Książka Joanny Salamon jest niewiarygodna. Każdy, kto ją po raz pierwszy weźmie do ręki będzie miał prawo tak powiedzieć. Nie ma tu przypisów, jest za to dużo podkreśleń i zaznaczeń, są też jakieś wykresiki przypominające warsztat pracy wróżki. Wszystko wbrew logice i rozumowi.
A przecież chodzi o rzeczy delikatne i sprawy zasadnicze: poezję i jej interpretację. O coś, na co dobrze byłoby znaleźć i dokumentację, i dowody. Poparte autorytetami.
Tymczasem książka "Plus minus Atlantyda albo ukłony parzyste" nie jest w żadnym wypadku hołdem złożonym tradycyjnej metodologii interpretacji, która ma swoją długą tradycję. I która rządzi się swoimi jasno określonymi prawami. Salamon, zmarła w 2001 roku poetka, tłumaczka literatury rosyjskiej i serbskiej, historyczka i krytyczka literatury, pracuje z czytanymi przez siebie tekstami nieco pod prąd uniwersyteckim obyczajom. Przymierza Szymborską i Miłosza wbrew regułom chronologii, logiki, czy innego racjonalnego porządku. Wręcz przeciwnie. Jej wnioski niejako rodzą się z chaosu, przez chaos przechodzą i do chaosu wracają, porządkując poetyckie tworzywo w niebywale oryginalny sposób.
"Od dawna usiłuję sprawdzić, jak to jest..." - zastanawia się Joanna Salamon. "Czy poeci piszą do siebie nawzajem listy wierszem z wyrazami podziwu bądź sprzeciwu? Czy wiersze same, samowolnie, cichcem, bez wiedzy ojca bądź matki, poza ich plecami - zaczynają ze sobą korespondować? Choćby dlatego, że są znudzone bezczynnością w dwuwymiarowym czarno na białym świecie? Dawniej nie brałam pod uwagę tej możliwości, ale wiersze (jak ludzie) mają swoje sekrety".
Książka "Plus minus Atlantyda..." jest więc rodzajem odsłaniania tych sekretów i unaoczniania ich dla naszego, innego oglądu interpretacyjnego. (...)



