czwartek, 25 marca 2010

Tysiąc dni [rozmowa z Marleną de Blasi]

Marlenę de Blasi możemy znać z trzech wydanych w Polsce książek z cyklu "Tysiąc dni" ("Tysiąc dni w Wenecji", "Tysiąc dni w Toskanii", "Tysiąc dni w Orvieto" - wszystkie Wydawnictwo Literackie). Autorka, Amerykanka z urodzenia, ale z wyboru - Włoszka, była w Polsce kilka tygodni temu.

Jest niesamowita i robi wrażenie. Perfekcyjny i mocny makijaż. I takaż osobowość. Kiedy się zdenerwuje, może szturchnąć książką. Kiedy się wzruszy - chwyta za rękę. I ponoć płacze podczas każdego wywiadu. Przy mnie też.

[Fot. Z archiwum Marleny de Blasi]

A odpowiada na pytania między innymi tak:

(...)
- Niektórzy twierdzą jednak, że okoliczności jednak nas kształtują i zmieniają.

- Tak może być. Ale nie przypisywałabym w ostatecznym rozrachunku tak wielkiej władzy okolicznościom. Do przodu pcha nas coś innego. To raczej rodzaj wewnętrznej siły. Pytanie, które mi pan zadaje, odnosi się w tej sposób do starej filozoficznej kwestii: czy my sami kształtujemy swój los czy przeznaczenie mamy spisane odgórnie?

- Otóż to.

- Odpowiedź oczywiście nie jest prosta. Mnie się wydaje, że jest pół na pół. Czasem kształtują nas okoliczności, a czasem siła naszych wyborów życiowych. Wola i przeznaczenie mieszają się. W ten sposób życie jest jak dzieło sztuki, a każdy z nas jest artystą. Bo my kreujemy rzeczywistość w taki sposób, w jaki chcemy.

- A pani się nigdy nie boi?

- Staram się być poza strachem.

- Doprawdy?

- Tak właśnie jest. Ale niech pan pamięta, że mnie nie uczono strachu. Nie miałam rodziców. Nikt się o mnie nie bał. Musiałam się sama o siebie zatroszczyć. Nie było czasu na strach.

Swoją drogą, trochę na marginesie mówiąc, zauważyłam podczas spotkań z polskimi czytelniczkami, że one nie lubią swojego życia. Dlatego też zazdroszczą, że mnie się tak pięknie udało. Że zmieniłam miejsce zamieszkania, otoczenie, ludzi. Wszystko.

- Dziwi się im Pani?

- No, ale przecież nie o to chodzi! Nie chodzi o Włochy. Nie chodzi o podróż samą w sobie i przeprowadzkę. To nie o miejsce chodzi, tu najważniejsze jest życie. A właściwie to miłość. Powtarzam panu i innym: chodziło o odnalezienie swojego miejsca na ziemi. O bycie w zgodzie. Nie tylko z otoczeniem. Ale przede wszystkim ze sobą. To było i jest dla mnie najistotniejsze.

Całość wywiadu TUTAJ (dostęp płatny).

0 komentarze:

Prześlij komentarz