poniedziałek, 14 października 2013

Romby i zwierciadła, albo "co to jest kultura?"

Pisać kulturalnie a pisać o kulturze to dwie różne rzeczy. Da się połączyć jedno i drugie? Z pewnością można się postarać. Tylko co to właściwie znaczy?

Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2013.
Okładka książki Wendy Griswold "Socjologia kultury" nie napawa jednak optymizmem w tym względzie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Troje ludzi - raczej młodych, mogą być wykształceni, pewnie są przedstawicielami klasy średniej - siedzi w kawiarni. Pewnie w jakimś raczej dużym mieście. Każdy zagarnięty przez swój kanał informacyjny. Mężczyzna z kawą wklepuje coś w przenośny komputer, kobieta z winem rozmawia przez komórkę i jeszcze jedna postać (kobieta to czy mężczyzna?) zaczytana w papierowym wydaniu gazety. Widok niezwykły chociaż nie nadzwyczajny. Wejdźmy do pierwszej lepszej kafejki, chociażby w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu czy Gdańsku. Zobaczymy podobnych ludzi. Siedzą w jednym miejscu, a jednak obok. Wydają się tak różni od siebie, a jednak coś ich łączy.

Tym czymś jest kultura - temat przewodni niewielkiego, choć rzetelnego wprowadzenia socjologicznego pióra wspomnianej Griswold. To książka adresowana do socjologów, co już samo w sobie brzmi poważnie i nobliwie, chociaż po bliższym jej przyjrzeniu okaże się, że rozświetla wiele spraw wszystkim, którzy chcą zrozumieć, na czym współczesny świat stoi.


A stoi nie na pieniądzu, jak chcieliby niektórzy, a na kulturze. Ta zaś - dowiadujemy się z pierwszych stron książki - ma bardzo różne oblicza. Można o niej mówić przy okazji muzułmańskiej burki; gustach, o których wspomina się przy sposobach spędzania wolnego czasu; a nawet w kontekście dążenia do uzyskania upragnionego kaloryfera na brzuchu, co często wiąże się z latami wyrzeczeń (znacie ten ból, prawda?). Tak, to wszystko jest kultura w wielu swoich przejawach: lokalnych różnicach znaczeń, rozrywkach uważanych za elitarne czy jednostkowych praktykach.

Griswold - uwaga! będzie poważnie i teoretycznie - wychodzi od założenia rombu kulturowego, który osadza całą kulturę w czworokącie zależności wzajemnych pomiędzy: światem społecznym, twórcą, odbiorcą i obiektem kulturowym. Że wszystko da się rozpisać w ten sposób, autorka dowodzi wieloma przykładami. Dajmy na to modelem odzwierciedlenia "przemoc i telewizja". Brutalny świat społeczny jest odzwierciedlany obrazem przemocy w telewizji (co stanowi obiekt kulturowy), zaś rzeczona przemoc w telewizji odzwierciedlana jest przez brutalny świat społeczny. Pomiędzy tymi dwoma wektorami są zaś twórcy i odbiorcy. Ma sens? Jak najbardziej tak.

Autorka lubi odwoływać się do konkretnych przykładów, czym sprawdza swoje teorie. Nie ogranicza się przy tym do potocznie pojmowanych, jako kultura, sfer. Mamy bowiem tu model wytwarzania kultury w zespołach Małej Ligii Baseballowej czy kwestie chorób przenoszonych drogą płciową. Ważną kwestię, co Griswold wyjaśnia obszernie w rozdziale "Tożsamości, problemy społeczne i ruchy społeczne".

Książka amerykańskiej socjolog oczywiście nie wchodzi głęboko w opisywane tematy. Raczej prowokuje i rzuca nowe perspektywy. To będzie z pewnością ożywcza lektura, zwłaszcza dla tych wychowanych na rodzimych socjologiach kultury i postrzegających kulturę wąsko jako Bacha w II Programie Polskiego Radia, dramat Mrożka na deskach lokalnego teatru, książkę wypożyczoną z biblioteki, albo - bo i dla wielu kultura do tego się sprowadza - przepuszczanie kobiet w drzwiach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz