Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektura wymagająca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektura wymagająca. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 czerwca 2015

Inna Rzeczpospolita

Analityczny zmysł Jana Sowy rozkłada na łopatki - przede wszystkim nasze dobre samopoczucie. Jego "Inna Rzeczpospolita jest możliwa!" to rękawica rzucona wszystkim tym, którzy myślą, że jest OK.

Akt Konfederacji Warszawskiej z roku 1573 zapewniający szlachcie wolność wyznania
(c) Foter / Public Domain Mark 1.0
Już sam początek niepokoi. Sowa jako motto zamieszcza cytat "W świecie realnie odwróconym prawda jest momentem fałszu" autorstwa Guya Deborda. A towarzyszy mu cytat drugi, a właściwie inskrypcja na pomniku gdańskich robotników zabitych w grudniu 1970 roku. Brzmi ona "Oddali życie, abyś ty mógł żyć godnie".

czwartek, 15 maja 2014

Meksykańskie poczucie smaku

Człowiek na kolację czy może jednak totopos i pinole jako danie główne? Zastanówcie się. W meksykańskim menu każdy znajdzie coś dla siebie.

Copyright (c) Nate Gray: A Culinary (Photo) Journal via photopin cc
Na przykład takie chili. Królowa przypraw. Dawni Meksykanie dodawali je do czekolady, alkoholi, owoców, przekąsek i w ogóle do wszystkich potraw. Albo pulque - napój wysokoprocentowy, którego - w uzasadnionych przypadkach - mogli się napić chorzy czy kobiety w ciąży. Ograniczać za to nie musieli się starcy. Ci posiadali bowiem pełne prawo swobodnego upijania się.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Bestia nie taka zła

Morderstwa, gwałty, manipulacje. Dlaczego tak fascynują? Borwin Bandelow już wie.



"Nierzadko ludzie o skłonnościach przestępczych, samolubni oraz brutalni zwodzą i wykorzystują osoby dobroduszne, fascynują" - brzmi jedno z pierwszych zdań książki "Bestia. Dlaczego zło nas fascynuje?". "Dlatego katechetka wstawia się za wielokrotnym mordercą kobiet w celi śmierci, wierząc w jego niewinność. Dlatego żona nie potrafi odejść od męża, mimo że ten stale ją zdradza, nie pracuje, przegrywa pieniądze na utrzymanie i regularnie ją bije. Dlatego naród wybiera na kolejne kadencje polityka wygłaszającego porywające przemówienia na temat wartości chrześcijańskich, uczciwości i pracowitości oraz pomstującego na upadek obyczajów, a zarazem współpracującego z mafią, wąchającego kokainę, uchylającego się od płacenia podatków czy oszukującego żonę".

wtorek, 28 stycznia 2014

Moc popołudniowej drzemki

Nie ma co się spieszyć. Zwolnij. Odpocznij. A może nawet utnij sobie krótką drzemkę. Czas nie zając - nie ucieknie. A do następnego weekendu jeszcze trochę zostało.


Krótka popołudniowa drzemka? Koniecznie!
(c) Luci Correia / Foter / CC BY
"Sztuka leniuchowania" - tak nazywa się ta książka i jest oficjalną publikacją, jak najbardziej poważną, o tym, że nie zawsze warto się przepracowywać - z akcentem na "prze", który jest wspólny z innym czasownikiem, a mianowicie: "przesadzać". "Sto lat temu wszystkich nas zdiagnozowano by prawdopodobnie jako neurasteników: ludzi o osłabionych nerwach, uwięzionych w paranoicznej nadaktywności i nieustannym pędzie do przodu, który nigdy nie pozwala osiągnąć celu" - pisze autor, Ulrich Schnabel. I, w sumie, ma rację. Komórka, wiadomości, portale, e-maile, newsy... Nie zwariowaliście jeszcze od tego?

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Nieprzyjemności sztuki

"Wstyd!  Hańba! Dość!" - krzyczeli oburzeni widzowie niedawno podczas spektaklu "Do Damaszku" w reżyserii Jana Klaty. Wydarzenia podobne do tych, które miały miejsce w Starym Teatrze Narodowym w Krakowie, zna świat sztuki od dawna.

Tłum. Antoni Górny, Muza, Warszawa 2013.
Dajmy na to przypadek "Kochanka Lady Chatterley" D.H.Lawrence'a. Książki, którą chyba znają wszyscy. "Najprzeróżniejsze typy czytelników, od uczniaków po uczonych, potrafiły streścić fabułę Kochanka, opowiadającą o melancholijnej kobiecie, żonie angielskiego arystokraty, uwikłanej w płomienny romans ze stajennym w majątku męża i ostatecznie uciekającej z kochankiem z pałacu" - pisze Caroline Levine w "Od prowokacji do demokracji". Przypomina też o procesie, jaki przy okazji tej publikacji odbył się w latach 60. ubiegłego wieku. Przysięgli mieli ocenić, czy "wartość literacka tekstu przewyższa jego niszczycielski potencjał". Niszczycielski potencjał? Oczywiście chodzi o przedstawienie niemoralnej seksualności. Albo, po prostu, o przedstawienie seksualności. Pornografia to rzecz, wiadomo, niezbyt przystojna.

Niemniej ciekawa była sprawa związana z "Ulissesem" Joyce'a. Też przecież mocno pornograficznym tekstem. Niby elitarne, niby arcydzieło, a jednak niepokoiło. "Mimo trudności, które sprawiał czytelnikom, Ulisses wywoływał szok u odbiorców hołdujących tradycyjnej moralności, w powieści nie brakowało bowiem czteroliterowych słów i szczegółowych opisów pożądania seksualnego". Dlatego prokurator musiał ogłosić, co następuje: Ulisses "zaczyna się od bluźnierstwa, po czym przechodzi całą drogę przez wszystkie perwersje seksualne, by skończyć się niewyrażalnym brudem i obscenicznością".

środa, 20 listopada 2013

Nieznane terytoria

Nie-miejsc nie ma w atlasach. Trzeba ich szukać w czułej wyobraźni tych, którzy nadają tym nie-miejscom swoje nazwy.

Czarne, Wołowiec 2013.
"W rozumieniu Marca Auge [kategoria nie-miejsca] odnosi się do tych miejsc, które są antytezą przestrzeni domowej i oswojonej; to światy bez pamięci, bez imienia i bez historii, punkty tranzytowe i ziemie niczyje. (...) Autorzy prezentowanych tekstów poddają wspomnianą kategorię znaczącej redefinicji: rozumiana jest ona nie tyle jako pojęcie obciążone negatywną treścią, ile raczej jako użyteczny instrument poznania, jako poszerzająca spojrzenie metafora, a czasem jako wielowartościowy symbol" - czytamy zaraz na skrzydełku wydanej właśnie przez Czarne antologii "Inne przestrzenie, inne miejsca" pod redakcją Dariusza Czai.

We "Wstępie" pióra tegoż samego czytamy o tych nie-miejscach więcej. Okazuje się też, że to właśnie tam, w nie-miejscach, prowadzimy dzisiaj w znaczniej mierze nasze życie. "Nie-miejsca to przestrzenie anonimowe, obszary bez właściwości; nie tylko budują, ale i potęgują nasze poczucie wykorzenienia i wyobcowania. Finalnie stają się przestrzennymi znakami duchowego błądzenia i egzystencjalnej samotności".

Co to w praktyce oznacza? Chodzi o tu o przestrzenie, w których spędzamy bardzo dużo czasu. Na przykład o autostrady. Albo terminale lotnicze. Albo hale dworcowe. Tudzież pociągi. I wiele innych. Teraz rozumiecie, jak ważne są nie-miejsca?

poniedziałek, 4 listopada 2013

Ksenofobia, dogmaty, nieprzejednanie

Judaizm, chrześcijaństwo i islam to trzy systemy religijne. Każdy z nich ma rację. Swoją.

(c) Fabionik / IWoman / CC BY-NC-SA
Jakkolwiek banalnie to brzmi, tak właśnie jest zdaniem Petera Sloterdijka, jednego z najpopularniejszych i bodaj najmodniejszych ostatnio filozofów niemieckich, gościa 5. Festiwalu Conrada. Na festiwalowym spotkaniu nie mówił wiele o religii, ale wydana niedawno przez warszawską Aletheię książka - w znakomitej serii! -  "Gorliwość Boga" rekompensuje te braki.

środa, 23 października 2013

Humanistyka według Markowskiego

Nauka od pewnego czasu przestała być przestrzenią wrażliwości. Stała się przemysłem wiedzy. Liczą się granty, akredytacje, punkty i dotacje. Jednym słowem: pieniądze.

Universitas, Kraków 2013.
Najnowsza książka prof. Michała Pawła Markowskiego nosi tytuł "Polityka Wrażliwości". Jej punktem
wyjścia jest pytanie, które 40 lat temu zadała Maria Janion. Brzmiało ono wówczas: "Jak uprawiać humanistykę w drugiej połowie wieku XX?". Dziś ta kwestia skłania do refleksji na temat kondycji uniwersytetu i humanistyki w epoce postliberalnej.

Trzy główne tezy książki Markowskiego opierają się na twierdzeniach, że: po pierwsze, humanistyka nie powinna konkurować z naukami ścisłymi; po drugie, jej zadaniem powinno być rozwijanie dyskursywnej wrażliwości; po trzecie, humanistyka powinna mieć na celu uwypuklenie egzystencjalnego zakorzenienia badań nad kulturą. Przywołanie tych twierdzeń było wczoraj, podczas spotkania w Pałacu pod Baranami, jak wsadzenie kija w mrowisko.

poniedziałek, 14 października 2013

Romby i zwierciadła, albo "co to jest kultura?"

Pisać kulturalnie a pisać o kulturze to dwie różne rzeczy. Da się połączyć jedno i drugie? Z pewnością można się postarać. Tylko co to właściwie znaczy?

Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2013.
Okładka książki Wendy Griswold "Socjologia kultury" nie napawa jednak optymizmem w tym względzie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Troje ludzi - raczej młodych, mogą być wykształceni, pewnie są przedstawicielami klasy średniej - siedzi w kawiarni. Pewnie w jakimś raczej dużym mieście. Każdy zagarnięty przez swój kanał informacyjny. Mężczyzna z kawą wklepuje coś w przenośny komputer, kobieta z winem rozmawia przez komórkę i jeszcze jedna postać (kobieta to czy mężczyzna?) zaczytana w papierowym wydaniu gazety. Widok niezwykły chociaż nie nadzwyczajny. Wejdźmy do pierwszej lepszej kafejki, chociażby w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu czy Gdańsku. Zobaczymy podobnych ludzi. Siedzą w jednym miejscu, a jednak obok. Wydają się tak różni od siebie, a jednak coś ich łączy.

Tym czymś jest kultura - temat przewodni niewielkiego, choć rzetelnego wprowadzenia socjologicznego pióra wspomnianej Griswold. To książka adresowana do socjologów, co już samo w sobie brzmi poważnie i nobliwie, chociaż po bliższym jej przyjrzeniu okaże się, że rozświetla wiele spraw wszystkim, którzy chcą zrozumieć, na czym współczesny świat stoi.

czwartek, 3 października 2013

Prawo do przyjemności

"Długo zbierałeś materiały? - spytała znajoma, gdy dowiedziała się, że chcę napisać o książce opowiadającej o kobiecym orgazmie.

(c) Foter / CC BY-NC-SA
Ale tak to już jest. Dowcipy i dowcipaski o seksualności, orgazmach i innych przyjemnostkach tego
typu to chleb powszedni. Otóż właśnie dlatego zapewne Rachel P. Maines, autorka "Technologii orgazmu. 'Histerii', wibratora i zaspokojenia seksualnego kobiet", swoją książkę rozpoczęła od przywołania reakcji publiczności akademickiej na jej pasję badawczą. Czyli na zajmowanie się wibratorami - bo to było na początku.

środa, 11 września 2013

Lektura wymagająca: Henryk Markiewicz || przełom XIX i XX wieku

Karola Irzykowskiego zna garstka dobrych i pilnych studentów filologii polskiej. Odnoszę wrażenie, że prof. Henryka Markiewicza też. A tymczasem rezultaty tego połączenia bywają bardzo pouczające. Czego przykładem "Czytanie Irzykowskiego" (Universitas, 2011).


Karol Irzykowski żył na przełomie XIX i XX wieku. Należał do elity krytyków literackich w Polsce. Zajmował się jednak także filmem. Co było ewenementem wówczas - kino należało do młodych sztuk i przez to nie było zawsze szanowane przez wyniosłych ponad doraźności profesorów.

Ale grał też Irzykowski w szachy. I był ponoć w tym niezły.

Prof. Henryk Markiewicz z kolei to legenda polonistyki krakowskiej. I nie tylko krakowskiej. Pisałem o nim zresztą wiele razy, przy różnych okazjach. Tu czy tam. Aby wyobrazić sobie, jakiej klasy to człowiek, trzeba byłoby użyć tu wielu metafor, które i tak pewnie w pełni nie określiłyby błyskotliwości, przenikliwości i rzetelności prof. Markiewicza. W każdym razie w Internecie takiej wiedzy, jaką ma ów polonista, nie znajdziecie. Wikipedia może się schować. Przynajmniej jeśli chodzi o literaturę.

Książka "Czytanie Irzykowskiego" to zbiór kilku artykułów, jakie o krytyku z przełomów wieku napisał Markiewicz. Nie da się ich czytać po kolei, od razu powiem, ale dzięki temu właśnie mogłem lekturę książki rozpocząć od tekstu "Szachy i majcher". Sami przyznacie, że tytuł ma w sobie magnes. Tekst jednak, wbrew tytułowi, w małym stopniu omawia pasję Irzykowskiego, za to prezentuje pasję inną, może nawet gorętszą: polemiczną. Oto Irzykowski na kartach tego artykułu kłóci się, mówiąc trywialnie, z Antonim Słonimskim.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Lektura wymagająca: Fotografia i filozofia || wiele milionów sposobów

Fotografia nie jest już taka jak dawniej. Wszyscy mamy taką intuicję, chociaż nie wszyscy potrafimy uzasadnić, jakie zmiany w istocie nastąpiły. Zbiór "Fotografia i filozofia. Szkice o pędzlu natury" (Universitas, 2013) może być w tym zakresie bardzo pomocny.


Znaczącą zmianą w postrzeganiu fotografii jest rozwój technologii. Tradycyjny obraz ciemni, w której zamknięty fotograf wywoływał zdjęcia z negatywu, zastąpił ekran komputera, na którym grafik obrabia cyfrowo zdjęcie. Na wiele milionów sposobów. Ale czy traci w ten sposób na wartości? Tu oczywiście zdania są podzielone. Sceptycy wskazują na łatwość i banalnosć aktu twórczego, artyści traktujący zmieniającą się rzeczywistość jako wyzwanie traktują to jako szansę. Jeszcze jednego odrodzenia fotografii.

Tylko czy fotografia jest w ogóle aktem twórczym? Czy zmienia widzianą przez nas rzeczywistość? Kendall L. Walton w artykule "Przezroczyste obrazy: o naturze realizmu fotograficznego" stwierdza, że obrazy fotograficzne powstają w wyniku procesu mechanicznego, niezależnego od przekonań, jakie na temat fotografowanego obiektu żywi sam fotograf.

Przekonanie fotografa, że oto przez nim znajduje się drzewo, w połączeniu z pragnieniem zrobienia zdjęcia owego drzewa mogą skłonić artystę do skierowania przed siebie aparatu fotograficznego, lecz z chwilą naciśnięcia spustu migawki czynnikiem sprawczym dla powstania obrazu staje się wyłącznie proces optyczno-chemiczny (lub w dzisiejszych czasach optyczno-elektroniczny), nie zaś jakiekolwiek treści mentalne fotografującego - streszcza poglądy Waltona redaktor zbioru Scott Walden.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Wyrafinowana uprzejmość

Ech... Francja-elegancja. Uprzejmość? Też. No i dużo wzajemnej intelektualnej satysfakcji. Przyjemności aż perwersyjnej. Prowadzącej niemal wprost do markiza de Sade. Przesadzam? No, może trochę. Chociaż czytanie "Złotego wieku konwersacji" (Oficyna Naukowa, 2009) momentami było bardzo perwersyjne.

(c) Akuppa / Foter / CC BY-NC-SA
Tematem tej książki jest historia życia towarzyskiego. Specyficznego życia towarzyskiego. Chodzi bowiem o Francję XVII wieku. Nie tę, którą znamy z kart podręczników do historii. Ale tę bardziej prywatną. Czy raczej publiczno-prywatną, bo mowa o pewnych intelektualnych modach, obyczajach, a nade wszystko - sposobach prowadzenia rozmowy.

czwartek, 11 lipca 2013

Lektura wymagająca: Teorie wywrotowe || 59,90 zł

Książek grubych i dobrych oraz nowych nie doświadczysz, Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, wiele. Książek grubych, dobrych, nowych i pobudzających do myślenia - prawie wcale. Ale oto przybywa do nas kilogramowe (?) tomiszcze pod redakcją Agnieszki Gajewskiej. Tytuł wymarzony. "Teorie wywrotowe" (Wydawnictwo Poznańskie, 2012).


Cóż to za książka ta "Teorie wywrotowe"? Agnieszka Gajewska, badaczka z uniwersytetu w Poznaniu, pisze we wstępie, że

Teoria wywrotowa jest zaangażowana politycznie, społecznie oraz emocjonalnie, a przy tym nastawiona na dyskusje i wymianę poglądów, dlatego wiele z prezentowanych artykuł cechuje modalność oraz podawanie w wątpliwość własnych tez.

O jakich artykułach mowa? O przeróżnych. I w tej przeróżności moc. Założenie jest takie, żeby pokazać przenikanie się, dyskusję, polifonię. W ten sposób całość jest podzielona dość umownie.

Najpierw mamy "Dopiski". Znalazły się tam osobiste wyznania Betty Friedan, znanej feministki, autorki klasycznej pozycji "The Feminine Mystique". Mamy też Susan Bordo, jak i również popularną w ostatnich latach i w Polsce w kręgach genderowych Judith Butler, autorkę "Gender Trouble".

Następna część, "Rewolty", przynosi teksty m.in. Donny Haraway ("Manifest gatunków stowarzyszonych") czy Rosi Braidotti ("Etyka stawania-się-niewykrywalnym"), gdzie wchodzimy w szczegółowe zagadnienia koncepcji nomadyzmu.

Pakiet tekstów zamkniętych w rozdziale "Kobietyzm" to dwa fragmenty z Alice Walker, a następnie teksty Layli Phillips czy Deborah E. McDowell. To ważny rozdział. Bo dotyczący kobiecych studiów afroamerykańskich. Ponad 100 stron z tekstami tej części to solidne uzupełnienie wciąż, zdaje się, sporej luki w polskiej literaturze przedmiotu.

"Potworność" to kolejny zestaw tekstów będących prowokacją, dyskusją i zarazem zaproszeniem do refleksji nad rzeczywistością. Powraca Donna Haraway, a Marina Warner przedstawia teksty o stwarzaniu mężczyzny czy o kobietach u władzy.

I rozdział ostatni, "Trans/(gender)queer", czyli wisienka na torcie. Monique Wittig, Leo Bersani, Kate Bornstein czy wreszcie Patrick Califia (w tekście "Męskość") burzą doszczętnie spokój, który niesie porządek modernistyczny. Wywracają rzeczywistość. Do góry nogami. A czasem też i innymi częściami ciała.

Tych tekstów nie da się oczywiście czytać haustem, choć spragnieni myśli genderowej w języku polskim rzucą się na nie. I będą mieli rację. Wybór jest naprawdę niezły, choć zapewne autorzy - jak się domyślam - stanęli przed trudnym zadaniem, co wybrać. Chcących zaczerpnąć poukładanej i rzetelnej informacji z zakresu gender studies uprzedzam lojalnie: to jest podręcznik dla zaawansowanych i siedzących w temacie. Z pewnością jednak ci, którzy przeszli podstawowe genderowe kursy, będą usatysfakcjonowani. Zwłaszcza że każdy z pakietu tekstów poprzedza wstęp i opracowanie.

Ponad 800 stron w cenie 59.90 zł. Plus zawartość merytoryczna. Myślę, że cena nie jest wygórowana. Szkoda że zabrakło indeksu nazwisk i tematycznego - ale nikt nie obiecywał, że w przypadku podręcznika genderowego tego typu będzie łatwo. :-) Poza tym, jak to napisała Rosi Braidotti, cytowana przez Gajewską na samym początku:

Gdyby myślenie było przyjemne, kusiłoby większą liczbę ludzi.

Czytaj także o książce Jonathana Cullera oraz o "Twórczym pisaniu" Izabeli Filipiak.

wtorek, 28 maja 2013

O literaturze teoretycznie

Coś z grubej rury tym razem. Jonathan Culler. W Universitasie w świetnej serii "Horyzonty Nowoczesności" jako tom 102 (!) ukazała się właśnie jego "Literatura w teorii".

(c) Source / CC BY-SA
Jonathan Culler to klasyka. Przynajmniej dla mnie. Uczyłem się z jego książki, wydanej bodaj przez Prószyńskiego i S-kę, do kolokwium z poetyki. Było to lata temu, książeczka była dość cienka - jeśli chodzi o ilość zadrukowanych stron, ale dość gruba - jeśli chodzi o wartość. To tam Culler z lekkością nieznaną na uniwersytetach polskich przełomu tysiącleci opowiadał o zjawiskach takich jak feminizm, poststrukturalizm czy gender studies, które dzisiaj w ustach niektórych polityków i publicystów są - w karykaturalnym wydaniu - szmatką do wycierania niezrozumiałej dla nich współczesności. I która to karykatura - jakby sięgnęli do Cullera chociażby, toby wiedzieli - z gender studies niewiele ma wspólnego.

poniedziałek, 18 maja 2009

W labiryncie myśli

Prof. Tadeusz Gadacz wedle niektórych źródeł jest spod znaku Wagi. I za to ma metafizycznego plusa u autora tego bloga. Ale to tylko anegdota. Bo poważniejszy, solidniejszy i mocniejszy powód do Spotkania z prof. Gadaczem to "Historia filozofii XX wieku".

(c) dakine kane / Foter / CC BY

Pierwszy z zaplanowanych kilku (na pewno sześciu w pierwszym cyklu) tomów monumentalnego projektu napisania historii filozofii XX wieku. Prof. Gadacz nie dość, że sam przeczytał wszystkich opisywanych, nauczył się oryginalnych języków, to w dodatku prześledził korespondencje, notatki i inne marginalne teksty dotąd przez poważnych badaczy raczej ignorowane.