czwartek, 6 czerwca 2013

Rozmowa: Minier || 52 odpowiedzi

Zgodnie z drugą obietnicą zapraszam też do lektury wywiadu z Bernardem Minierem, z którym spotkałem się podczas jego wizyty w Krakowie 17 maja.


Bernard Minier || Fot. A. Krawczyk. Zbrodniczesiostrzyczki
- Porozmawiajmy o pisarskiej kuchni.
- Cuisine.

- Właśnie. Jakie produkty miał Pan na początku podczas pisania tak smakowitego dania jak "Krąg"?
- Nie było jednego składnika. Było ich raczej wiele. Jednym z ważnych wątków była chęć przekazania tego, co się dzieje na uczelniach. Może dlatego, że sam jestem dzieckiem profesora. Mój ojciec był wybitnym wykładowcą, otrzymał wiele nagród, a nauka była jego prawdziwą pasją. Stanowił on dla mnie bardzo dobry przykład. Przyglądałem się też dzieciom - w jaki sposób one przyjmują naukę. Sam mam córkę i syna, i to, co jest dla mnie najbardziej interesujące dotyczy przekazywania wiedzy. Poza tym sam czytam bardzo dużo książek kryminalnych. Bardzo zawsze podobała mi się atmosfera za zamkniętymi drzwiami. Dlatego stworzyłem Cambridge Południowego Wschodu, który, jak wiadomo, jest ważnym miejscem w "Kręgu".

- Ta nauka w kryminale tworzy specyficzne napięcie: zderzenia wysokich idei z niskimi instynktami. Specjalnie?
- Dokładnie to chciałem pokazać. Elita intelektualna, mimo wykształcenia, to ciągle ludzie. Ulegają oni tym samym odruchom co wszyscy. Moim zamierzeniem było odtworzenie tego specyficznego mikrokosmosu: obrazu społeczeństwa w pigułce.

-  I tych odruchów. Co jest dziwne, bo my na ogół myślimy, że ten, kto wykształcony, musi być jakoś lepszy. A tymczasem tak nie jest. Jakieś złe doświadczenia za tym stoją czy taki sobie Pan wymyślił koncept?
- Znam od podszewki te środowiska. Zawsze kusiło mnie, by pokazać tę elitę od drugiej strony. Mój bohater, Servaz, ciągle zadaje pytania pod adresem innych. Zastanawia się, czy to, co widzi, jest prawdziwe. To bardzo podobnie podejście do mojego. A Milan Kundera już powiedział, że powieść jest dziełem złożonym. Tak staram się właśnie pisać.

- No ale ciekaw jestem, jak Pańska rodzina wobec tego zareagowała na "Krąg"?
- Mój ojciec zmarł 10 lat temu, a mama zmarła przed wydaniem książki. Czasem się zastanawiam, jak oni zareagowaliby. Ale mówiąc trochę bardziej dowcipnie: okres moich studiów to nie był najfajniejszy czas. Ta książka to rodzaj "zemsty"...

- To ja może lepiej wrócę do tego Kundery: jak wygląda powstawanie tak skomplikowanej struktury jak powieść? Dajmy na to "Kręgu"?
- Studiowałem konstrukcję powieści kryminalnych. Zauważyłem, że u różnych autorów tkanie fabuły przebiega w różny sposób. W końcu uznałem, że te studia nie są takie ważne. Uznałem, że najważniejsze jest dla mnie skonstruowanie postaci i zbliżenia się do rzeczywistości. Znałem więc początek, koniec, poszczególne etapy, ale tak naprawdę w dużej mierze prowadziły mnie postaci. One rządziły.

- A Pan panuje w ogóle nad tymi swoimi postaciami?
- Tego bym w ogóle nie powiedział. Przede wszystkim nie chodzi mi o kontrolę. Ja tworzę swoją postać i potem mnóstwo rzeczy wokół niej. To jakbym dawał początek życia na ziemi. Dlatego dla mnie bardzo ważny jest dialog między mną a postacią.

- Demokratycznie?
- No, nie do końca. Ale stawiam ich w różnych sytuacjach. I obserwuję, jak się zachowują.


Czytaj też o "Kręgu" Miniera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz