wtorek, 29 marca 2016

Do biblioteki po przygodę

Pani Karolina pracuje w fonotece. Ale czytelnicy znają ją z tego, że ma wydziaraną rękę i rozkręciła współpracę ze stowarzyszeniem Otwarte Klatki. Oraz z tego, że na współorganizowanych przez nią spotkaniach pojawiają się psy.


(c) LollyKnit via Foter.com / CC BY-NC
Na współorganizowanych przez nią zajęciach poświęconych prawom zwierząt i warsztatom gotowania wegańskich potraw przychodzi po 60-70 osób. To niezła frekwencja jak na bibliotekę. Widać po niej, że czytelnicy angażują się w ciekawe inicjatywy.

O Karolinie Mendyk z Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu dowiedziałem się dzięki fotoreportażowi Julii Zabrodzkiej, który znalazł się w marcowym numerze miesięcznika "Znak". Do swojego materiału Zabrodzka wybrała wspaniałe kobiety, które pracę bibliotekarki pojmują nieco szerzej niż podawanie czytelnikom tomów. Mendyk angażuje się w działalność na rzecz zwierząt, prowadzi także Dyskusyjny Klub Książkowy "Na Fiołkach", gdzie spotyka się z osadzonymi z zakładu karnego przy ul. Fiołkowej.

Urszula Kopeć-Zaborniak z kolei, inna z bohaterek materiału, jest dyrektorką Miejskiej Biblioteki Publicznej w Cieszanowie. Od zawsze miała świetne pomysły na pracę z dziećmi niepełnosprawnymi i ich integrację ze społecznością. Na początku nie wszystko szło jak po maśle, ale z czasem miejscowi docenili wysiłek bibliotekarki. Podobnie wyglądało w przypadku Marianny Czyżak z Gminnej Biblioteki Publicznej w Brzeźniu, Filia w Kliczkowie Małym. "Ciocia Maryla", bo tak na nią mówią najmłodsi, rozkręciła przy placówce teatr. Obecnie na pytanie, ile osób pracuje w bibliotece, odpowiada: "Ja jedna plus cała lokalna społeczność".

Budujące się te opowieści o bibliotekarkach. Do otwarcia się tych miejsc - dotąd kojarzących się z szarym wystrojem i nieatrakcyjną ofertą - przyczyniły się programy rozwojowe koordynowane przez Instytut Książki. Ich specyfikę charakteryzuje Elżbieta Kalinowska w artykule "Biblioteka ważniejsza niż aquapark". Pisze ona szczegółowo o programach małych grantów czy wielkich Programach Wieloletnich KULTURA+. W ich ramach biblioteki mogły się starać nawet o 75-procentowe wsparcie kosztów inwestycyjnych.

Z czasem zmieniała się estetyka placówek, wzbogacono księgozbiory, zakupiono podłączone do Internetu nowoczesne komputery, uruchomiono nawet system informacji o książkach dostępny w postaci odpowiednich apek na telefony komórkowe.

Jednym z początkowych problemów była niska świadomość samorządowców. Nie zawsze zdawali sobie oni sprawę z tego, jak bardzo ważną częścią lokalnej społeczności mogą być biblioteki rozumiane nie jako składy książek, ale ośrodki kultury. Tu jednak pomaga żmudna kampania promocyjna, która trwa cały czas.
Miesięcznik "Znak".
Numer 3. Rok 2016.

2 komentarze:

  1. Chętnie przeczytam ten tekst o bibliotekarkach. Podobało mi się stwierdzenie, które padło w "Szwecja czyta. Polska czyta", a mianowicie, że biblioteka jest społecznym biznesem i inwestycją w przyszłość, która przynosi wymierne korzyści.

    OdpowiedzUsuń