Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Osioł

W tym życiu nie ma już miejsca na radosne piruety na lodowisku. Jest za to ojciec, który zawsze sobie życzył naszej śmierci. I który teraz umiera. Długo i powoli.


(c) Dani Law / Foter / CC BY

Pisząc "nasza śmierć", chciałem, byśmy wczuli się na chwilę w Helmera. To on jest bohaterem powieści Gerbranda Bakkera, "Na górze cisza". Książki poruszającej, dotkliwej, ale też prowokującej. Trudnej - jak trudne bywają skrajne doświadczenie w życiu. I będącej jednocześnie wyzwaniem.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Zbigniew Herbert (III) || "powiedziałem mu raz..."


Z wierszy Zbigniewa Herberta można studiować alternatywną historii sztuki. Dlaczego alternatywną? Bo poeta miał swoją wizję dziejów na przykład malarstwa. Zagadnieniu temu poświęcił zresztą nie tylko wiele utworów poetyckich, ale przede wszystkim esejów.

 

Przez pewien czas przyjaźniłem się z malarzami, to nie jest bez znaczenia. "Pracownia pisarska" nic mi nie mówi, bo to jakieś papiery... Natomiast pracownia malarska samym zapachem terpentyny i farb olejnych budziła zawsze we mnie podniecenie, jak u dobrego piwosza zapach piwa. Chciałbym wspomnieć Józefa Czapskiego, wszyscy o nim piszemy, ale on odegrał tu zasadniczą rolę. Powiedziałem mu raz: moim zdaniem (bylem jeszcze bardzo młody i głupi, to znaczy jeszcze głupszy...) właściwie istnieją tylko Włosi, ci Holendrzy trochę mi w Luwrze przeszkadzają. I wtedy Czapski ze swoją wspaniałą, genialną prostotą powiedział: to jedź do Holandii. Pojechalem do Holandii. Te kolorystyczne niuanse... bo to nie jest malarstwo włoskie, takie dźwięczne kolorystycznie. Chodziłem do różnych sklepów z farbami i oglądałem katalogi, w których jest nie tylko cena i nazwa, ale i kolor. Bo co z tego, że powiem, że to jest żółć indygo. Czy ktoś ma pod ręką ten katalog, który ja mam? Albo czym różni się błękit paryski od pruskiego (pruski jest ciemniejszy)? Myślałem, że przez dokładne nazywanie kolorów jakoś zbliżę się do malarstwa. Ale od sklepu z farbami do obrazu jest daleka i kręta droga. Kolor sam w sobie nic nie znaczy, dopiero przez towarzystwo kolorów, które go otaczają, przez te wszystkie harmonie... Z tymi kolorami? Moze raz czy drugi udało mi się zasugerować - to jest jak tłumaczenie muzyki na słowa. Tłumaczenie malarstwa na język, wałkowanie tych słów, przypomina wałkowanie ciasta. Używając wielkich słów: olśnienie. Widzi Pan od razu i widzi Pan wszystko. Potem zaczyna się obraz rozbierać, mowić o żółto-złoto-białej sukni, czarnym kołnierzu, to zaczyna już być analiza.
 Czytaj także o depresji, Noblu i polityczności Zbigniewa Herberta.

niedziela, 20 marca 2011

2. Zblazowanie

Dobra gawęda to podstawa. Tak chyba twierdził Henryk Rzewuski. I w sumie od tamtych czasów niewiele się zmieniło. Poza tym, że zamiast gawęd kameralnych, mamy gawędy masowe w postaci np. seriali telewizyjnych.

Tym razem, nieco archiwalnie, sięgam po biografię Françoisa Rosseta i Dominique Triaire o Janie Potockim (W.A.B., 2007). Rzecz to, w istocie, nie najnowsza, ale godna polecenia i lektury. Na kilka godzin.


Książka posłużyła mi do portreciku zamieszczonego w "Magazynie" "Dziennika Polskiego". Artykuł w całości opublikowany został 11 marca br. Teraz fragment:

2. Zblazowanie

O ile wiadomo, jak zwalczyć nudę (np. książkami), o tyle o wiele trudniej okazuje się zwalczyć swoje pochodzenie. Młody hrabia uczestniczyć musi w różnych posiedzeniach, przyjęciach, zabawach, swawolach. Ma przy okazji możliwość posłuchania plotek. Jak na przykład tej o niestrawności, "której ofiarą padł ambasador sułtana, ocalony in extremis przez osobistego lekarza Józefa II, ku wiecznej chwale medycyny europejskiej, głoszonej później w Maroku".

Nuda?

Owszem, nadal nuda. Aczkolwiek dla młodego marzyciela takie - czasem rzucone półsłówkami historyjki - stają się podnietą do działania. Wynika z tego: a to podróż na Wschód, a to do Turcji, a to do Egiptu, Holandii, Hiszpanii...

No i Maroka, by sprawdzić, jak tam rzeczywiście jest.

Zresztą w tym czasie, jako dwudziestokilkuletni hrabia, Potocki zdaje sobie sprawę, że od biesiad woli przygodę.

Wystawne życie? Raczej nie.

Etykieta? Drażni.

Biografowie Potockiego piszą piórem zdecydowanym: "Niech sobie Wiedeń będzie uwodzicielskim, zabawowym miastem, ale wezwania świata - tego prawdziwego, a nie wytwornego - są o wiele silniejsze".

Zaczyna się więc podróżnictwo w życiu Potockiego. Obfite, bo zamożny paniczyk może sobie na to pozwolić. Podróż jako doświadczenie świata ma być szansą na uwolnienie się z arystokratycznego gorsetu.