piątek, 7 maja 2010

gdyby żyła, skończyłaby 75 lat

Halina Poświatowska. Czyli: Haśka. Umarła w wieku - ekhm, ekhm - 32 lat. Bogowie umierają młodo. Jak widać: boginie też. Gdyby żyła, 9 maja, w niedzielę, obchodziłaby swoje 75. urodziny.

Dzisiaj w "Dzienniku Polskim" (Magazynie) o niej rodzaj reportażu. Chciałem pokazać ją jako człowieka. Po prostu.

"Chciałoby się napisać, że serca artystów bywają szczególnie kruche.

Znajomy filozof:

"W życiu liczy się tylko miłość - zdanie to wypowiedziała do mnie Halina, gdy odwiedziłem ją w szpitalu na kilkanaście dni przed jej operacją i śmiercią".

Dokładnie 7 lipca 1953 roku w sanatorium w Kudowie poznała Adolfa Ryszarda Poświatowskiego. Był studentem Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi. I tak samo jak ona chorował na serce.

Grażyna Borkowska, historyk literatury, w biografii "Nierozważna i romantyczna":

"Wiosną roku następnego Halina przyjęła oświadczyny Adolfa i oznajmiła najbliższym, iż zamierza wyjść za mąż. Postanowienie to wstrząsnęło rodziną i lekarzami. Oboje byli ciężko, nieuleczalne chorzy. Matka oponowała dopóty, dopóki miało to jakikolwiek sens. Kiedy zdała sobie sprawę, że Halina nie zrezygnuje z tego związku, skapitulowała. Ba, sama przekonywała profesora Aleksandrowicza, że nie można inaczej".

Niecały rok potem, 30 kwietnia 1954 roku, w sali częstochowskiego Urzędu Stanu Cywilnego śmiertelnie chora bierze za mąż śmiertelnie chorego. Łączą ich, jak to się pięknie mówi, sprawy sercowe. Ślub odbywa się 26 czerwca w kościele św. Jakuba w Częstochowie. Związek trwa krótko. Za krótko. Adolf umiera 23 marca 1956 roku w Krakowie. Nagle. Ona zostaje sama.

Teraz sprawy toczą się jeszcze szybciej. Debiutuje w grudniu... Potem podróż do Stanów... Nauka w amerykańskiej szkole... Studia filozoficzne w Krakowie... Magisterium u Ingardena... Związek Literatów Polskich... Asystentura w Katedrze Filozofii Nauk Przyrodniczych... Wakacje w Jugosławii... Stypendium w Paryżu...

Dużo, bardzo dużo podróży, zdarzeń, spotkań.

Pisarz o niej:

"Sądzę, że w jeden rok przeżywała dziesięć lat. Stąd ta jej ogromna zachłanność. Gdzieś tam w podtekście - jak w tej hiszpańskiej muzyce - tkwiło wszystko: i lęki, i strach, i miłość. Taki melanż, z którym nie wszyscy umieją sobie poradzić - ona sobie radziła. Oczywiście, gdy była wśród ludzi. Nie wiem, jak było, kiedy zostawała sama".

Podręczniki mówią na ogół jednym głosem: była poetką miłości, "poetką przeklętą, żyjącą w cieniu przeczuwanej śmierci".

Prof. Grażyna Borkowska:

"Taka interpretacja jest logiczna, spójna, ale niewystarczająca. Szczególnie dzisiaj, kiedy dzięki publikacji listów i wszystkich wierszy wiemy o wiele więcej o jej życiu, twórczości, pasjach, lękach, upodobaniach"."

Więcej TU (dostęp niestety płatny).

(c) Fot. J. Kosiński Copyright T.M. Porębska (z archiwum rodzinnego)/Dziennik Polski

2 komentarze:

  1. Uwielbiam zarówno ją, jak i jej twórczość. Często odwiedzam poświęcone jej muzeum, często zasiadam na jej ławeczce. W niedzielę wybieram się na seminarium poświęcone jej osobie, jaki odbędzie się w częstochowskim ratuszu. Tak wspaniała osobistość, zasługuje na to, by czczono jej pamięć i nie zapominano o jej twórczości.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. hi.. just dropping by here... have a nice day! http://kantahanan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń na zawsze