Pretekstem dla tej książki jest nauka. Autor przedstawia się jako etolog poznawczy, czyli - najkrócej rzecz ujmując - jako gość, który wierzy, że zwierzęta to nie tylko przedmiot zdatny do tego, by stać się gadżetem w domu albo przysmakiem na talerzu. Badacze ci przyglądają się życiu zwierząt, obserwują je niejako od strony - mówiąc po ludzku - psychospołecznej, ich zachowań, reakcji na emocje (tak właśnie!): strach, ból czy radość. Bo zwierzęta, jak donosi Bekoff, to nie rzeczy.
(...) zaskakująco łatwo rozpoznać można podstawowe (czy pierwotne) emocje zwierząt. Wszystko, co musimy zrobić, to patrzeć, słuchać i wąchać. Ich pyski i dzioby, oczy oraz sposób, w jaki się poruszają, pomagają nam wnioskować o tym, co te istoty czują. Zmiany w napięciu mięśni, postawa, sposób chodzenia, mimika, wielkość oczu oraz spojrzenie, wydawane dźwięki i zapachy (feromony), razem lub każdy z osobna, wszystkie dostarczają informacji na temat emocjonalnej odpowiedzi stworzenia na określoną sytuację. Nie trzeba nawet zwracać na to szczególnej świadomej uwagi – tylko patrząc na zwierzę, ludzie zwykle intuicyjnie mogą wyczuć właściwą emocję.
Brzmi to wszystko bardzo poważnie, bo też i książka Bekoffa poważną jest. To solidny materiał dowodowy w naukowej sprawie, która była spychana przez wiele lat na margines czułych weterynarzy i cichych wielbicieli zwierząt przede wszystkim domowych (swoją drogą: kot chyba znajduje się na Top Liście Najbardziej Pożądanych Przez Pisarzy Zwierząt).
Praca o emocjonalnym życiu zwierząt to rzetelny wykład. Rzetelny aż do bólu:
Oczy kota przyczyniły się do mojego rozwoju jako naukowca. Projekt pewnej pracy doktorskiej, w jaki byłem niegdyś zaangażowany, wymagał, abyśmy zabili koty, które badaliśmy. Jednakże, Kiedy poszedłem po Speedo – bardzo inteligentnego kota, którego w tajemnicy tak nazwałem, w tajemnicy, ponieważ nie wolno nam było nadawać imion „obiektom” – by po raz ostatni wyciągnąć go z klatki, jego kocia zuchwałość zniknęła, jakby wiedział, że to już ostatnia podróż. Gdy go podniosłem, spojrzał na mnie i zapytał: „Dlaczego ja?”. Łzy napłynęły mi do oczu. Nie odrywał ode mnie rozdzierającego spojrzenia. Chociaż przebrnąłem przez to, co miałem zrobić, i zabiłem go, złamało to na zawsze moje serce. Do dzisiaj pamiętam uporczywie wpatrzone we mnie kocie oczy – opowiedziały mi całą historię niekończącego się bólu i upokorzenia, jakie znosił. Inni uczestnicy programu badawczego starali się zapewnić mnie, że było warto, ja jednak nigdy nie otrząsnąłem się z tego doświadczenia.
Największy problem, który wiąże się z tą książką polega na odpowiedzi na pytanie, co zrobić z wiedzą, jaką niesie etologia poznawcza. Przede wszystkim w praktyce. Szczegółowo pisze o nich Bekoff w ostatnich rozdziałach, przypominając, że nie tylko człowiek to jest dziwne zwierzę, ale i zwierzę to osobliwy (!) człowiek. Nie powinniśmy zatem może przykładać ludzkich miar do zwierzęcych zachowań. Nie tylko dlatego, że zwierzęta są w jakiś tam, ludzki sposób, definiowane jako gorsze np. intelektualnie. Ale przede wszystkim dlatego, że zwierzęta emocjonalnie niejednokrtonie okazać się mogą czystsze od ludzi.
Sami widzicie, że ta książka to spore wyzwanie.
