Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arno. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 listopada 2014

Dobrze mieć okna

Otwieranie okien, gdy na zewnątrz smog, to czynność ryzykowna. Ale czasem warto zaryzykować. Wie o tym Anna Arno.
Kto powiedział, że najważniejszy jest widok za oknem?
(c) bguilas21 / Foter / CC BY-NC-SA
Okna to dość poręczna i, co tu dużo mówić, ograna metafora w literaturze. Tzw. "okno na świat" - zwrot do interpretacji - nie sprawi żadnych trudności nikomu. Tak przypuszczam. Dlatego, od razu powiedzmy, Anna Arno miała na starcie utrudnione zadanie. Musiała nas uwieść czymś. Oraz kimś. Od pierwszej strony.

czwartek, 28 listopada 2013

Niebezpieczeństwa biografii Gałczyńskiego

Gałczyńskiego koleje losu różnie się układały. I nic nie wskazuje na to, by się miały one zmienić. Nawet po jego śmierci.

Znak, Kraków 2013.
Oto bowiem Anna Arno, tłumaczka, znana także z łamów np. "Zeszytów Literackich", piekielnie pracowita - podobnie jak Gałczyński - napisała biografię, która jest w zasadzie impresją malarską, jakiej nie powstydziłby się absolwent akademii sztuk pięknych. Solidny warsztat, wyważone pociągnięcia piórem (czasem słabsze, czasem mocniejsze) sprawiły, że powstała rzecz dość gruba, obficie przyprawiona cytatami, konkretna.

Poznajemy więc Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego jak należy. Czyli po kolei - najpierw spotykając na zdjęciu jego rodziców (tata był kolejarzem, mama właścicielką - raczej zamożni), potem dowiadując się, jak się sprawował w szkole (uczeń raczej średni), no i obserwując jego karierę od początku zawrotną. Był uzdolnionym czarusiem - można stwierdzić pokrótce i będzie to miało swoje uzasadnienie zarówno w jego aparycji, jak i, hm, jak to nazwać właściwie... Inteligencji? Łatwości rymowania? Nie wiem. Ale charakteryzowało go coś, co można nazwać polotem. I fantazją.

W tej książce o tym jest, choć Arno - słusznie przecież - stwierdza, że wokół Gałczyńskiego narosło wiele stereotypów. Że to poeta-pijak, kolorowy, ale współpracował. I kilka innych, raczej mało przyjemnych skojarzeń wyskakuje, gdy mowa o autorze "Zaczarowanej dorożki". Znamy je z licznych przekazów.