"Wstyd! Hańba! Dość!" - krzyczeli oburzeni widzowie niedawno podczas spektaklu "Do Damaszku" w reżyserii Jana Klaty. Wydarzenia podobne do tych, które miały miejsce w Starym Teatrze Narodowym w Krakowie, zna świat sztuki od dawna.
 |
| Tłum. Antoni Górny, Muza, Warszawa 2013. |
Dajmy na to przypadek "Kochanka Lady Chatterley" D.H.Lawrence'a. Książki, którą chyba znają wszyscy. "Najprzeróżniejsze typy czytelników, od uczniaków po uczonych, potrafiły streścić fabułę
Kochanka, opowiadającą o melancholijnej kobiecie, żonie angielskiego arystokraty, uwikłanej w płomienny romans ze stajennym w majątku męża i ostatecznie uciekającej z kochankiem z pałacu" - pisze Caroline Levine w "Od prowokacji do demokracji". Przypomina też o procesie, jaki przy okazji tej publikacji odbył się w latach 60. ubiegłego wieku. Przysięgli mieli ocenić, czy "wartość literacka tekstu przewyższa jego niszczycielski potencjał". Niszczycielski potencjał? Oczywiście chodzi o przedstawienie niemoralnej seksualności. Albo, po prostu, o przedstawienie seksualności. Pornografia to rzecz, wiadomo, niezbyt przystojna.
Niemniej ciekawa była sprawa związana z "Ulissesem" Joyce'a. Też przecież mocno pornograficznym tekstem. Niby elitarne, niby arcydzieło, a jednak niepokoiło. "Mimo trudności, które sprawiał czytelnikom,
Ulisses wywoływał szok u odbiorców hołdujących tradycyjnej moralności, w powieści nie brakowało bowiem czteroliterowych słów i szczegółowych opisów pożądania seksualnego". Dlatego prokurator musiał ogłosić, co następuje:
Ulisses "zaczyna się od bluźnierstwa, po czym przechodzi całą drogę przez wszystkie perwersje seksualne, by skończyć się niewyrażalnym brudem i obscenicznością".