Z Marcinem Pietraszkiem rozmawiałem kilkanaście dni temu. Wywiad ukazał się prawie dwa tygodnie temu, ale - po szaleństwie Miłoszowym - może warto teraz do niego sięgnąć? No i do książki, która była pretekstem do rozmowy. "Brak Złudzeń" (COMM, 2011).
Tytuł Twojej książki, cytat przewodni (z Houellebecqa) i sam koncept całości - raczej nie napawają optymizmem. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Muszę więc spytać, z czego w zasadzie zrodził się "Brak złudzeń"?
- Na początku był protest, poczucie niezgody. Nie to, żebym był jakimś wielkim buntownikiem, nie należę do tych, którzy z pochodniami idą na Krakowskie Przedmieście. Coś mi się jednak nie zgadzało, coś nie pasowało. Zdrapywałem lukier, ale pod nim była szarość i brak smaku. Potem był Houellebecq. Poznałem go dość późno, ale natychmiast się zachłysnąłem. Przy "Cząstkach elementarnych" olśniło mnie - wiedziałem już nie tylko co chcę napisać, ale i jak. Wcześniej wydawało mi się, że potrzebuję dla swoich przemyśleń jakiejś zgrabnej fabuły. Houellebecq uświadomił mi, że historie bohaterów to rzecz drugorzędna. Ważniejsza jest istota tego, co mam do powiedzenia. Zacząłem notować swoje myśli, a z notatek wyłoniła się w końcu także fabuła.
- W ciągu całej książki, o ile dobrze zrozumiałem, prowadzisz dyskusje ze współczesnością i (pop)kultura, która, jak wiemy z Freuda, bywa źródłem cierpień. Nieco tę współczesność ośmieszasz, ale jednocześnie wcale nie podsuwasz jakiejś alternatywy. Czyli można albo zapłakać, albo ewentualnie się pośmiać lub nabrać dystansu?
- Alternatywy nie ma. Nie wierzę w alternatywę. W "Braku złudzeń" przedstawiam świat, który nie jest wesoły, ale cóż zrobić? Taki jest. Możesz się próbować zdystansować, możesz próbować go obśmiać, możesz posypywać chodniki cukrem, by twoja życiowa droga była słodsza, ale nie zmienisz istoty rzeczy. Jest w tym coś buddyjskiego. Żadna zmiana nie istnieje, świat pozostaje takim, jakim jest, nieruchomy i niezmienny, pomimo że wciąż mieni się kolorami i pędzi. Chyba chciałem to tylko uchwycić, przedstawić taką "akwarelkę"... Nie chcę wypisywać recept.
Sam czasem się na ten świat wkurzam, ale innym razem bardzo mi w nim wygodnie. Warto mieć świadomość jego niedoskonałości, ale "Brak złudzeń" to nie jest wezwanie do chwycenia za sztandary i wejścia na barykady, by próbować radykalnie zmienić tę rzeczywistość. Jeśli już, to możemy ewentualnie zmieniać drobiazgi, np. zacząć dostrzegać ludzi, których wcześniej mijaliśmy z obojętnością.(...)
Całość
TU.