
"(...) Andrzej Stasiuk w swojej narracji jest jak zwierzę polujące, ale nie drapieżne. Opuszcza swoje legowisko, by rozejrzeć się po okolicy. Ponury, nieufny, ale garnący się do innych. Działa instynktownie. Na tak zwanego czuja. Na próżno szukać jakiegoś porządku w tym wszystkim. Podróż mknie częściej ścieżkami i bocznymi drogami niż autostradą.
A jednak jest w tym wszystkim - z drugiej strony - coś z ucieczki. Stasiuk jakby umykał rzeczywistości. Widać to zresztą na wielu poziomach.
Po pierwsze, w specyficznej frazie, która czyni z opowieści podróżnej rodzaj modlitwy. Na początku jej prawie wcale nie słychać, objawia się ona dopiero z czasem, narasta, by pod koniec książki stać się głosem niemal wiodącym.
Po drugie, Stasiuk pisząc o mieszkańcach południowo-wschodniej Europy tak naprawdę pragnie zobaczyć siebie i swoje otoczenie; swoją - mówiąc dosadniej - ojczyznę. Kierunek poza granicę własnego kraju jest w zasadzie podyktowany niemocą wobec rzeczywistości dostępnej mu (a przede wszystkim nam) tu i teraz.
Niemocą, ale i fascynacją(...)"
Więcej TU (dostęp niestety płatny:().