środa, 7 sierpnia 2013

Nokia 123

Dorota Masłowska to już nie tylko gwiazda literatury polskiej. To już bodaj najmłodszy klasyk wśród polskich autorów. Obok, rzecz jasna, Jacka Dehnela, który klasykiem zdaje się był od początku. Ale w przypadku Doroty Masłowskiej klasyczność została jej niemal narzucona. Do tego stopnia, że niebawem ukaże się wywiad-rzeka z pisarką. Rzecz arcyciekawa. O przewrotnym tytule "Dusza światowa".


(c) kamil.szewczyk / Foter / CC BY-NC-SA

Cała opowieść zaczyna się od morza. Bo znad morza Dorota Masłowska pochodzi.

>> Mój ociec jest marynarzem, mój dziadek był marynarzem, tak samo jak bracia mojej mamy, również mąż jej siostry - wszyscy przez większość swojego życia pływali na statkach.

To jednak preludium. Trzy strony dalej dowiadujemy się, że pisarka nad morzem właśnie kupiła dom. Na razie kojarzy się on jej z ciężką pracą fizyczną, "żeby przywrócić go nawet nie życiu, tylko elementarnemu pionowi".

Po tym delikatnym prologu Agnieszka Drotkiewicz, prowadząca rozmowę i V.I.P. w tej książce (o czym później), przechodzi już do sedna. Czyli do "Kochanie, zabiłam nasze koty", ostatniej książki Masłowskiej. Punktem wyjścia będzie miasto - bardzo ważny bohater książki. Nie Nowy Jork, a pewien "gąszcz ulic, placów i nazw". A nawet coś więcej.

>> Człowiek miasta jest względnie niezależny od pogody, żywiołów. Nie ma kontaktu z przyrodą, z jej cyklem. Nie potrzebuje idei Boga. (...) A to, co wydaje mi się naprawdę toksyczne i kompletnie zgubne dla człowieczeństwa, to istniejące w mieście stężenie jednostek, twarzy, oczu, głosów...

Miasto to także niebezpieczny tłum, który może pociągnąć w stronę większości, ubezwłasnowolnić, ale ma też znaczenie religijne.

Kolejnym tematem książki jest Ameryka, a raczej stylizacja amerykańska. Taka jak z rzeczonej ostatniej książki Masłowskiej. Pisarki przyglądają się gadżetom zamerykanizowanej kultury i zestawiają przestrzeń odległego dla nas kontynentu z Europą i jej dziedzictwem. Stąd już tylko krok do polityki i tego, że amerykańskie realia uchroniły Masłowską od "przechwycenia przez obóz światopoglądowy".

>> I nawet nie chodzi mi już o sposób, w jaki książka będzie komentowana w takich czy innych mediach. Tylko o wolność myśli, o moje osobiste prawo do niebycia wcielaną do żadnej frakcji. O opisywanie tego, co widzę, a nie tego, co widzieć akurat jest wskazane.

Masłowska nie chce pisać na zadany temat. Jej "konikiem" jest język i obyczajowość. To coś dziś niepopularne. Bo literatura polska współczesna jest bardzo upolityczniona. Etykiety są ważniejsze od tego, co jest naprawdę. Książki zostają sprowadzone do tematów.

A tymczasem rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana - nawet jeśli spojrzeć na "Kochanie..." z perspektywy dekady (tak, to już dziesięć lat...) od ukazania się słynnej "Wojny polsko-ruskiej". Drotkiewicz prowokuje do pytań o status rzeczywistości pytając o przejście w powieściach "od dresiarza do hipstera".

>> Świat hipsterów jest pełen subtelności, kod westymentarny i ten kulturalny jest bardzo zawiły, a im bardziej zawiły, niezrozumiały i obfitujący w znaki niedostępne, nierozczytywalne, "zagraniczne", tym lepiej. A świat dresów? Tam jest dużo używek, więc przygody w dużej mierze odbywają się w głowie. Rzeczywistość nie jest konieczna - świat znika, a raczej przenosi się do twojej głowy, tam jest dyskoteka.

