piątek, 13 czerwca 2014

Silne wzruszenia na beznamiętnej twarzy

Ten świat nie istnieje. On jest tylko w wyobraźni. Ale po przeczytaniu książki Świerzewskiego będziecie tęsknili za jego bohaterami. 
(c) Foter / Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported (CC BY-SA 3.0)
Tych najważniejszych jest trójka. Oleg, Anatolij i Tatiana. Oni wyznaczają trójkąt namiętności, życiowych rozgrywek, pasji, nadziei... Wszystko rozgrywa się w świecie przemian pomiędzy końcówką lat 70. a rokiem 2000. W Rosji przede wszystkim - po części Rosji radzieckiej - ale nie tylko tam. Ot, punkt wyjścia do prozy z prawdziwego zdarzenia.

Zdarzenie to nazywa się "Zapach miasta po burzy" i jest dziełem zuchwale rozlanym na przeszło 700 stronicach. Akcja rozkręca się tu powoli, prawie opieszale. Bohaterów poznajemy w niemal naturalnym trybie, jakby przyglądając się ich codzienności.

Ale po pewnym czasie fabuła zaczyna gęstnieć. Z niespiesznej gawędy przeradza się w grę stylów i emocji. Charakterystyki dwójki męskich bohaterów - tak odległych sobie, a jednak tak bliskich - dopełniają kolejne postaci. Wraz z nimi wędrujemy po świecie, a narrator, towarzysząc peregrynacjom naszej wyobraźni, zmienia style, bawi się perspektywą. Czyni to po mistrzowsku, dodajmy od razu.

Bo "Zapach miasta po burzy" to przede wszystkim doskonale udramatyzowana historia. Świerzewski, mający na swoim koncie nagradzane sztuki teatralne, wie, jak prowadzić nas przez historię - tę zwykłą, osobistą, jak i tę społeczną, wspólnotową, pisaną przez duże H. Lata 80. i 90. w tej książce stanowią istotne tło, a subtelność w nawiązywaniu do wydarzeń sprawia, że - przyparci do gatunkowego muru - możemy nazywać "Zapach miasta po burzy" romansem historycznym.

Istotnym elementem są tu także szachy. Świerzewski pisze o nich nie tylko z prawdziwym znawstwem, ale i z pasją. Szachy traktowane dosłownie generują także wiele metafor: życia jako gry, trudnych wyborów, strategicznych decyzji, smaku porażki i ceny wygranej. Poza tym przypominają, że żaden sport nie jest czysty, a wybory nigdy nie są zawieszone w próżni. Pod tym względem zresztą Świerzewski jest dość mocno pesymistyczny.

Muza, Warszawa 2014.
"Zapach miasta po burzy" czyta się. Bo to świetnie napisana proza, która każe zapomnieć na kilkanaście godzin o rzeczywistości. Aż trudno uwierzyć, że to debiut. Choć tak właśnie jest. Prozatorski start wydaje się jednak dobrą decyzją. Jak dalej potoczy się ta gra? Trzymam kciuki.

Świerzewski - dopiszcie to nazwisko do autorów, których wypada znać.


A może macie ochotę zmierzyć z prozą Myśliwskiego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz