sobota, 4 czerwca 2011

170 lat Pani Elizy

Z okazji 170. rocznicy urodzin Elizy Orzeszkowej - okolicznościowy portecik biograficzno-publicystyczny.

INTELIGENCJA. Oto w roku 1866 Eliza Orzeszkowa kończy lat 25.
Za sobą ma już nieudane małżeństwo (Piotra Orzeszkę, ziemianina i sąsiada, poślubi w wieku 16 lat; nie kocha go jednak, dlatego, gdy po powstaniu styczniowym zostaje skazany na wygnanie na Syberię, musi wyjechać tam sam).
Przed sobą - jedną wielką niewiadomą (co - jak wiemy dzisiaj - oznacza mocną pisarską pozycję, która będzie wynikiem wieloletniej pracy. "Różnych prób i błędów, potknięć i upadków" - jak podkreśla historyk literatury, Grażyna Borkowska).
Oto więc w roku 1866 Eliza Orzeszkowa debiutuje jako publicystka na łamach warszawskiej "Gazety Polskiej" tekstem o dziele Henry'ego Thomasa Buckle'a. Obszerne omówienie "Historii cywilizacji w Anglii" stanowiło recenzję szczególnej wagi. "Nie było to sprawozdanie z lektury - to był manifest" - stwierdzi w przyszłości Maria Żmigrodzka. A Grażyna Borkowska dopowie: "Orzeszkowej bardzo odpowiadała wizja historii zaprezentowana przez angielskiego filozofa, jednego ze współtwórców nowoczesnej socjologii. Proces dziejowy, uwolniony od ingerencji boskiej i poddany racjonalnej pracy człowieka, stwarzał obiecujące pole działania dla młodej pozytywistki".
Młoda publicystka pisze w tym tekście tak:
"Bo minął już zaprawdę czas przesądów i zastoju, czas marzycielstw i próżnych rojeń rozkwitających niegdyś w zbytkach pałacowych (...). Dziś, kto chce żyć jako człowiek, nie marnym chwastem wyrastać, ten musi myśleć, uczyć się, badać i dążyć. Dziś nie wolno spać na pościeli usłanej pojęciami przyszłych wieków. Każda jednostka i naród każdy, aby zajmować miejsce w ludzkości jako żywotny człowiek, nie jak część martwa lub zgniła, musi własnymi siłami pracować, uczyć się i działać". 

Więcej TU (dostęp płatny).

1 komentarze:

  1. Polscy pisarze z poprzednich epok mają niepowtarzalny styl i za to im dziękuję, czytając ich ksiązki. Kocham cofać się w czasie. Ostatnio dostałem do recenzji pomyłkowo książkę Marii Rodziewiczówny "Klejnot". Bardzo się ucieszyłem gdyż nie czytałem a te książki są wspaniale napisane.

    OdpowiedzUsuń na zawsze