W wywiadzie-rzece nie mogło zabraknąć też uwag o tożsamości twórcy i pisarza. Masłowska zgadza się, że wielu ludzi pióra jest "pokręconych", w specyficzny sposób uwrażliwionych na swoją osobę. Ale praca to także wyjście książki w świat. I uczestniczenie autora, męczące często, w procesie "opracowywania, tłumaczenia się" z opowieści, a także obserwowanie tego, co z tekstu zrobi telewizja śniadaniowa.

Pisanie to na szczęście (?) nie tylko samotność. Kontakt ze światem i innymi to rodzaj tworzywa. Choć nie tylko oczywiście.

Ciekawe są uwagi na temat rynku księgarskiego. I przemian zachodzących w zarządzaniu tymże w Polsce. Agnieszka Drotkiewicz mówi o strasznej dewaluacji, podsuwając ilustrację niebywale prawdziwą, choć równocześnie aż absurdalnie śmieszną: "Jeśli książka wychodzi w kwietniu, to dziennikarze i księgarze muszą mieć o niej wszystkie informacje w listopadzie poprzedniego roku. Książka wychodzi w kwietniu, a w czerwcu tego samego roku jest już właściwie nieaktualna, w lipcu lub sierpniu ląduje w taniej książce".

Zresztą przemiany, jakie niesie ze sobą rzeczywistość sięgają dalej. Masłowska całkiem na poważnie zdaje się brzmieć, kiedy mówi:

>> Mam ciągle nokię 123, z ekranem, na którym już prawie nic nie widać. Hmm, wydaje mi się, że w tej chwili to jest jedyna taktyka, jaką można obrać, że niebycie na Facebooku, nieposiadanie iPhona to jest potencjał, inwestycja. Także w tym sensie, że nie możemy przewidzieć, co stanie się z tymi wszystkimi danymi, które tłoczymy do systemu.

Stąd już tylko krok do rozmowy o wolności i... płci. Masłowska z jednej strony kompletnie nie czuje (to dobre słowo?) Lovecrafta, Ballarda, Dukaja czy Dicka, a jednocześnie stwierdza, że jej mózg nie został zorientowany płciowo.

Książka "Dusza światowa" to wyjaśnienie także wielu fenomenów i indywidualności Masłowskiej. Tego na przykład, czym jest jedzenie z "pęknięciem" (bardzo długa na ten temat rozmowa), albo dlaczego pisarka kupuje "Świat Kobiety" czy "Przyślij Przepis".

Są też uwagi o wagarach.

>> Brakuje ci zrobienia czegoś spoza schematu, spoza sensu, małej wycieczki w niedorzeczne, bezcelowe rejony życia.

Wątków w każdym razie w tej książce wiele. Przenikają się one i zapętlają wręcz raz po raz, ale nie sposób odmówić gęstości temu dialogowi. Piszę "dialogowi", bo choć bohaterką z okładki jest Dorota Masłowska, to bardzo ważny głos w tej rozmowie daje Agnieszka Drotkiewicz. Wnosi ona coś więcej niż rozbudowane pytania problemowe o zasadniczej wartości. To nie tylko rozmowa dwóch bliskich sobie osób, to popis salonowy wręcz - gdzie wystrojem są skojarzenia uplecione z odniesień kulturowych czy konkretnych autorów (Catherine Millet, David Lynch, Ewa Kuryluk i oczywiście Michel Houellebecq).

Książka bardzo kojarzy mi się z rozmowami, jakie można przeczytać w "Lampie" Pawła Dunin-Wąsowicza. Rozmowami nie tyle na zadany temat, ale prowokowanymi ciekawością i dociekliwością, a jednocześnie podlanymi świadomością, że pisarz też człowiek. Wkurzy się, bywa zawiedziony, tego nie lubi, przy czymś innym wygląda lekko śmiesznie. Albo po prostu się śmieje. Lub powie coś śmiesznego. Nostalgicznego zresztą też. Albo jeszcze innego. Dziwnego. Ma przecież emocje, których nie trzeba od razu opakowywać w złotko czy sreberko psychologicznego konfliktu.

O, to chyba jest właśnie największy walor tego tekstu.
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.

Książkę w księgarniach będzie można nabyć od 18 września.

Dowiedz się także, Who's Hot w literaturze polskiej 1989-2009 (według prof. Czaplińskiego).

2 komentarze: