poniedziałek, 25 maja 2015

Pięćset zatemperowanych ołówków

Truman Capote, mówiąc o innych, co rusz używał słowa "grubiański", określając w ten sposób swoich bliższych i dalszych znajomych. Ale i o sobie samym mógłby też czasem powiedzieć w taki sposób.

Truman Capote (1924 - 1984)
(c) Peggy O'Connor / Foter / CC BY-NC-SA
Capote, genialny pisarz, autor niezapomnianego "Śniadania u Tiffany'ego" i znakomitego "Z zimną krwią", do najprzyjemniejszych nie należał. Bez ogródek potrafił powiedzieć o czymś "nudy, nudy", albo o kimś "podrzędny". Tego drugiego przymiotnika użył w odniesieniu do Borgesa. Cenił zresztą niewielu sobie współczesnych pisarzy. Tylko o sobie miał jako tako względnie dobrą opinię.

Bywał bowiem pyszałkiem ów wspaniały Capote. Nie da się tego zaprzeczyć. Ale na usprawiedliwienie trzeba powiedzieć, że jako utalentowany i wyjątkowy autor wcześnie musiał mierzyć się ze swoim losem.

Pisał od najmłodszych lat, a w wieku szesnastu lat był, jak sam twierdzi, "w pełni ukształtowanym pisarzem". Wkrótce potem zaczął pracę w "New Yorkerze". Rzeczywiście był wtedy w pełni ukształtowanym pisarzem, uzależnionym już nawet od alkoholu, odważnym i bezkompromisowym, a także zadziornym ekscentrykiem, który wcale nie budził sympatii otoczenia.

>> Ludzie, którzy z dnia na dzień stają się sławni, ze zdziwieniem stwierdzają, że praktycznie stracili osiemdziesiąt procent swoich przyjaciół

- stwierdził Capote, odnosząc się do tego, jak jego literackie sukcesy znosili znajomi.

Capote umiał też być zuchwały. Kiedyś w zatłoczonym barze na Key West podeszła do pisarza pewna kobieta, która poprosiła o złożenie autografu kredką do oczu na pępku. Capote złożył podpis zgodnie z ruchem wskazówek zegara, wokół pępka. Fakt ów tak rozwścieczył towarzyszącego kobiecie mężczyznę, że postanowił w osobliwy sposób się odegrać.

>> Spojrzał na mnie z bezgraniczną nienawiścią - relacjonował zajście Capote - wręczył mi ołówek, rozpiął rozporek i wydobył swój rynsztunek. (...) "Ponieważ podpisujesz się na wszystkim, co być powiedział na autograf na tym?" Na chwilę zapadła cisza... po czym powiedziałem: "Hm, nie wiem, czy mogę złożyć na tym mój autograf, ale może uda mi się zmieścić inicjały".

Autor "Z zimną krwią" bardzo często źle wyrażał się o ludziach, ale równocześnie wspierał ruch na rzecz zwierząt. Kiedyś, przy jednej z restauracyjnych okazji, stwierdził, że nie lubił tych, którzy wychodzą, nie płacąc rachunków oraz tych, którzy przywożą ze sobą na lato zwierzęta, a potem odjeżdżają bez nich, przywiązując je do klamek, bo nie potrzebują już więcej swoich pupili.
W innym miejscu z kolei mówi, że żadne inne stworzenie nie jest tak zepsute jak człowiek.

>> Zwierzęta nigdy nie posuwają się do tak obrzydliwych, strasznych rzeczy, do jakich posuwają się ludzkie istoty. Możesz wyobrazić sobie, żeby zwierzęta budowały obozy koncentracyjne i zamęczały w nich ludzi na śmierć? Albo czy możesz wyobrazić sobie na przykład karę śmierci w rodzinie goryli?

W obszernym wywiadzie-rzece, jaki przeprowadził z pisarzem Lawrence Grobel, osobne miejsce zajęły także rozważania o warsztacie pracy pisarskiej. Twórca długo się rozkręcał zanim przystąpił do właściwego pisania. Te dni, w których zaczynał, były bardzo nerwowe. Wtedy starał się mieć pod ręką coś, co go uspokajało.

>> Stale muszę mieć pięćset zatemperowanych ołówków, które i tak będę temperował na nowo, aż nic z nich nie zostanie.

Pod powłoką pewnego siebie i ferującego wyroki o świecie i innych pisarza skrywał się człowiek neurotyczny, dość nieszczęśliwy, wrażliwy i z pewnością nie zawsze radzący sobie z wieloma sprawami. Gdy pisał "Z zimną krwią", książką nad którą pracował przez osiem lat, osiadł w samotni w Szwajcarii.

>> Temat książki i ta samotność dały w efekcie kompletną ciemność i niesamowitą przenikliwość. Nigdy nie byłem taki nerwowy i taki podekscytowany. Przez całe siedem miesięcy, które tam spędziłem, nigdy nie spałem dłużej niż trzy godziny.
Przeł. Waldemar Łyś
Axis Mundi, Warszawa 2014

Z książki Grobela poznajemy Capote'ego błyskotliwego i gnuśnego, czułego i złośliwego, pięknie opowiadającego wrażliwca i zjadliwego potwora. Ale to dobrze. Bo taki właśnie Capote daje się lubić. To z pewnością nie jest człowiek, z którym chcielibyśmy się od razu zaprzyjaźnić - za to czyta
się go z gorączką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz