![]() |
| Agnieszka Wolny-Hamkało Fot. fot. Maciej Kulczyński |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joyce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joyce. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 listopada 2017
Niedziela z "Rymsem": Agnieszka Wolny-Hamkało o tłumaczeniach
"Czasem któryś z poetów – także tych często tłumaczonych i obecnych w zagranicznych antologiach współczesnej polskiej poezji – mówi prowokacyjnie, że w przekład tekstów poetyckich w ogóle nie wierzy. Nie znaczy to oczywiście, że uważa tłumaczy za oszustów i hochsztaplerów, żerujących na cudzej pracy" - pisze AGNIESZKA WOLNY-HAMKAŁO w felietonie dla kwartalnika "Ryms".
Autor:
Wyliczanka.eu
o
13:51
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Agnieszka Wolny-Hamkało,
barańczak,
Bartnicki,
Berryman,
Czapski,
dla dzieci,
Dukaj,
Flaubert,
Głowacki,
Hemingway,
Joyce,
Matejko,
niedziela z Rymsem,
poezja,
Pomorski,
Smith,
Sommer,
Sontag,
tłumaczenia
niedziela, 12 kwietnia 2015
Niewierność jako cnota
Gdański festiwal literacki "Odnalezione w tłumaczeniu" spowodował, że czytanie przekładów przestało być już niewinnym zajęciem.
To naprawdę działa. Bo choć od zakończenia tej imprezy dla tłumaczy - która trwała od czwartku, 9 kwietnia, do soboty, 11 kwietnia - minęła zaledwie chwila, to zaglądając dzisiaj do książek, sprawdzałem, kto rzecz przełożył. Autor/autorka tłumaczenia to przecież kwestia istotna, a sama translacja to zagadnienie tyleż fascynujące, co prowokujące do pytań o kondycję rynku literatury czy kulturę przekładu.
![]() |
| (c) "Odnalezione w tłumaczeniu" |
Autor:
Wyliczanka.eu
o
22:04
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Czechowska,
festiwal,
Gdańsk,
Halicka,
Heydel,
Jarniewicz,
Joyce,
Kropiwiec,
Lanzmann,
Marchewka,
news,
Queneau,
Ricoeur,
Roth,
Szymańska,
Tokarczuk,
White
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Nieprzyjemności sztuki
"Wstyd! Hańba! Dość!" - krzyczeli oburzeni widzowie niedawno podczas spektaklu "Do Damaszku" w reżyserii Jana Klaty. Wydarzenia podobne do tych, które miały miejsce w Starym Teatrze Narodowym w Krakowie, zna świat sztuki od dawna.
Dajmy na to przypadek "Kochanka Lady Chatterley" D.H.Lawrence'a. Książki, którą chyba znają wszyscy. "Najprzeróżniejsze typy czytelników, od uczniaków po uczonych, potrafiły streścić fabułę Kochanka, opowiadającą o melancholijnej kobiecie, żonie angielskiego arystokraty, uwikłanej w płomienny romans ze stajennym w majątku męża i ostatecznie uciekającej z kochankiem z pałacu" - pisze Caroline Levine w "Od prowokacji do demokracji". Przypomina też o procesie, jaki przy okazji tej publikacji odbył się w latach 60. ubiegłego wieku. Przysięgli mieli ocenić, czy "wartość literacka tekstu przewyższa jego niszczycielski potencjał". Niszczycielski potencjał? Oczywiście chodzi o przedstawienie niemoralnej seksualności. Albo, po prostu, o przedstawienie seksualności. Pornografia to rzecz, wiadomo, niezbyt przystojna.
Niemniej ciekawa była sprawa związana z "Ulissesem" Joyce'a. Też przecież mocno pornograficznym tekstem. Niby elitarne, niby arcydzieło, a jednak niepokoiło. "Mimo trudności, które sprawiał czytelnikom, Ulisses wywoływał szok u odbiorców hołdujących tradycyjnej moralności, w powieści nie brakowało bowiem czteroliterowych słów i szczegółowych opisów pożądania seksualnego". Dlatego prokurator musiał ogłosić, co następuje: Ulisses "zaczyna się od bluźnierstwa, po czym przechodzi całą drogę przez wszystkie perwersje seksualne, by skończyć się niewyrażalnym brudem i obscenicznością".
![]() |
| Tłum. Antoni Górny, Muza, Warszawa 2013. |
Niemniej ciekawa była sprawa związana z "Ulissesem" Joyce'a. Też przecież mocno pornograficznym tekstem. Niby elitarne, niby arcydzieło, a jednak niepokoiło. "Mimo trudności, które sprawiał czytelnikom, Ulisses wywoływał szok u odbiorców hołdujących tradycyjnej moralności, w powieści nie brakowało bowiem czteroliterowych słów i szczegółowych opisów pożądania seksualnego". Dlatego prokurator musiał ogłosić, co następuje: Ulisses "zaczyna się od bluźnierstwa, po czym przechodzi całą drogę przez wszystkie perwersje seksualne, by skończyć się niewyrażalnym brudem i obscenicznością".
niedziela, 16 czerwca 2013
Ulisses: zmysłowość II || obie melonomiękkie półkule...
No więc jak to jest z tym "Ulissesem", o którym Ernst Robert Curtius powiedział, że to "muzeum psychologii seksualnej"? Przesycony jest zmysłowością, obsceną czy to po prostu zwykła pornografia?
Egon Naganowski w książce o Joysie "Telemach w labiryncie świata" wylicza bez ogródek:
Ano właśnie. A Joyce to robił.
Oczywiście czasy się zmieniły. Od momentu wydania "Ulissesa" rozpiął się na dobre i chyba trwałe (choć kto wie, kto wie...) gorset zahamowań w literaturze. Zmysłowość nie jest już kontrowersją, a tematem. Czasem lepikiem. Marketingowym.
Inna sprawa, że "Ulisses" jest pod tym względem transgresywny. Zatem erotyka czy pornografia to środek wyrazu. Mówiąc oczywiście w wielkim skrócie. I teraz okrutny paradoks polega na tym, że tylko poszukiwacze tanich rozrywek w druku odczytywaliby te wszystkie "momenty" wprost. Podniecając się nimi, do czorta. ;-)
A swoją drogą - pamiętacie teledysk Kate Bush do "The Sensual World"? Tak, tak... Ta piosenka jest inspirowana właśnie monologiem Molly Bloom z"Ulissesa":
Czytaj też o pornograficznej literaturze.
Egon Naganowski w książce o Joysie "Telemach w labiryncie świata" wylicza bez ogródek:
Bloom na naszych oczach, bez najmniejszej żenady i z wyraźną lubością dłubie w nosie, spędza dłuższy czas na sedesie w ubikacji i czytając gazetę, komentuje jednocześnie swoje czynności fizjologiczne, w łaźni patrzy na swój członek, unoszący się na wodzie niby "omdlały pływający kwiat", podniecony ekshibicjonizmem "małej diablicy" Gerty MacDowell onanizuje się i potem wygładza "mokrą koszulę", wieczorem w łóżku całuje "wonne, miękkie, miłe, miodne melony pośladków" śpiącej żony, "obie melonomiękkie półkule w ich miłą miodną bruzdę" i robi wiele innych szokujących, często wstrętnych rzeczy, do których u bohaterów powieściowych jako żywo nie jesteśmy przyzwyczajeni, z wyjątkiem może Mikołaja Srebrempisanego ze "Zmór" Emila Zegadłowicza.
Ano właśnie. A Joyce to robił.
Oczywiście czasy się zmieniły. Od momentu wydania "Ulissesa" rozpiął się na dobre i chyba trwałe (choć kto wie, kto wie...) gorset zahamowań w literaturze. Zmysłowość nie jest już kontrowersją, a tematem. Czasem lepikiem. Marketingowym.
Inna sprawa, że "Ulisses" jest pod tym względem transgresywny. Zatem erotyka czy pornografia to środek wyrazu. Mówiąc oczywiście w wielkim skrócie. I teraz okrutny paradoks polega na tym, że tylko poszukiwacze tanich rozrywek w druku odczytywaliby te wszystkie "momenty" wprost. Podniecając się nimi, do czorta. ;-)
A swoją drogą - pamiętacie teledysk Kate Bush do "The Sensual World"? Tak, tak... Ta piosenka jest inspirowana właśnie monologiem Molly Bloom z"Ulissesa":
Czytaj też o pornograficznej literaturze.
sobota, 15 czerwca 2013
Ulisses: zmysłowość I || 16 czerwca 1904
16 czerwca dokładnie rozgrywa się akcja powieści Jamesa Joyce'a "Ulisses" (ostatnie wydanie - Znak, 2013). Wszyscy o tym słyszeli? Ale kto to czytał z własnej woli? I, przede wszystkim, kto jest zszokowany zawartością? Ręka do góry? ;-)
Tytuł to nawiązanie do "Odysei" Homera. Badacze wskazują zresztą na więcej głębszych powiązań. Także wśród bohaterów (Leopold Bloom jako Odyszeusz, Molly Bloom jako Penelopa itd).
Z perspektywy czytelnika powieści lekkich, łatwych i dających wytchnienie - "Ulisses" jest jednak książką niebywale trudną i wymagającą. Dla wielu jej wartość kończy się tam, gdzie wyznaczane są granice eksperymentu. Paulo Coelho określił to jeszcze prościej i stwierdził, że "Ulisses" to durna książka. Autor "Alchemika" być może nie jest odosobniony w swojej nonszalanckiej opinii, aczkolwiek naprzeciwko siebie ma dość potężną armię poważnych krytyków, którzy o książce Joyce'a twierdzą coś zgoła innego. Że to arcydzieło. Jednak.
Technika strumienia świadomości, niezwykle precyzyjna konstrukcja, muzyczność dzieła literackiego, zapisane szyfry - to wszystko stawia "Ulisses" pomiędzy najwybitniejsze dokonania artystyczne XX wieku. O czym przeczytać dokładniej i konkretniej można w literaturze przedmiotu. Na przykład u Piotra Pazińskiego w "Labiryncie i drzewie". Osadza on szerzej tę niebywałą książkę niż tylko w kontekście literackości.
Jedna z najgorętszych debat, jakie toczyły się wokół "Ulissesa", nie dotyczy jednak wartości dzieła literackiego, ale ma związek z rzekomą pornograficznością i bluźnierstwami. Otwarci na "te sprawy" krytycy polemizowali, twierdząc, że to nie obscena, a sensualność. Opinia publiczna jednak oponowała, a odpowiednie komórki stojące na straży moralności zakazywały druku "Ulissesa" przez długie lata. Na przykład we Francji. O katolickiej Irlandii nie mówiąc.
Mało kto dał się przekonać, że Joyce pisząc przesiąknięte zmysłowością sceny, niósł w sercu celtycką tradycję, która odpowiednio rozkwitała w porze, gdy rozgrywa się akcja "Ulissesa". Wiosna w trzewiach robiła kiedyś wrażenie. Negatywne. Jednak w czasach dominowania na listach bestsellerów E.L.James ze swoim "Greyem" temat nie jest już tak gorący. Chociaż...
c.d.n.
"Ulisses" to powieść grozy. Przynajmniej jeśli o rozmach, fabułę, formę i lekturę chodzi. Opowiada ona o wędrówce po Dublinie głównego bohatera, Leopolda Blooma, jednego, zupełnie zwyczajnego dnia, 16 czerwca 1904 roku. Ale gdzieś w głębi - jest opowieścią umagiczniająca zwyczajność, poetyzującą prozę życia, uwzniaślającą to, co błahe i powszechne.
Tytuł to nawiązanie do "Odysei" Homera. Badacze wskazują zresztą na więcej głębszych powiązań. Także wśród bohaterów (Leopold Bloom jako Odyszeusz, Molly Bloom jako Penelopa itd).
Z perspektywy czytelnika powieści lekkich, łatwych i dających wytchnienie - "Ulisses" jest jednak książką niebywale trudną i wymagającą. Dla wielu jej wartość kończy się tam, gdzie wyznaczane są granice eksperymentu. Paulo Coelho określił to jeszcze prościej i stwierdził, że "Ulisses" to durna książka. Autor "Alchemika" być może nie jest odosobniony w swojej nonszalanckiej opinii, aczkolwiek naprzeciwko siebie ma dość potężną armię poważnych krytyków, którzy o książce Joyce'a twierdzą coś zgoła innego. Że to arcydzieło. Jednak.
Technika strumienia świadomości, niezwykle precyzyjna konstrukcja, muzyczność dzieła literackiego, zapisane szyfry - to wszystko stawia "Ulisses" pomiędzy najwybitniejsze dokonania artystyczne XX wieku. O czym przeczytać dokładniej i konkretniej można w literaturze przedmiotu. Na przykład u Piotra Pazińskiego w "Labiryncie i drzewie". Osadza on szerzej tę niebywałą książkę niż tylko w kontekście literackości.
Jedna z najgorętszych debat, jakie toczyły się wokół "Ulissesa", nie dotyczy jednak wartości dzieła literackiego, ale ma związek z rzekomą pornograficznością i bluźnierstwami. Otwarci na "te sprawy" krytycy polemizowali, twierdząc, że to nie obscena, a sensualność. Opinia publiczna jednak oponowała, a odpowiednie komórki stojące na straży moralności zakazywały druku "Ulissesa" przez długie lata. Na przykład we Francji. O katolickiej Irlandii nie mówiąc.
Mało kto dał się przekonać, że Joyce pisząc przesiąknięte zmysłowością sceny, niósł w sercu celtycką tradycję, która odpowiednio rozkwitała w porze, gdy rozgrywa się akcja "Ulissesa". Wiosna w trzewiach robiła kiedyś wrażenie. Negatywne. Jednak w czasach dominowania na listach bestsellerów E.L.James ze swoim "Greyem" temat nie jest już tak gorący. Chociaż...
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



