piątek, 20 maja 2011

na 150 procent się zaangażowałem

Historia bywa pisana bardzo ciekawie. Na przykład przez pryzmat wspomnień. Tak jak się to dzieje w przypadku książki Anki Grupińskiej i Joanny Wawrzyniak "Buntownicy. Polskie lata 70. i 80." (Świat Książki, 2011).


"Historia mówiona, język mówiony" - wyjaśniają swoją metodę redaktorki. Piszę "redaktorki", bo to choć ich praca i ich pomysł, to tak naprawdę narratorami są zaproszeni przez nich do wspomnień goście-bohaterowie. Tytułowi buntownicy. Mamy Lecha Dymarskiego, który wspomina o tym jak pracował na hali jako pracownik umysłowy w PKS-ie. Jest Grzegorz Gauden, który czytał z wypiekami na twarzy "Gazetę Poznańską" z 1956 roku. Tomasz Fiałkowski wspomina z kolei o tym, jak czytał - w liceum w trzeciej lub czwartek klasie - "Rok 1984", "Dzienniki" Gombrowicza i "Doktora Żywago". Mnóstwo tu więc przede wszystkim wspomnień, ale wspomnienia osobiste przeplatają się z duchem tamtych czasów - specyficznych, w których bohaterowie na różne sposoby się buntowali.

Przyznam, że lubię tego typu książki z kilku powodów.

Po pierwsze, niektórzy bohaterowie znani mi są współcześnie i w tej współczesności nieco zastygli. Sięgając do czasów ich młodości, dowiaduję się zatem, że kiedyś żyli inaczej, robili co innego. Swobodny tok wypowiedzi - nierzadko jednak niebywale subtelnie prowadzonej - dodatkowo sprawia, że ci bohaterowie mają ludzką twarz: trochę łobuzów, a trochę społecznie niedopasowanych (co jest jakimś tam pocieszeniem w momencie, gdy człowiek sam nierzadko doświadcza tego poczucia).  

Po drugie, dzięki tym opowieściom mogę sobie zrekonstruować jeszcze winny sposób rzeczywistość, do której nie mam dostępu, albo mam dostęp z nieco innej pesrepektywy. Lata 80. kojarzą mi się z bandą na osiedlu, bajorkiem, które zamarzało w zimie i po którym można było jeździć, z podwórkowymi przyjaźniami. ;) Okazuje się tymczasem, że wtedy niektórzy inni - nieco doroślejsi ludzie - bardzo mocno walczyli o ważne sprawy. I że taki Lech Wałęsa nie był sam! Niby to się wie z podręczników, historii opowiadanej tu i tam, ale jakoś - po tej książce - doświadcza się ponownego odświeżenia tej wiedzy.

Wspomnienia wzbogacają eseje czy raczej tekściki o tamtym czasie. Między innymi świetnie pomyślany alfabet Hanny Samson oraz szkic o pijaństwie. ;-)

2 komentarze: