Najpierw jest śmierć. A właściwie ten bardzo nieludzki moment zaraz po śmierci, czyli szukanie odpowiedniego zakładu pogrzebowego. I od razu zaczynają się schody.
Bo ciężko rozpoczynać pełną zadumy i irracjonalnych stanów żałobę, gdy w słuchawce rozbrzmiewa nieadekwatne "What a Wonderful World" Louisa Armstronga. Cudowny świat? Wolne żarty. Raczej pełen paradoksów i absurdów. Prawie jak z filmów Barei.
