanych gadżetów i coraz zabawniejszych prezentacji, które wykonywał Q na początku kolejnych filmów”.

Wśród innych ciekawych gadżetów, jakie znajdujemy w innych Bondach są: karabiny maszynowe, radiolokator, katapulta, stalowa tarcza wysuwana podczas ostrzału z tyłu, wysuwane piły, taran, plecak odrzutowy, minihelikopter, zegarek z wbudowanym teleksem, radiomagnetofon strzelający rakietami, materiał wybuchowy w tubce pasty do zębów, wybuchowy budzik. (...)

Więcej takiej zabawy TU.

niedziela, 13 grudnia 2009

wojny, przemiany i tragedie XVII stulecia

Pozostaję przy poezji. I to jakiej! Ukazało się wznowienie "Antologii angielskiej poezji metafizycznej XVII stulecia" (a5, 2009) Stanisława Barańczaka.


Ta książka w moich kręgach uniwersyteckich była rzeczą kultową. Pamiętam też, jak ją rekomendował także mój polonista z liceum. Nie umiałem chyba wtedy tego docenić.

Wiek XVII w Anglii był wiekiem szczególnym, o czym pisze zresztą we wstępie Barańczak. Wojny, przemiany i tragedie - by użyć formuły Abrahama Cowleya - stanowiły treść tego stulecia. Pojawienie się w poezji postaci typu Johna Donne'a i jego następcy było przełomowe, bo byli oni w stanie "stworzyć poetycki ekwiwalent dezintergracji przenikającej każdą sferę ówczesnego życia". Chociażby u Waltera Ralegha:

Czymże jest nasze życie? Sceną namiętności;
Muzyką w intermediach są nasze radości;
W matczynym łonie skryci niczym w garderobie,
Na tę krótką komedię strój sprawiamy sobie;
Niebo - to widz rozumny i baczny nad nami,
Który notuje, kto z nas lichą grą się splami,
Grób zaś, co nas ukrywa przed ciekawskim Słońcem,
Jak spuszczona kurtyna jest spektaklu końcem.
Tak to, grając, zdążamy do ostatniej mety
I tylko umieramy na serio, niestety.

Zasadniczym słowem-kluczem do czytania tej poezji była "metafizyka", która oznaczała główny przedmiot zainteresowań. Metodą stylistyczną prezentacji było dążenie do koncentracji, konceptyzm, konkretność i wielostronność wyobraźni. Chodziło o takie zamknięcie w formie wiersza różnych cech rzeczywistości, by całość miała "paradoksalny charakter doświadczenia i autentyczny tok jego prezentacji". Słowem: chodziło o dobry koncept. Tak jak na przykład u Johna Donne'a:
Jak starzec, co łagodnie kona,
Duszy swej "W drogę!" mówiąc z cicha,
A w krąg rodzina zasępiona
Nie wie, czy zmarł, czy wciąż oddycha -

Tak my rozłączmy się łagodnie,
Bez burzy westchnień, łez powodzi:
Popełnia profanacji zbrodnię,
Kto tak miłości swej dowodzi.

Trzęsienie ziemi budzi szczery
Strach i w perzynę kraj obraca,
Lecz kiedy niebios zadrżą sfery,
Nie czyni szkód ich wielka praca.

Kto kocha jak przyziemny sknera,
Ciałem, nie duszą - temu biada:
Rozłąka wszystko mu odbiera,
Co się na jego miłość składa.

Lecz my, miłości tak wspaniale
Pewni, że już nie wiemy sami,
Czym jest - my nie musimy wcale
Stykać się dłońmi czy wargami.

Dwie dusze jedną są istotą,
Więc w czas rozłąki się nie zmienią:
Jak wyklepane w drucik złoto,
Nie przerwą się, lecz rozprzestrzenią.

Są dwie, lecz dwie tak jak ramiona
Cyrkla podwójne; twoja dusza,
Jak igła unieruchomiona,
Jednak wraz z moją się porusza.

I - chociaż w centrum pozostała -
Gdy ramię wkoło się obraca,
W ślad za nim się wychyla cała,
Prostuję się, gdy ramię wraca.

Taka bądź, choć nam nie po myśli
To, że odległym błądzę kołem:
Stałość twa obieg mój uściśli
I każe skończyć, gdzie zacząłem.

Relacje człowieka z naturą, Bogiem, sprzeczności i paradoksy egzstencji, wielkość i nikłość człowieka wobec wszechświata, niepokoje, tragizm, sytuacja porozumienia i bliskości (albo ich braku) - to wszystko zdają się być tematy uniwersalne. Nie wszyscy jednak tak spostrzegali angielskich metafizyków. C. S. Lewis zarzucał na przykład Donne'owi pornografię. Inni - przez wieledziesiąt lat w ogóle nie dostrzegali tej twórczości. Co innego teraz. Popularność na metafizyków wzmocnił w wieku XX zwłaszcza T. S. Eliot.

Patrząc za okno i czytając prognozy pogody na najbliższy tydzień, myślę, że czas na lekturę tego tomu nie jest taki zły. ;-)

piątek, 11 grudnia 2009

111 wierszy

Z okazji wydania zbioru Tkaczyszyna-Dyckiego w "Magnesie" tekst o nim. A tam m.in.:

(...) W wierszach tych wyraźnie słychać trzy naczelne tematy, na które wskazał kiedyś Piotr Matywiecki. Są to mianowicie: choroba fizyczna i psychiczna osób najbliższych, seksualna tożsamość umyślnie zatarta między hetero- a homoseksualnością oraz rodzinne i przyjacielskie prowincjonalne życie rodzinne oddane ze znawstwem "psychologicznych nawyków, obyczajów, zbiorowych kompleksów". Trzy kręgi tematyczne konkretnie przekładają się w tych wierszach na często powracający motyw samotności, osobności, wyjątkowości, poczucia wykluczenia i poszukiwania samego siebie.

Wiele tu czułości, bywają też momenty brutalne. Dycki łączy poetycką wzniosłość i ulotność ze świadomością twardej rzeczywistości i osadzenia w konkrecie. Jednocześnie komponuje swoje teksty niczym piosenki. (...)


Więcej TU (dostęp płatny).

czwartek, 3 grudnia 2009

28 znaków zapytania [wywiad z Izą Sową]

Dzisiaj Brzytwa, bohaterka książek Izy Sowy, odpowiada na pytania:

- Płeć?

- Czy musimy od razu szufladkować?

- Proszę odpowiadać na pytania, nie dyskutować. Data urodzenia?

- Nie przykładam wagi do takich szczegółów z tego samego powodu nie pytaj mnie o wzrost, wagę i kolor oczu. A także rozmiar stanika. W życiu żadnego nie kupiłam.

- Nie zbaczać z tematu! Miejsce urodzenia?

- Za blokiem moich rodziców stała kiedyś tabliczka z napisem "koniec świata". Ale szybko ją skradziono.

- No dobra. Imię?

- Polka.

- Słucham?

- Polka. P-o-l-k-a.

- Nazwisko?

- Najlepsze możliwe dla polskiej kobiety: Matka.

- Pseudonim?

- Brzytwa, choć strzyżę zamiast golić.

- Dlaczego taki?

- Nie mnoży bytów ponad potrzebę.

- Rodzice?

- Są. Jedna prawdziwa Matka i ojciec, też Matka. Choć Kutas.

- Słucham?

- Kutas. To nazwisko.

- Pani się powstrzyma od uwag.

- Pan też. (...)

Więcej (dostęp płatny) TU.

środa, 2 grudnia 2009

w 1966 roku sympozjum na temat niszczenia jako formy artystycznej

Zygmunt Bauman, polski socjolog od lat mieszkający w Wielkiej Brytanii, należy do elity filozofów ponowoczesności. Równocześnie jest pracowitym pisarzem. Tak przynajmniej można wnioskować po jakości, ilości i częstotliwości jego publikacji. W Polsce ukazała się właśnie jego "Sztuka życia" (WL, 2009).

Po serii płynnych książek ("Płynna nowoczesność", "Płynne życie", "Płynny lęk"), a także szeregu wznowień, WL proponuje Baumana rozmyślającego o szczęściu. Dość prowokacyjnie zresztą. Jak zawsze.

Zaczyna się bowiem od rozdziału dotyczącego szczęścia w zasadzie pozornego. Szczęścia, które jest szczęściem wymuszonym, wysprzedanym, wymyślonym. Po to, by zadowolić rynek, kulturę, otoczenie. Najmniej nas. Bauman przypomina przy okazji - rzecz pożyteczna zwłaszcza w kryzysie - że pieniądze zaspokajają nas tylko do pewnego momentu. Potem, gdy jest ich więcej i więcej, stają się tak samo problematyczne jak ich brak. Odsuwają nas od szczęścia.

W tej książce sporo też o konsumpcjonizmie, grach komputerowych ("pozwalają nam robić to, czego nie odważylibyśmy się robić w realnym życiu"), samosterowności, relatywizmie, różnicy między odpowiedzialnością "za" a odpowiedzialnością "przed", odpowiedzialności... Jak to u Baumana bywa - podobnie jak i u wielu innych ponowoczesnych filozofów i socjologów - klasyka towarzyszy współczesności, Levinas - Murdochowi, Pascal - Derridzie.

Jednym z najbardziej poruszających jak dla mnie momentów w tej książce była jednak kampania przypominana przez Baumana. O psach, które przed świętami są masowo kupowane, a po świętach są masowo odstawione. Do lasu czy schronisk. Bo się znudziły. Swoją drogą społeczną akcję "Pies na całe życie, nie tylko na święta" można spokojnie przeprowadzić chyba już także w Polsce. Prawda?

wtorek, 1 grudnia 2009

14 godzin na rzeź

Iza Sowa wydała ostatnio dwie nowe książki. Jedna z nich - "Podróż poślubna" (Nowy Świat, 2009) - to poniekąd kontynuacja ubiegłorocznej "Ścianki działowej".

W "Podróży poślubnej", podobnie jak w poprzedniej książce Sowy, pojawia się Brzytwa. Detektywka niestandardowa, kolorowa, nonkonformistyczna. Zwłaszcza jak na stereotypowo wyobrażany - przez pryzmat Franciszkańskiej3, Lajkonika oraz artystycznej bohemy oderwanej od rzeczywistości - Kraków.

U Sowy w Krakowie, w otoczeniu Brzytwy, a to natykamy się na kluby gejowskie i lesbijskie, a to na bary wegetariańskie, a to na akcje ratowania zwierząt. Dość powiedzieć, że w "Podróży poślubnej" Brzytwa uczestniczy na przykład w nagraniu czternastogodzinnej "podróży" koni przewożonych na rzeź w masakrycznych warunkach. Przy okazji: to nie fantazja literacka Sowy - takie transporty to fakt:



Główną bohaterką "Podróży poślubnej" jest Paloma. Kobieta - na pierwszy rzut oka - poukładana, ustatkowana, spokojna i dopasowana. Z mężem, pracą. Wszystkim. Ale jednak coś u niej nie gra. W polepszeniu życia i rozezananiu się w szczęściu mają pomóc Palomie podręczniki. Zresztą, uwaga na marginesie prawie, Sowa, bazując na popularnych poradnikach, zaszalała. Nazmyślała tak, że hej:)

Na przykład:

zalecenie mistrza Jima Mo Fan Be: "ceń chwile, są jak przyprawy, której nadają dniu wyrazisty smak"

Albo:

(...) w kultowej "Największej rewolucji" autor, Aaron Yansky, kontrowersyjny wykładowca z Florida University, tłumaczył, dlaczego mamy problem z przestrzeganiem dziesięciu przykazań. Otóż ludzki mózg słabo sobie radzi z konstrukcją "nie + czasownik". Dla poparcia swych słów Yansky proponował czytelnikom, by przez minutę nie myśleli o gotowanej marchewce. Trudne, prawda? Chcąc zatem zmienić nawyki, musimy przeformować język. Zamist "nie będę jeść fast foodów" - "koniec z fast foodami". A jeszcze lepiej: "wybieram tylko zdrową i pyszną (dodatkowe wzmocnienie) żywność".

I tak dalej.

:-)))

Brzmi śmiesznie, owszem. Bo Sowa należy do tych narratorek, które nie lubią narzekać i z trudem przyznają się do bólu. I w ogóle do niepowodzeń. Jest raczej upbeat, optimistic, z uśmiechem i do przodu. Na pierwszy rzut oka przynajmniej. Gdy przyjrzeć się temu wszystkiemu jednak bliżej, to spomiędzy ostrych cięć, zmian narracyjnych czy zderzania różnych sugestywnych obrazków (tak właśnie, w nieco filmowy sposób, snują się te opowieści) wyłania się wcale niewesoła perspektywa. Mało optymistyczna. Żeby nie powiedzieć: rozpaczliwa.

"Podróż poślubna" to jedna z najsmutniejszych książek, jakie czytałem ostatnio. Gdyby Houellebecq był Polakiem i miał żeńską płeć, być może właśnie takie fabuły by pisał.