Nowy Jork to miasto marzenie. Dla wielu. No, może nie aż tak dla wszystkich, ale z pewnością znajdą się tacy, co o nim marzą w: Hongkongu, Nowej Zelandii, Egipcie, Brazylii, Mongolii, Norwegii, Peru, Republice Południowej Afryki, Korei Południowej, Hiszpanii, a nawet i w Polsce.
Pojechać tam, zobaczyć, pomieszkać. Pobuszować (choć to słowo akurat Amerykanom może się źle kojarzyć...).
Po prostu pobyć.
A że marzenia się spełniają...
Tak to się zaczyna. A potem jest jeszcze przyjemniej. I jeszcze, by tak rzec, sympatyczniej.
Mamy na przykład stronice poświęcone wysokościowcom, w wśród których znajdziemy Empire State Building (102 piętra), Bank of America Tower (54 piętra) czy drapacze chmur tragicznie zniszczone, czyli World Trade Center, nowojorskie bliźniaki. Jest tu niezwykle urokliwy fragment o giełdzie. Są nawet wzmianki o mostach nowojorskich z odpowiednimi opisami ("Brooklyn Bridge, dzieło przekazywane z ojca na syna, triumf, który wszedł do ballad, rozsławiony skokami samobójczymi"). Mamy też nawet garść przemysleń socjologicznych.
O nowojorczykach - wyliczają w pewnym momencie autorzy - mówi się, że w ogóle nie są Yankees i że przeciwnie, to najbardziej zaciekli Amerykanie. Poza tym, że ich przyjaźnie nie są głębokie: łatwo się nawiązują, łatwo kończą. I że strasznie boją się żyć na drugim planie - "każdy chce być twardym facetem - pełnym dobroduszności i praktycznego entuzjazmu - ‘Co u ciebie?' - ‘Dziękuję, znakomicie!' - "Nie masz pracy? To twój błąd!'".
"Tak, nasz ‘Nowy Jork' ma już prawie pół wieku: książka powstała w 1964 roku i została wydrukowana jako prezent na Gwiazdkę. Tylko że Vladimir Fuka, któremu choroba bezlitośnie odmierzała czas, postanowił spędzić resztę życia w Ameryce na emigracji... Wtedy esbecy przeznaczyli cały nakład na przemiał. Przeżył jeden egzemplarz: zdążyłem zabrać przynajmniej arkusze korekt - to z nich złożyłem makietę. Książka leżała potem przez lata pod rękopisami. Dopiero kiedy w tym roku przyleciała na wakacje wnuk z Harvardu, razem wygrzebaliśmy tę na współ zapomnianą książkę - a on mnie namawiał: ‘Dlaczego tego nie wydasz?'. Zaniosłem ten tom do wydawnictwa Albatros - na wypadek gdyby byli zainteresowani... W ten sposób nasz ‘Nowy Jork' w końcu trafia do czytelników: niech Wam - chociaż spóźniony - sprawi radość!" - pisał w październiku 2008 roku Zdenek Mahler.
Jego zdania pojawiają się na końcu książki, a może w sumie od nich powinno się zacząć. Bo one wyjaśniają konstrukcję całości. Całości czyli książki.(...)
Całość TU (dostęp płatny).
:D
Pojechać tam, zobaczyć, pomieszkać. Pobuszować (choć to słowo akurat Amerykanom może się źle kojarzyć...).
Po prostu pobyć.
A że marzenia się spełniają...
Postępowi i altruistyczni
"Dostać się do Nowego Jorku to łatwizna. Najtrudniej dostać się do samolotu. Jak tylko samolot nakłuje nosem słońce, czas zwolni - czeka was najdłuższy dzień. Kiedy u nas jest południe, Nowy Jork dopiero wstaje. Europa jest o sześć godzin starsza"Tak to się zaczyna. A potem jest jeszcze przyjemniej. I jeszcze, by tak rzec, sympatyczniej.
Mamy na przykład stronice poświęcone wysokościowcom, w wśród których znajdziemy Empire State Building (102 piętra), Bank of America Tower (54 piętra) czy drapacze chmur tragicznie zniszczone, czyli World Trade Center, nowojorskie bliźniaki. Jest tu niezwykle urokliwy fragment o giełdzie. Są nawet wzmianki o mostach nowojorskich z odpowiednimi opisami ("Brooklyn Bridge, dzieło przekazywane z ojca na syna, triumf, który wszedł do ballad, rozsławiony skokami samobójczymi"). Mamy też nawet garść przemysleń socjologicznych.
O nowojorczykach - wyliczają w pewnym momencie autorzy - mówi się, że w ogóle nie są Yankees i że przeciwnie, to najbardziej zaciekli Amerykanie. Poza tym, że ich przyjaźnie nie są głębokie: łatwo się nawiązują, łatwo kończą. I że strasznie boją się żyć na drugim planie - "każdy chce być twardym facetem - pełnym dobroduszności i praktycznego entuzjazmu - ‘Co u ciebie?' - ‘Dziękuję, znakomicie!' - "Nie masz pracy? To twój błąd!'".
Dlaczego tego nie wydasz?
Tak nowojorczyków widzą sami Amerykanie na ogół - inne nacje skłonne są widzieć inne cechy w nowojorczykach. Niemcy na przykład uważają nowojorczyków za najbardziej postępowych. Podobnie uważają Anglicy i Francuzi. Tylko Włosi się z tych statystyk wychylają, sądząc, że mieszkańcy metropolii są altruistyczni i praktyczni."Tak, nasz ‘Nowy Jork' ma już prawie pół wieku: książka powstała w 1964 roku i została wydrukowana jako prezent na Gwiazdkę. Tylko że Vladimir Fuka, któremu choroba bezlitośnie odmierzała czas, postanowił spędzić resztę życia w Ameryce na emigracji... Wtedy esbecy przeznaczyli cały nakład na przemiał. Przeżył jeden egzemplarz: zdążyłem zabrać przynajmniej arkusze korekt - to z nich złożyłem makietę. Książka leżała potem przez lata pod rękopisami. Dopiero kiedy w tym roku przyleciała na wakacje wnuk z Harvardu, razem wygrzebaliśmy tę na współ zapomnianą książkę - a on mnie namawiał: ‘Dlaczego tego nie wydasz?'. Zaniosłem ten tom do wydawnictwa Albatros - na wypadek gdyby byli zainteresowani... W ten sposób nasz ‘Nowy Jork' w końcu trafia do czytelników: niech Wam - chociaż spóźniony - sprawi radość!" - pisał w październiku 2008 roku Zdenek Mahler.
Jego zdania pojawiają się na końcu książki, a może w sumie od nich powinno się zacząć. Bo one wyjaśniają konstrukcję całości. Całości czyli książki.(...)
Całość TU (dostęp płatny).
I jeszcze jako bonusik:
:D

0 komentarze:
Prześlij komentarz