poniedziałek, 5 lutego 2018

#rozmoWyliczanki: COLSON WHITEHEAD

"Kiedyś budziłem się o czwartej rano, spięty, z myślą o rychłej śmierci... Dziś budzę się zadowolony i cieszę się na to, co przyniesie kolejny dzień" - mówi COLSON WHITEHEAD, autor "Kolei podziemnej", powieści uhonorowanej Pulitzerem. 

COLSON WHITEHEAD
Fot. Marcin Wilk / Wyliczanka.eu
MARCIN WILK: Wiem, że miałeś pisać książkę o zupełnie czymś innym. W końcu powstała „Kolej podziemna”. Jak do tego doszło?


COLSON WHITEHEAD: Na pomysł wpadłem dokładnie 18 lat temu, wiosną 2000 roku. Po raz pierwszy o tzw. Kolei Podziemnej usłyszałem jeszcze jako dziecko. Wtedy myślałem o niej w sensie dosłownym: kolej podziemna biegnie pod ziemią. Było dla mnie oczywiste, że to rozwiązanie straszliwie niepraktyczne. Dopiero później dowiedziałem się, że była to międzyludzka sieć wzajemnej pomocy ludziom, którzy uciekli ze stanów, gdzie panowało niewolnictwo. Sieć polegała na tym, że np. niewolnik zbiegły z plantacji mógł przejechać nawet tysiąc mil z jednymi ludźmi. Mógł się też zatrzymać tydzień, miesiąc a nawet dłużej u kogoś – np. w piwnicy. Potem był „przekazywany” dalej aż do stanu, gdzie nie było już niewolnictwa.

Nie czułem się gotowy, by o tym napisać, bo nie byłem ani wystarczająco dobrym pisarzem, ani wystarczająco dojrzałym człowiekiem. Pomysł wracał jednak do mnie co jakiś czas, zaglądałem do swoich notatek i pytałem sam siebie, czy to już ten moment. I ten moment nadszedł teraz, po 18 latach.

Zacząłeś ją pisać 4 lata temu...

...po 14 latach od momentu, kiedy wpadałem na ten pomysł. Ale nigdy nie straciłem zainteresowania  tematem. Po drodze myślałem o napisaniu innej książki, która miała opowiadać o pisarzu z Nowego Jorku i o  jego życiu. Ale zdecydowałem, że chcę się podjąć poważniejszego wyzwania.  Uznałem, że jestem w stanie przezwyciężyć swój strach – bo to straszna książka i straszny temat.

>>> oglądaj #rozmoWyliczanki 
z Colsonem Whiteheadem:




Zastanawiałem się nad tym, co musiałeś przejść, by wreszcie napisać „Kolei”. 

Czasem w życiu zdarzają się takie sytuacje, że człowiek po czterdziestce wie więcej i inaczej odbiera pewne bodźce. Z tematem niewolnictwa spotkałem się prawdopodobnie po raz pierwszy, gdy razem z rodzicami oglądałem „Korzenie”. Wtedy to zagadnienie odbierałem inaczej niż np. w college'u,  gdy miałem 18, 19 lat i studiowałem historię.

Pytasz o przejścia w życiu. Na przykład to, że zostałem ojcem, nie miało bezpośredniego wpływu na moją decyzję o napisaniu tej książki, choć dzięki temu mogłem lepiej rozumieć pewne więzi, relacje jakie mają rodzice z dziećmi – co może czuć rodzic, gdy widzi swoje dziecko bite, gwałcone, torturowane; co może czuć dziecko wiedząc, że nigdy już nie zobaczy swojego ojca czy matki. Po czterdziestce stałem się człowiekiem dojrzalszym. Przekonałem się, czym jest strata. I co mogą w życiu zmienić bolesne wydarzenia. Wtedy zacząłem to rozumieć.

Relacja Kory z matką to mocny wątek, będący wyzwaniem dla wrażliwego i uważnego czytelnika. Chciałbym jednak wiedzieć, jak od strony autora wyglądała praca nad Korą. 

