czwartek, 25 grudnia 2014

Prof. Misia

W Wigilię Maria Janion skończyła 88 lat. I można tylko sobie wyobrażać, jak koszmarnie musiała się wtedy czuć prof. Misia.

Prof. Misia w poświacie na wzgórzu. Bardzo romantycznie.
Fot. (c) Krytyka Polityczna / "Janion..."

Prof. Misia nie lubi tej całej awantury wokół swoich urodzin. Przyjmowania, rozmawiania, oporządzania się. Zresztą, umówmy się, nawet herbaty nie ma gdzie położyć. No bo stół zrobiony z ułożonych jedna na drugiej gazet to chyba nic solidnego, czym można gości przyjąć?
Na te tzw. warunki zewnętrzne nie zważa jednak Kazimiera Szczuka, nawiasem mówiąc: jedna z ulubionych uczennic prof. Misi. To Kazia właśnie nie tylko bez obaw postawi szklankę z zaparzoną herbatą na stercie papirów, ale także jest w stanie powiedzieć Pani Profesor - jak człowiek człowiekowi - że ten "stół" to prowizorka, a stawianie w ten sposób gorącego napoju wiąże się z zagrożeniem dla życia i zdrowia autorki monumentalnych i kultowych dzieł w stylu "Gorączka romantyczna" albo "Romantyzm, rewolucja, marksizm".

Kazia to jedna z uczennic. Tych legendarnych. Tu przypomnieć należy, że przez słynne seminaria prof. Misi - w Warszawie i na Pomorzu - przewinęły się niepokorne umysły. Do humanistycznej ogłady prof. Misia przygotowała zastępy wolnomyślicieli, przedstawicieli różnych zawodów i opcji politycznych. Dominowali rzecz jasna historycy literatury, idei, filozofowie, ludzie ze skłonnością do analitycznego myślenia. Trochę zresztą o echach tamtych seminaryjnych czasów traktuje drugi tom rozmów prof. Janion z Kazimierą Szczuką, bo tematem są tu wydarzenia lat 70. i 80: prowizoryczna wolność dekady sprzed Stanu Wojennego czy telefony na podsłuchach.


Prof. Janion jest w tym wszystkim bytem osobnym i niebywałym, nieokiełznanym, mocno wręcz czasem rozbuchanym i charakteryzującym się neurotycznym nastawieniem do wszystkiego co z pracą związane. Scena z księgarni, która mieściła się w Pałacu Kultury i Nauki, jest tu wielce znamienna.

>> Zamawiałam tam książki. Najpierw na konto Żółkiewskiego, potem na własne, kiedy zostałam akademikiem. Tam też poczyniłam znajomości z pracownikami. Znali mnie, dawali mi wszystko oglądać, kupować, jeśli chciałam. Trzy tomy pracy zbiorowej Faire de l’histoire. Książki Bataille’a. Kristeva tam była. Foucault. Na 10 rano w poniedziałek trzeba się tam było stawić, wtedy otwierali, wtedy były nowości i można było złapać jakąś cenną sztukę. Wiele osób już tam czekało, między innymi Stefan Treugutt. Był moim rywalem. Rzucał się mniej więcej na to samo co ja, jak mogło być inaczej. Dochodziło do negocjacji, wymian, czasami ktoś ustępował. To były ekscytujące chwile, krew uderzała do głowy, serce waliło. Ale sztuką była przy tym powściągliwość, pokazywanie, że umiemy się zachować jak uczeni, nie jak w mięsnym. Pracownicy wzorcówki na mój widok mówili: „O, Janion idzie, wyciągamy książki”. Niby spod lady dla specjalnego gościa, największego maniaka.

Nic więc dziwnego, że ulubionym miejscem na ziemi prof. Janion była biblioteka domowa. Znajdowało się tam wszystko, co było potrzebne, nawet jeśli obserwatorom z zewnątrz mieszkanie wydawało się pieczarą, gdzie czają się tomiszcza lub inne sterty papirów, które w każdym momencie mogą się obsunąć, ześlizgnąć, spaść - uderzyć po prostu człowieka w łeb. W tym domu jest jednak wszystko. Wszak wszystko mogło się prof. Misi w różnych momentach życia przydać. Stąd to zbieractwo, kolekcjonerstwo, szał liter, obrazków, wycinków.


Postacią, która regularnie przewija się w tle tej opowieści jest Maryna, czyli prof. Maria Żmigrodzka, również historyczka literatury, a prywatnie - jedna z najbliższych osób prof. Misi. W rozmowie ze Szczuką pojawia się poza tym cała plejada nazwisk - z prof. Henrykiem Markiewiczem czy Mironem Białoszewskim albo Jarosławem Iwaszkiewiczem z jednej strony, oraz z Andrzejem Lederem, Moniką Rudaś-Grodzką ze strony drugiej. Prof. Janion często ich chwali, recenzuje ich książki (np. "Fantomowe ciało króla" Jana Sowy, o którym Wyliczanka pisała, nazywa w kilku miejscach książką "wystrzałową"), rekomenduje ich pracę. Drugi tom rozmów jest w ten sposób ściągawką inspirujących lektur.

Krytyka Polityczna, Warszawa 2014.
Ale tu musi nastąpić krótka przestroga. Prof. Janion bowiem, to fakt, magnetyzuje osobowością, przyciąga dobrocią, onieśmiela pracowitością, wzbudza szacunek i w rezultacie uwielbienie. Bycie wciągniętym w ten Janionowy wir to jednak niebezpieczeństwo, przed którym muszę lojalnie ostrzec. Kto bowiem raz wejdzie do tego labiryntu z książek, wyobraźni i kultury - prędko się z niego nie wydostanie.

2 komentarze: