![]() |
| Rebis, Poznań 2013. |
we wstępie do wydanej właśnie biografii pióra Tony'ego Di Corcii pisze tak: "[Wspominam Gianniego Versace] jako człowieka niesłychanie żywiołowego, emanującego radością twórczą, pełną ożywczych trendów, reminiscencji, inspiracji sztuką, a przy tym mającego w sobie pewien szczególny rodzaj beztroskiej witalności. Był wielkim kreatorem, a upływ czasu tylko potwierdza jego talent". Aha. Czyli nic o życiu emocjonalnym. Żadne tam czułości i takie tam.
No, powiedzmy. Moda bywa zimna przecież. Przyszli dyktatorzy na ogół wywodzą się z biednych i nieśmiałych środowisk rzemieślniczych (strasznie uogólnienie, wiem, ale ten mit często się sprawdza w przypadku uznanych). Tak jak na przykład Gianni Versace, który był synem wziętej krawcowej i jako dziecko "raczkował w jej pracowni między skrawkami materiału". Potem z matką współpracował. A jeszcze później miał też odwagę, by rozkręcić własny interes. I otworzyć własną linię. Modną. Oczywiście, że modną.