Przy pisaniu powieści oczywiście robię jej szkic, zarysowuję fabułę, wiem, w którym momencie umieszczę pewne znaczące dla fabuły zwroty. W tej książce były takie dwa zwroty i one wydarzają się praktycznie już na początku powieści.

Relacja Kory z matką była, można powiedzieć, dwutorowa. Z jednej strony – matka była dla niej bohaterką, której udało się uciec z plantacji, a z drugiej strony, nie mogła przestać jej obwiniać za to, że ją zostawiła na plantacji. Kolejne decyzje, które podejmowała, były już przez to warunkowane.

Jak wygląda przygotowanie do pisania takiej książki? Korzystałeś np. z archiwum historii mówionej?

Kiedy zbieram materiały do swoich książek, to choć tego nie lubię, staram się wychodzić z domu. Na szczęście duża część materiałów dotyczących niewolnictwa została już zdigitalizowana i mogłem wiele informacji znaleźć w sieci.

Ale tak naprawdę bardzo pomogły mi książki, które opowiadały o historii Kolei Podziemnej: w tym relacje prawdziwych niewolników. Podczas Wielkiego Kryzysu rząd amerykański chciał zaktywizować pewne grupy i niektórzy niewolnicy zaczęli spisywać swoje wspomnienia. To bardzo cenne źródło wiadomości o tym, jak wyglądało codzienne życie na plantacjach – co jedli, jak się zachowywali, w co się ubierali, a także, oczywiście, źródło językowych niuansów – kiedy używało się rzeczowników, a kiedy przymiotników, czy można było ich używać wymiennie. I tak dalej.

Przeł. RAFAŁ LISOWSKI
Albatros, Warszawa 2017

Były takie momenty, w których dopadała Cię twórcza blokada? 

Pisanie tej książki szło mi lepiej niż poprzednich. Może dlatego, że poprzednią książkę napisałem pięć lat wcześniej, więc miałem długa przerwę od  beletrystyki. „Kolej podziemną” ukończyłem w pół roku. Pewne rzeczy musiałem przepuścić przez swoją, już dorosłą, wrażliwość. Zdać sobie na przykład sprawę z tego, czym było niewolnictwo  co by było gdyby moi praprapradziadkowie zostali złapani i w rezultacie nie byłoby mnie, nie urodziłbym się – to było bardzo poważne zadanie. Takie rzeczy bardzo ciężko sobie uświadomić.

„Kolei” zmieniła coś w Twoim życiu? Oraz czy Ty zmieniłbyś w niej coś?

Im starsza jest moja książka, tym więcej błędów w niej dostrzegam. Tak mam z poprzednimi książkami, z których usuwałbym 10 przymiotników albo nawet czasem i 10 stron.

Jeśli chodzi o „Kolej podziemną”, spytaj mnie o to za pięć lat. Na razie jestem z tej książki bardzo zadowolony i nic bym w niej nie zmienił. „Kolej” jest jednak książką wyjątkowa w mojej biografii. Wiem to, odkąd przeczytała ją moja żona. Jej reakcja była bardzo emocjonalna. Także późniejsze spotkania z czytelnikami tego dowiodły. Taki „układ gwiazd”, sprzyjające okoliczności, zdarzają się pisarzowi tylko raz w życiu. I zdaję sobie sprawę, że to może mi się już nigdy w życiu nie powtórzyć. Cieszę się, póki to trwa.

Kiedyś budziłem się o czwartej rano, spięty, z myślą o rychłej śmierci... Dziś budzę się zadowolony i cieszę się na to, co przyniesie kolejny dzień.

Rozmowę przełożył: BARTEK CZARTORYSKI
Podziękowania: AGATA WIŚNIEWSKA oraz CONRAD FESTIWAL
Wywiad przeprowadzono w grudniu 2017 roku w Pałacu pod Baranami w Krakowie.

1 komentarz:

  1. Fajnie, jeśli ktoś docenia własny sukces i wie, że powinien być zadowolony ze swoich osiągnięć właśnie tu i teraz :)

    OdpowiedzUsuń