Kobiety dokonywały okrutnych morderstw z premedytacją i zimną krwią. I, owszem, były wśród nich damy.
Dajmy na to taka księżniczka Zyta. Niepozorna, rozgarnięta, choć może niezbyt urodziwa,
 |
| Znak, Kraków 2013. |
wykształcona, no i jednak księżniczka. Gdy poznała starszego o przeszło 15 lat właściciela o nazwisku Boy, myślała, że wyjdzie za mąż z rozsądku. I z zyskiem. Nie wiedziała wtedy, że jej narzeczony do rozsądnych nie należał. I że pieniędzy zbyt dużo nie miał. Ba! Że to on w związku z ewentualnym ślubem liczył na spadek. Podupadła finansowo księżniczka jednak nie miała do zaoferowania wiele więcej poza sobą i swoją nimfomanią. On jej nie umiał zaspokoić w żadnej mierze. W rezultacie księżniczka pewnego ranka strzeliła z rewolweru do ukochanego po czym, jak gdyby nigdy nic, poszła wziąć kąpiel.
A taka Rita Gorgonowa? Związała się z niejakim Henrykiem Zarembą, znanym lwowskim architektem. I miłośnikiem. W szerokim tego słowa znaczeniu. Zaremba miał już żonę, a Gorgonowa miała się opiekować Lusią, córką architekta. No i opiekowała się. Do czasu. Bo Lusia szczerze nie lubiła Gorgonowej. Ta więc, tuż po kolacji (serwowane były pierożki z mięsem) zamordowała Lusię przy użyciu siekierki do lodu. O tym zdarzeniu huczał w latach 30. cały kraj. Gorgonowa stała się, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, prawdziwą celebrytką.