Na początek coś, co czytałem już jakiś czas temu. Księgarski hit. "Zielone drzwi" (Wydawnictwo Literackie, 2010) Katarzyny Grocholi.

Na ponad 400 stronach Katarzyna Grochola, znana z popularnych książek o Judycie, a ostatnio także z występów na deskach parkietu telewizyjnego, postanowiła podzielić się bardzo wprost życiową historią. Swoje dzieje opisuje po kolei. Od urodzenia i rodziny (całkiem sympatycznej), pierwszych przyjaźni (niewinnych) i miłostek (nieśmiałych), rozczarowań (na początku ledwie dotkliwych), licealnych czasów (zabawnych i beztroskich), a potem pracy (makabrycznej) w szpitalu, małżeństwa (nieudanego), aż po początki kariery literackiej. Początki - bo historia urywa się mniej więcej kilka lat temu. W każdym razie nie przeczytamy w "Zielonych drzwiach" nic o ostatnich jej doświadczeniach z literaturą, rynkiem wydawniczym czy związkami. Nie mówiąc już o "Tańcu...".
Grochola pisze zabawnie, wciągająco, a do tego widać, że zaprawiona jest w zarządzaniu czytelniczymi emocjami. Narracja przypomina gawędę czy też pogaduszkę. Ciąg chronologiczny jest zachowany, ale opowieść snuje się rytmem pamięci - tak jakbyśmy zdawali relację ze swojego życia. Krok po kroku. Przypominając sobie pewne sprawy - te, które zapadły najmocniej w pamięci.
Bardzo dobry jest fragment dotyczący liceum. Dużo anegdot i wspomnień. Niby Grochola pisze o innych (nauczycielach, kolegach z klasy), ale jako obserwatorka umie wyłapać najbardziej wyraziste cechy czy zdarzenia. Poruszające są też fragmenty ze szpitala. W obrazkach - czasem krótkich - odnaleźć można dramaty ludzi dotkniętych samotnością i bólem. I niemniej ważną dramatyczną bezradność tych, którzy usiłują im pomóc.
Jest też w "Zielonych drzwiach" element mitologizujący. Grochola popada bowiem czasem w autorefleksję i nastroje filozofujące. Podsuwa wtedy pewne tropy. Na przykład, że "już zawsze będzie uciekać". Albo, że "młodość ma swoje wady. Moja szczególnie obfitowała w wady. Tak jest do dzisiaj". W tego typu zdaniach Grochola jawi się dwuznacznie. Nie wiadomo bowiem, kiedy siebie krytykuje (jako np. osobę, która odsuwa się i wciąż popełnia błędy), a kiedy chwali (jako osoba umiejąca się zmieniać i wciąż młoda).
Ale może w sumie to jest tu nie aż takie ważne. Co innego jest istotniejsze. "Zielone drzwi", poprzez obecność Grocholi w telewizji, miały szansę dotrzeć do szerokiej publiczności. Widziałem też zdjęcia autorki z książką na łamach pism kolorowych, gdzie o książkach na ogół nie pisze się wcale. Pewnie wiele z osób, które nie znało jej wcześniejszych tekstów, być może teraz sięgnie - przede wszystkim poprzez kibicowanie tancerce. No i dobrze, że sięgnie! :-) Gorzej tylko, że "Zielone drzwi" nie są mistrzostwem świata Grocholi. Niestety. Zwłaszcza w porównaniu (choć wiadomo: to inny rodzaj literatury) z "Trzepotem skrzydeł".
No ale. Może nie ma co marudzić.
Zresztą teraz nie jest ważne, co Grochola już zrobiła. Ale co zrobi następnego.