
O książce sporo pisałem wczoraj w "Magnesie". Fragment - przykładowy - brzmi tak:
"Jeden z esejów w tej książce nosi tytuł ‘Coś za coś'. To bodaj najkrótsza definicja pisania. Słowa za rzeczy, wspomnienia za doświadczenia, obrazy za rzeczywistość, literatura za sport" - pisze w pierwszych słowach prof. Markowski. I za chwilę omawia krąg wielkiej wymiany, w który wkraczamy, gdy piszemy (i nie tylko).
Uświadamia także, zdawałoby się, oczywistość: że słowa to nie wszystko. Pisze sprytnie: "Ogromna masa naszego doświadczenia bez słów się świetnie obywa i każdy wie, o jakich doświadczeniach tu mówię".
Markowski w słowie "Od autora" wyjaśnia także, że jego książka jest "egzystencjalnym raptularzem". Teksty w niej zamieszczone powstawały w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, w Krakowie i w Nowym Jorku. Dotyczą zaś zjawisk, postaci, wspomnień, problemów, obrazów - tych, które wzbudziły jakieś emocje.
Mamy więc tu podszyty sportem i Proustem esej o czytaniu (i pisaniu).
Mamy więc tu podszyte Szeherezadą rozważania o naturze (czy raczej kulturze) opowieści.
Mamy więc tu aktualny (zwłaszcza w ostatnim czasie) tekst o życiu opisanym...(...)
"Słońce, możliwość, radość" to książka-perła, kolekcja fotografii z egzystencjalnej podróży - fotografii tworzonych za pomocą słowa. Dowód ogromnej pasji, nieokiełznanego pragnienia, a także ogromnego zdziwienia pomieszanego z otwarciem na rzeczywistość. Tej świeżości i odwagi spojrzenia, czytając książkę, się profesorowi zazdrości; tę świeżość i odwagę chce się u niego studiować.I jeszcze rozmowa z prof. Markowskim. W całości dostępna TU:
Pisze Pan w pierwszym eseju swej najnowszej książki "Słońce, możliwość, radość", że sport przyczynił się do pisania. A ja - nieco przekornie - zastanawiam się, jak wygląda czytelniczy trening przed startem w pisarskich zawodach?
- Zwykle powiada się, że między sportem a literaturą istnieje jedno tylko powinowactwo, takie mianowicie, że o sporcie można — lepiej lub gorzej — pisać. Otóż dla mnie sport był od wczesnej młodości takim samym intensywnym przeżyciem, jak później — i jeszcze dziś — pisanie. Nie ma, według mnie, między tymi doświadczeniami zasadniczej różnicy. Podobnie jak pisanie angażuje zmysły i jest długotrwałym wysiłkiem fizycznym opartym na skutecznej taktyce, tak i sport, na pewnym poziomie, pozwala rozumowi inaczej zawiązywać relacje ze światem, niż ma to miejsce w codziennym obcowaniu z ludźmi. Pisanie dla mnie to taka sama dyscyplina jak piłka nożna, koszykówka czy pływanie. W obu przypadkach — literatury i sportu — potrzebna jest żelazna dyscyplina, długotrwały trening i skuteczny występ. Prawdziwi sportowcy i pisarze nie grają nigdy na remis, każdy chce pobić rekord życiowy i daje z siebie wszystko. Jak wygląda trening przed startem w pisarskich zawodach? Piszący trenuje swoje pisanie zanim jeszcze się dowie, w jakiej dyscyplinie przyjdzie mu startować. Zawody zwane życiem trwają cały czas. Pisanie pozwala się w nich jakoś odnaleźć.
- Czytam u Pana, że słowa "na próżno, na próżno" starają się wyrazić nieme doświadczenie. Skoro "na próżno", to jakiego rodzaju grą jest tak naprawdę pisanie?
- Jeśli pisanie jest grą, to jego stawką jest całe życie. Uważa się, że prawdziwe życie jest zawsze gdzie indziej, zawsze poza literaturą, która tworzy jedynie fikcję. Otóż fikcję, która pozwala nam żyć, nie pozwalając dotykać "nagiego życia", tworzymy codziennie i z tego punktu widzenia nie ma różnicy między literaturą a codziennością. I tu, i tu szukamy sposobów na obłaskawianie świata, na jego rozumienie, na zamieszkanie w niezamieszkiwalnym. Kto pisze, stara się powiedzieć coś, czego nigdy do końca nie wypowie, więc zmuszony jest wciąż podejmować próbę wyrazu, podobnie jak nigdy się życia nie wyżyje do końca, a jednak każdy z nas codziennie stara się przeżyć swoje życie jeszcze skuteczniej. I tu, i tu czeka na nas jedynie klęska: podobnie jak nigdy nie wyrazimy tego, co najważniejsze, tak i nie przeżyjemy samych siebie.


