sobota, 26 grudnia 2015

Książki pod choinkę 2015 (II)

Święta się skończyły. Czas płynie nieubłaganie, sterta książek do przeczytania wcale nie zmalała. Mało tego, są tam takie skarby, że chciałoby się ogłosić strajk od codzienności i zaszyć w kącie, by nadrobić zaległe lektury.

(c) Dusty J via Foter.com / CC BY


Nisza,
Warszawa 2015.

Kinga Kosińska przeszła prawny i medyczny proces korekty płci. Co to znaczy we współczesnej Polsce dla wrażliwej, inteligentnej, a w dodatku wierzącej osoby - możemy się tylko domyślać. Możemy też przeczytać "Brudny róż". Kosińska opisała tam swoją historię, wpuszczając do świata, o którym większość z nas pewnie nie ma bladego pojęcia. Taka książka to dla nas wielkie wyróżnienie, a zarazem ogromna szansa na zrozumienie, kim jest człowiek, który pisze na przykład w ten sposób: "Ludziom się wydaje, że wierzący wymyślają sobie Boga w ucieczce przed samotnością. Ja w mojej samotności zaczęłam grzebać w sobie. Tam odnalazłam Jezusa, choć wcale go nie szukałam. Zrozumiałam, że jest częścią mnie".

"Brudny róż" to obowiązkowa lektura dla tych wierzących, którzy odrzucają transseksualizm i dla tych transseksualistów, którzy odrzucają wiarę.


Przeł. Urszula Poprawska.
Wydawnictwo UJ,
Kraków 2015.
Nie zawsze wszystko można pojąć od razu. Czasem potrzeba lat, dystansu, właściwej perspektywy. "Przedzierałam się przez stosy dokumentów, szukałam nas w dawnych księgach i w Internecie. Polecenie szukaj zaznaczało słowo głuchy na żółto, jakby Google wiedział, że żółty jest kolorem żydostwa, tak jak ja wiedziałam, że Google wszystko, czego się szuka, zaznacza na lśniąco żółto" - pisze Katia Petrowska w swojej książce "Może Estera".

Petrowska urodziła się w Kijowie, skończyła studia w Moskwie, ale tuż przed ukończeniem trzydziestki zamieszkała w Berlinie. Kilkanaście lat potem postanowiła spisać swoją historię, sięgając w przeszłość. Jej odkrycia nie zawsze były przyjemne, a opowieść rodzinna okazała się pełna niedopowiedzeń i bolesnych tajemnic. Na kanwie tego powstała jednak wspaniała książka - kameralna a jednocześnie opowiadająca o ważnych uniwersalnych sprawach.


Przeł. Tomasz Kłoszewski.
W.A.B.,
Warszawa 2015.
Michel Faber należy do moich ulubionych autorów. W zasadzie tylko przez jakieś potworne niedopatrzenie i złą organizację czasu nie udało mi się na spokojnie siąść z jego książką, która ukazała się kilkanaście tygodni temu w przekładzie na język polski.

"Księga dziwnych nowych rzeczy", jeśli wierzyć na przykład Jerzemu Jarniewiczowi, to książka zaskakująca, będąca wyzwaniem nie tylko czytelniczym, ale w ogóle poznawczym. "Misjonarz nigdy nie pozna obcych, do których przyjechał. A jego kontakt z żoną skażony jest podobną niewiedzą. Zapowiadana jako ostatnia powieść Michela Fabera to tajemnicza podróż" - stwierdza Jarniewicz, a ja - obiecuję sobie - wreszcie nadrobię zaległości i przeczytam Fabera.



Przeł. Maciej Świerkocki,
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2015.
Przeczytać wypada także Richarda Flanagana. W końcu. To - zdaniem na przykład Michała Nogasia czy Krzysztofa Cieślika - jedna z najlepszych książek mijającego roku. Mowa o "Ścieżkach północy". Historia Dorrigo Evansa, chirurga internowanego w japońskim obozie, zachwyciła czytelników na całym świecie. Autor został laureatem Nagrody Bookera za rok 2014. "Zazwyczaj Nagrodę Bookera otrzymują bardzo dobre książki, ale w tym roku wyróżniliśmy arcydzieło" - brzmiało uzasadnienie jury.

Polski wydawca australijskiego powieściopisarza już zapowiada wydanie kolejnych dzieł Flanagana. To bardzo dobra wiadomość. Tym bardziej wypada zdążyć z lekturą "Ścieżek", której pierwsze zdanie brzmi bardzo zachęcająco: "Dlaczego na początku zawsze jest światło?".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz