Tym razem nie o jednej książce i nie o nowości - ale o kilku tytułach: "Domu nad rozlewiskiem" Małgorzaty Kalicińskiej, "Jedenaście" Marcina Świetlickiego, "Nocy z czwartku na niedzielę" Gai Grzegorzewskiej, "Bazyliszku" Grahama Masterona, "Tracę ciepło" Łukasza Orbitowskiego czy wreszcie cyklu Mariusza Wollnego o Kacprze Ryksie. Co ich łączy? Kraków jako bohater literacki.
(...) największe zatrzęsienie pubów, klubów, dyskotek znaleźć można u Gai Grzegorzewskiej. Już na drugiej stronie jej "Nocy z czwartku na niedzielę" (2007) pojawia się Panorama, "klub mieszczący się na ostatnim piętrze domu handlowego Jubilat". Kilkanaście stron dalej bohaterka zastanawia się natomiast, gdzie poznała denata (w jego, rzecz jasna, dawnym wcieleniu): w Prozaku, Frantiku czy Cieniu. Jeszcze gdzie indziej bohaterowie "stali na Szewskiej, mijani przez hordy rozwrzeszczanych, odprasowanych, błyszczących wielbicieli lokali, gdzie muzyka jest koszmarna, a dziewczęta chętne. Większość dzierżyła w dłoniach kebaby i przystawała co kilka metrów w rozkroku, aby ugryźć bułę i przypadkiem nie zabrudzić skórzanej kurtki i wyglansowanych mokasynów. Jeden szczególnie intensywnie pracujący na siłowni mięśniak trzymał w ręku wielką zapiekankę, a że olbrzymie bicepsy i cinkciarska skóra nie pozwalały mu zgiąć zanadto ręki w łokciu, wyciągał głowę jak mógł, by gryźć swoją zapiekankę i przeklinał głośno, gdy keczup ciekł mu na eleganckie, sportowe obuwie".
Kraków jako bohater literacki okazuje się mieć rozmaite oblicza. Stereotypowo - to miasto spokojne i romantyczne. Ale także świetne miejsce do zabawy, no i studiowania historii. A także do osadzenia tutaj fabuły sensacyjnej. Zresztą niebawem o tym osobno napiszę - przy okazji książki "Instytut" Jakuba Żulczyka.
A na razie zapraszam do lektury całości tekstu o Krakowie jako bohaterze literatury popularnej - TU.
poniedziałek, 27 września 2010
niedziela, 5 września 2010
...gdy minęła pierwsza chwila ulgi...
Jesień jak zwykle obfitować będzie w wiele interesujących premier. Jednak na razie odrabiam letnie zaległości. Oto, Panie i Panowie, "Nuda" (W.A.B., 2010):

Główny bohater książki, Dino, to rozpieszczony - zwłaszcza materialnie - trzydziestopięciolatek, który ma wszystko, czego zapragnie. Dom, nadopiekuńczą matkę (nieco chłodną, ale za to dbającą o potrzeby finansowe synka), pasję. Dino w zasadzie musi martwić się tylko sobą. I niczym innym. Od wczesnego dzieciństwa gnębi go jednakże niesłychane poczucie pustki i nudy. Przez pewien czas angażuje się w malarstwo. Ale i to nie pomaga. Sytuacja zmienia się, gdy już jako trzydziestopięciolatek poznaje Cecylię. I zaczyna perwersyjny żywot.
Ta młoda dziewczyna - pisze we wstępie do książki Hanna Kralova - dziecko-kobieta, łącząca w sobie kruchość nastolatki z atrybutami kobiety dojrzałej, oddająca się bez najmniejszych uprzedzeń, a nawet z wyraźnym upodobaniem grom erotycznym (Moravia pisze wręcz o "erotycznym apetycie"), wydaje się bohaterowi jedyną szansą na otrząśnięcie się z nudy. Do tego stopnia, że kiedy nuda powraca, Dino zaczyna mścić się na Bogu ducha winnej dziewczynie i pragnie zadawać jej cierpienie, a w końcu porzucić, jak "każdy przedmior, którego się już nie potrzebuje".
"Nuda", jak podkreślają komentatorzy, jest emblematyczną książką dla Moravii, który uwielbiał eksplorować takie tematy, jak wyjałowienie, obojętność, brak wrażliwości i rozczarowanie rzeczywistością. Osadzał je na ogół we współczesnym sobie świecie, czyli połowie XX wieku, co dla wielu czytelników było wystarczającym pretekstem, by odnajdywać siebie w tych fabułach.
Paradoks z tytułem tej książki polega na tym, że Moravia wciąga jak mało kto. Zasysa kolejnymi zdaniami i obrazami. Czasem ociera się o satyrę, nie stroni od ostrej ironii, a jego pomysły bywają tak absurdalne, że aż śmieszne. Konstrukcje psychologiczne bohaterów są z kolei tak przekombinowane, że aż zabawne. Albo i przerażające. W każdym razie dużo radości daje czytanie "Nudy". I wcale się nie unudzi. ;-)

Główny bohater książki, Dino, to rozpieszczony - zwłaszcza materialnie - trzydziestopięciolatek, który ma wszystko, czego zapragnie. Dom, nadopiekuńczą matkę (nieco chłodną, ale za to dbającą o potrzeby finansowe synka), pasję. Dino w zasadzie musi martwić się tylko sobą. I niczym innym. Od wczesnego dzieciństwa gnębi go jednakże niesłychane poczucie pustki i nudy. Przez pewien czas angażuje się w malarstwo. Ale i to nie pomaga. Sytuacja zmienia się, gdy już jako trzydziestopięciolatek poznaje Cecylię. I zaczyna perwersyjny żywot.
Ta młoda dziewczyna - pisze we wstępie do książki Hanna Kralova - dziecko-kobieta, łącząca w sobie kruchość nastolatki z atrybutami kobiety dojrzałej, oddająca się bez najmniejszych uprzedzeń, a nawet z wyraźnym upodobaniem grom erotycznym (Moravia pisze wręcz o "erotycznym apetycie"), wydaje się bohaterowi jedyną szansą na otrząśnięcie się z nudy. Do tego stopnia, że kiedy nuda powraca, Dino zaczyna mścić się na Bogu ducha winnej dziewczynie i pragnie zadawać jej cierpienie, a w końcu porzucić, jak "każdy przedmior, którego się już nie potrzebuje".
"Nuda", jak podkreślają komentatorzy, jest emblematyczną książką dla Moravii, który uwielbiał eksplorować takie tematy, jak wyjałowienie, obojętność, brak wrażliwości i rozczarowanie rzeczywistością. Osadzał je na ogół we współczesnym sobie świecie, czyli połowie XX wieku, co dla wielu czytelników było wystarczającym pretekstem, by odnajdywać siebie w tych fabułach.
Paradoks z tytułem tej książki polega na tym, że Moravia wciąga jak mało kto. Zasysa kolejnymi zdaniami i obrazami. Czasem ociera się o satyrę, nie stroni od ostrej ironii, a jego pomysły bywają tak absurdalne, że aż śmieszne. Konstrukcje psychologiczne bohaterów są z kolei tak przekombinowane, że aż zabawne. Albo i przerażające. W każdym razie dużo radości daje czytanie "Nudy". I wcale się nie unudzi. ;-)
| Reakcje: |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
