środa, 18 czerwca 2014

Porozmawiaj

Wbrew pozorom rak to zwyczajna choroba. Przegadany boli jakby mniej. Jakby.

c) HELYphotography / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial-NoDerivs 2.0 Generic (CC BY-NC-ND 2.0)

Bo rak to wciąż temat tabu. Nikt nie chce go mieć, niewielu chce o nim wiedzieć, ledwie garstka o nim umie mówić. Tymczasem opowieść może coś oswoić, do czegoś zbliżyć, może i poukładać. Pod warunkiem, że jest to historia szczera, mówiona wprost, bez ogródek. Jest przygotowaniem do tego, by odkryć to, co czasem najstraszniejsze. A czasem i najpiękniejsze.

Nie jest bowiem miło, gdy uświadomimy sobie wpływ środowiska (nie)naturalnego na nasze zdrowie. Rak w wieku dwudziestym zbiera potworne żniwo. I chociaż zapadały na niego już dinozaury w zamierzchłej przeszłości, to właśnie teraz - w czasach gdy toksyny atakują ze wszystkich stron - nasze życie jest najbardziej zagrożone.

Nie będzie też sympatycznie, gdy powiemy sobie otwarcie, że papieros jest największym sprzymierzeńcem raka. Że w Stanach Zjednoczonych nowotwór płuc był sprawą rzadką, aż firmy tytoniowe wpadły na pomysł, by chłopakom idącym na fronty wojenne pakować do plecaków papierosy. I wtedy się zaczęło.

Nie będzie wreszcie kolorowo, gdy zdamy sobie sprawę z tego, jak ważne jest dbanie o samych siebie. Regularne badania, profilaktyka i zwykła, codzienna praktyka. Choćby miało się zacząć od snobowania na zdrowy styl życia. Owszem, to wymaga wysiłku. Ale przynosi wymierne rezultaty.

Oczywiście rak to sprawa złożona. Czasem i polityczna, zwłaszcza gdy mowa o działalności biznesu farmaceutycznego czy o opiece zdrowotnej. Nie bez znaczenia jest też kwestia wydatków na rozwój nauki.

Mówi o tym wszystkim Cezary Szczylik, profesor nauk medycznych, onkolog, hematolog i specjalista od chorób wewnętrznych. Rozmawia z nim, a raczej słucha go uważnie Katarzyna Kubisiowska, a rozmowa pomiędzy nią, Szczylikiem, a także Justyną Pronobis-Szczylik, psycholog kliniczną, układa się w niepokojącą historię "Rak w Polsce". Niepokojącą, choć przecież tak wiele oswajającą.
"Pamiętam pana w paliatywnej fazie choroby. (...) Mnie wydawał się niezwykle samotny. Przyszłam do niego, próbowałam zagaić, ale nic z tego nie wychodziło. Spróbowałam raz jeszcze. "Czy mogłabym coś dla pana zrobić?" - spytałam. Teraz już jakby czekał. Mówi, że tak, i wręcza wyrwany skrawek z gazety, a na nim zapisany numer telefonu. "To numer mojej córki, która mieszka w Stanach, nie widziałem jej od dwudziestu sześciu lat". (...) Zadzwoniłam. Po rzech dniach zobaczyłam córkę w szpitalu. (...) Rozmawiali. Nazajutrz rano zobaczyłam, że jego łóżko jest zasłane".
Takich historii jak ta przytoczona przez Justynę Pronobis-Szczylik jest w tej książce więcej, bo to opowieść nie tylko o raku jako wyzwaniu dla medycyny i nauki, ale również o człowieczeństwie, które czasem wydobywa się z pacjenta i lekarza. Czasem. Bo nie ma recepty na raka, jak i nie ma recepty na zdrowe reakcje. Czasem bycie człowiekiem to dla niektórych bardzo dużo.

Czarne, Wołowiec 2014.
"Rak po polsku" to  nie jest jednak książka smutna, choć o przygnębiających sprawach traktuje. To opowieść, w której raz po raz przebija coś budującego. W każdym razie rozmowa, zwykła, uważna rozmowa, człowieka z człowiekiem, może być całkiem niezłym punktem wyjścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz