niedziela, 10 stycznia 2010

1890 i 1914 - Dorian Gary i Gregor Samsa

Odrobina perwersji nikomu nie zaszkodziła. Zwłaszcza, gdy obudowana ona jest solidnymi koncepcjami psychoanalitycznymi. Na przykład Elisabeth Roudinesco, autorki "Naszej mrocznej strony. Z dziejów perwersji" (Czytelnik, 2009):

Najpierw odrobina historii i wyjaśnień słownikowych:

Rzeczownik "perwersja" (...) pojawił się między rokiem 1308 a 1444. Przymiotnik "perwersyjny" (...) powstał z 'perversitas' i 'perversus', imiesłowu czasu przeszłego dokonanego od 'pervertere': zawracać, wywracać, odwracać, a także: powodować erozję, zakłócać, dopuszczać się ekstrawagancji.
Perwersyjny zatem - istnieje tylko jeden przymiotnik dla kilku rzeczowników - jest ktoś dotknięty 'perversitas', czyli perwersyjnością (lub perwersją).

Tyle słownik. Jednak czym jest dokładnie perwersja, wnioskuje autorka, powiedzieć na pewno się nie da. Można tylko śledzić, jak była definiowana. W średniowieczu pełnym mistyków czy biczowników. W XVIII wieku z perwersyjnym de Sade'em. W XIX wieku, który oszalał na punkcie dziecka-masturbanta, homoseksualisty i kobiety histeryczki. Czy wreszczie w wieku XX, który jest rozlegle w tej książce opisany jako czas Auschwitz i problemów z tożsamością.

Rozdziały dotyczące współczesności są zresztą najostrzejsze.

Obszernie opisana "banalność zła" nazistowskich zbrodniarzy - tutaj jeszcze raz zdefiniowana z perspektywy psychoanalitycznej - przyprawia mnie o dreszcze zawsze. Tak jak na przykład takie akapity o Mengelem:

Piękny, wytworny, wyperfumowany, w białych rękawiczkach, pogwizdując z upodobaniem arie z "Toski", wybierał ludzi na rampie w Birkenau, lekko trącając szpicrutą swe oficerki. Słuchał z nabożną czcią symfonii van Beethovena, uwielbiał psy, jadał szarlotkę, zwracał się uprzejmie do wszystkich oraz do każdego z osobna i nie wyróżniał się niczym szczególnym poza absolutnym cynizmem, zupełnym brakiem uczuć, fanatyzmem naukowym i bezgraniczną wolą eliminowania Żydów, których - z powodu ich inteligencji - obraczał odpowiedzialnością za poniżenie "rasy" niemieckiej.

Równie ciekawa jest perspektywa perwersyjna związana z analizą sytuacji homoseksualistów czy osób queerowych. Ciekawa, chociaż - miałem momentami wrażenie - autorka stoi na konserwatywnej pozycji. I nie do końca chyba jest przekonana np. co do płynnych tożsamości.

Roudinesco opisuje rzeczywistość z perspektywy psychoanalitycznej, co jest bezpieczną strategią, chociaż - o czym sama pięknie w puencie książki pisze - jako psychoanalityczka, nie jest wolna od perwersji. Już to chociażby przez sam fakt zainteresowania perwersją:)

Pozytywne w tej książce jest to, że przykłady
z tzw. życia społecznego czy historii obyczajów pomieszane są z nawiązaniami do litertury. Dominuje oczywiście kultura frankofońska. Pewnie przede wszystkim ze względu na pochodzenie samej autorki. Inna sprawa, że Francuzi perwersje drążyli. A przynajmniej mają bogatą historię w mówieniu o niej.

Swoją drogą: ciekawe, jak wyglądałaby historia kulturowej perwesji w Polsce.


Na koniec tylko jeszcze dopiszę, że momentami Roudinesco ponosiło. Raz po raz, spomiędzy przyjemnych i wratko toczących się opowieści perwersyjnych:), wyskakiwał a to Lacan, a to Freud, a to inni jeszcze. Jak gdyby nigdy nic. Albo: jak gdyby każdy Lacana miał w paluszku. Oczywiście, małym paluszku a.


Brzmi perwersyjnie, prawda?

Takie to właśnie jest:-)

3 komentarze:

  1. "mały paluszek a" - słodkie :) Poranek jest teraz miły, książka dla mnie, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. dobra perwersja nie jest zła!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Nie jest wolna od perwersji jako psychoanalityczka?

    No raczej, w końcu psychoanaliza w dzisiejszych czasach sama w sobie uznawana jest za perwersję.

    OdpowiedzUsuń na zawsze