"Jedyna. Biografia Karoliny Lanckorońskiej" to moja trzecia pełna biografia. Po historii Anny Jantar i Ireny Kwiatkowskiej przyszedł czas na fascynującą podróż niemal przez trzy stulecia, w których żyła Karolina Lanckorońska, mecenaska sztuki, wspomożycielka, organizatorka życia naukowego, nowoczesna patriotka w europejskim duchu, a także miłośniczka Michała Anioła.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 4 sierpnia 2025
niedziela, 4 lutego 2018
Niedziela z "Rymsem": Eliza Piotrowska o narodowych wadach i przekraczaniu granic
"Mentalne granice państwa są bardziej niebezpieczne niż te topograficzne. Patriotyzm podszyty strachem i kompleksami może doprowadzić do narodowego krachu. Dlatego tak ważne jest, żeby dziecko doświadczało granicy twórczo i pokojowo, w kategoriach wymiany, a nie separacji" - pisze ELIZA PIOTROWSKA w magazynie "Ryms".
Granica to linia, na której nie tylko coś się kończy. To również linia, od której coś się zaczyna. Działanie granicy jest twórcze, ponieważ wyłania ona określoną formę z nieokreślonego bezkresu. Co więcej, granica może być momentem wymiany między tym, co w niej, i tym, co poza nią, ponieważ jest zjawiskiem żywym i zmiennym.
Granica to linia, na której nie tylko coś się kończy. To również linia, od której coś się zaczyna. Działanie granicy jest twórcze, ponieważ wyłania ona określoną formę z nieokreślonego bezkresu. Co więcej, granica może być momentem wymiany między tym, co w niej, i tym, co poza nią, ponieważ jest zjawiskiem żywym i zmiennym.
wtorek, 30 sierpnia 2016
Kartka z wakacji
Drogi GIANRICO CAROFIGLIO! Dziękuję Ci bardzo. Dzięki Twojej książce, "Na krawędzi", te wakacje kończą się dość przyjemnie.
Szybko, przyznać muszę, dałem się wciągnąć. Czyżby dlatego, że Twój bohater ma do siebie tyle dystansu, jest autoironiczny, a do tego - chyba nie pomylę się, gdy użyję tego określenia - jest marzycielem?
Szybko, przyznać muszę, dałem się wciągnąć. Czyżby dlatego, że Twój bohater ma do siebie tyle dystansu, jest autoironiczny, a do tego - chyba nie pomylę się, gdy użyję tego określenia - jest marzycielem?
środa, 4 września 2013
Antonio Tabucchi: Podróże i inne podróże || brooklyński most, rok 1984
Lektura "Ogrodu wieczornych mgieł" nastroiła mnie podróżniczo. I w tych klimatach pozostaję, sięgając po "Podróże i inne podróże" (Czytelnik, 2012) Antonio Tabucchiego.
Podróż to piękna metafora życia, ale niektórym naprawdę przytrafia się życie jako podróż. Czego dowodem rzeczony Tabucchi.
Najpierw jest atlas. W dzieciństwie obiekt służący do podróży w wyobraźni. I od tego - nie bądźmy zaskoczeni - zaczyna Tabucchi. Potem, jak gdyby przeskok z dzieciństwa do dorosłości był natychmiastowy, jest już pociąg do Florencji. Piza, Paryż, Madryt i okolice. Barcelona, Kreta, Kair.Nowy Jork, Meksyk, Brazylia, Kanada. I co? Myślicie, że to wszystko? A skąd. To dopiero połowa. Bo mamy jeszcze Indie, Australię, Portugalię, Mongolię...
No dobra. Ja już mam zawrót głowy. Ale nie on. Nie Tabucchi.
Podróż to piękna metafora życia, ale niektórym naprawdę przytrafia się życie jako podróż. Czego dowodem rzeczony Tabucchi.
Najpierw jest atlas. W dzieciństwie obiekt służący do podróży w wyobraźni. I od tego - nie bądźmy zaskoczeni - zaczyna Tabucchi. Potem, jak gdyby przeskok z dzieciństwa do dorosłości był natychmiastowy, jest już pociąg do Florencji. Piza, Paryż, Madryt i okolice. Barcelona, Kreta, Kair.Nowy Jork, Meksyk, Brazylia, Kanada. I co? Myślicie, że to wszystko? A skąd. To dopiero połowa. Bo mamy jeszcze Indie, Australię, Portugalię, Mongolię...
No dobra. Ja już mam zawrót głowy. Ale nie on. Nie Tabucchi.
poniedziałek, 29 lipca 2013
Zbigniew Herbert (III) || "powiedziałem mu raz..."
Z wierszy Zbigniewa Herberta można studiować alternatywną historii sztuki. Dlaczego alternatywną? Bo poeta miał swoją wizję dziejów na przykład malarstwa. Zagadnieniu temu poświęcił zresztą nie tylko wiele utworów poetyckich, ale przede wszystkim esejów.
Przez pewien czas przyjaźniłem się z malarzami, to nie jest bez znaczenia. "Pracownia pisarska" nic mi nie mówi, bo to jakieś papiery... Natomiast pracownia malarska samym zapachem terpentyny i farb olejnych budziła zawsze we mnie podniecenie, jak u dobrego piwosza zapach piwa. Chciałbym wspomnieć Józefa Czapskiego, wszyscy o nim piszemy, ale on odegrał tu zasadniczą rolę. Powiedziałem mu raz: moim zdaniem (bylem jeszcze bardzo młody i głupi, to znaczy jeszcze głupszy...) właściwie istnieją tylko Włosi, ci Holendrzy trochę mi w Luwrze przeszkadzają. I wtedy Czapski ze swoją wspaniałą, genialną prostotą powiedział: to jedź do Holandii. Pojechalem do Holandii. Te kolorystyczne niuanse... bo to nie jest malarstwo włoskie, takie dźwięczne kolorystycznie. Chodziłem do różnych sklepów z farbami i oglądałem katalogi, w których jest nie tylko cena i nazwa, ale i kolor. Bo co z tego, że powiem, że to jest żółć indygo. Czy ktoś ma pod ręką ten katalog, który ja mam? Albo czym różni się błękit paryski od pruskiego (pruski jest ciemniejszy)? Myślałem, że przez dokładne nazywanie kolorów jakoś zbliżę się do malarstwa. Ale od sklepu z farbami do obrazu jest daleka i kręta droga. Kolor sam w sobie nic nie znaczy, dopiero przez towarzystwo kolorów, które go otaczają, przez te wszystkie harmonie... Z tymi kolorami? Moze raz czy drugi udało mi się zasugerować - to jest jak tłumaczenie muzyki na słowa. Tłumaczenie malarstwa na język, wałkowanie tych słów, przypomina wałkowanie ciasta. Używając wielkich słów: olśnienie. Widzi Pan od razu i widzi Pan wszystko. Potem zaczyna się obraz rozbierać, mowić o żółto-złoto-białej sukni, czarnym kołnierzu, to zaczyna już być analiza.
Czytaj także o depresji, Noblu i polityczności Zbigniewa Herberta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



