niedziela, 20 marca 2011

2. Zblazowanie

Dobra gawęda to podstawa. Tak chyba twierdził Henryk Rzewuski. I w sumie od tamtych czasów niewiele się zmieniło. Poza tym, że zamiast gawęd kameralnych, mamy gawędy masowe w postaci np. seriali telewizyjnych.

Tym razem, nieco archiwalnie, sięgam po biografię Françoisa Rosseta i Dominique Triaire o Janie Potockim (W.A.B., 2007). Rzecz to, w istocie, nie najnowsza, ale godna polecenia i lektury. Na kilka godzin.


Książka posłużyła mi do portreciku zamieszczonego w "Magazynie" "Dziennika Polskiego". Artykuł w całości opublikowany został 11 marca br. Teraz fragment:

2. Zblazowanie

O ile wiadomo, jak zwalczyć nudę (np. książkami), o tyle o wiele trudniej okazuje się zwalczyć swoje pochodzenie. Młody hrabia uczestniczyć musi w różnych posiedzeniach, przyjęciach, zabawach, swawolach. Ma przy okazji możliwość posłuchania plotek. Jak na przykład tej o niestrawności, "której ofiarą padł ambasador sułtana, ocalony in extremis przez osobistego lekarza Józefa II, ku wiecznej chwale medycyny europejskiej, głoszonej później w Maroku".

Nuda?

Owszem, nadal nuda. Aczkolwiek dla młodego marzyciela takie - czasem rzucone półsłówkami historyjki - stają się podnietą do działania. Wynika z tego: a to podróż na Wschód, a to do Turcji, a to do Egiptu, Holandii, Hiszpanii...

No i Maroka, by sprawdzić, jak tam rzeczywiście jest.

Zresztą w tym czasie, jako dwudziestokilkuletni hrabia, Potocki zdaje sobie sprawę, że od biesiad woli przygodę.

Wystawne życie? Raczej nie.

Etykieta? Drażni.

Biografowie Potockiego piszą piórem zdecydowanym: "Niech sobie Wiedeń będzie uwodzicielskim, zabawowym miastem, ale wezwania świata - tego prawdziwego, a nie wytwornego - są o wiele silniejsze".

Zaczyna się więc podróżnictwo w życiu Potockiego. Obfite, bo zamożny paniczyk może sobie na to pozwolić. Podróż jako doświadczenie świata ma być szansą na uwolnienie się z arystokratycznego gorsetu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz