poniedziałek, 4 kwietnia 2011

70-letni Jaś

Książka wspomnieniowa o Jasiu Stoberskim (Korporacja Ha!art, 2010) musiała być nieco melancholijna. I taki też musiał być tekst o nim.


(...) O takich ludziach jak on mówi się, że życie mieli spokojne. Najgorsza była starość. To znaczy nie najgorsza, ale taka jakaś mało przyjemna. Nawet gdy przyjaciele chcieli dobrze.

Około 1992 roku Paweł Heszen, literat, który miał willę w Prokocimiu na obrzeżach Krakowa, odebrał telefon. W słuchawce głos Jasia oświadczył, że oto Jaś jest chory i że ma prawdopodobnie zapalenie płuc, ale że nie chce iść do szpitala i czy w związku z tym mógłby Jaś przyjechać do Pawła do domu, oczywiście za opłatą, z lekarzem, wszystko będzie dobrze, to tylko kilka dni.


Dziwne to było, bo samowystarczalny Jaś nigdy wcześniej o nic nie prosił.

Paweł Heszen oczywiście się zgodził.

„Żonie nic nie powiedziałem, bo bałem się, ze go nie przyjmie. Kiedy wróciła z pracy po południu, Jaś już leżał w naszym reprezentacyjnym pokoju, w pościeli i w butach , bo mu wiecznie było zimno. Twierdził, że ma obniżoną ciepłotę ciała”.

Jaś więc zamieszkał u Heszena. Nie zachowywał się wzorcowo. Myć się nie chciał. Głowę trzeba było mu smarować oliwą, żeby nie śmierdziało. Z piersi brud należało niemal zdrapywać. Ponadto z jakiegoś dziwnego powodu Jaś drzwi w ustępie smarował kupami.

Nie było łatwo, ale Heszen sprawił, że ponad 70-letni Jaś miał solidną opiekę, obiadki zapewnione, nawet czytanie książek na dobranoc. Taki być może pierwszy normalny dom. Jakiego nie miał nigdy wcześniej.

Do czasu, gdy Jaś któregoś dnia zniknął z domu Heszena. Po prostu. Bez słowa. (...)


Więcej TU.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz