Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joyce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joyce. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 listopada 2017

Niedziela z "Rymsem": Agnieszka Wolny-Hamkało o tłumaczeniach

"Czasem któryś z poetów – także tych często tłumaczonych i obecnych w zagranicznych antologiach współczesnej polskiej poezji – mówi prowokacyjnie, że w przekład tekstów poetyckich w ogóle nie wierzy. Nie znaczy to oczywiście, że uważa tłumaczy za oszustów i hochsztaplerów, żerujących na cudzej pracy" - pisze AGNIESZKA WOLNY-HAMKAŁO w felietonie dla kwartalnika "Ryms".

Agnieszka Wolny-Hamkało
Fot. fot. Maciej Kulczyński

niedziela, 12 kwietnia 2015

Niewierność jako cnota

Gdański festiwal literacki "Odnalezione w tłumaczeniu" spowodował, że czytanie przekładów przestało być już niewinnym zajęciem.


(c) "Odnalezione w tłumaczeniu"
To naprawdę działa. Bo choć od zakończenia tej imprezy dla tłumaczy - która trwała od czwartku, 9 kwietnia, do soboty, 11 kwietnia - minęła zaledwie chwila, to zaglądając dzisiaj do książek, sprawdzałem, kto rzecz przełożył. Autor/autorka tłumaczenia to przecież kwestia istotna, a sama translacja to zagadnienie tyleż fascynujące, co prowokujące do pytań o kondycję rynku literatury czy kulturę przekładu.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Nieprzyjemności sztuki

"Wstyd!  Hańba! Dość!" - krzyczeli oburzeni widzowie niedawno podczas spektaklu "Do Damaszku" w reżyserii Jana Klaty. Wydarzenia podobne do tych, które miały miejsce w Starym Teatrze Narodowym w Krakowie, zna świat sztuki od dawna.

Tłum. Antoni Górny, Muza, Warszawa 2013.
Dajmy na to przypadek "Kochanka Lady Chatterley" D.H.Lawrence'a. Książki, którą chyba znają wszyscy. "Najprzeróżniejsze typy czytelników, od uczniaków po uczonych, potrafiły streścić fabułę Kochanka, opowiadającą o melancholijnej kobiecie, żonie angielskiego arystokraty, uwikłanej w płomienny romans ze stajennym w majątku męża i ostatecznie uciekającej z kochankiem z pałacu" - pisze Caroline Levine w "Od prowokacji do demokracji". Przypomina też o procesie, jaki przy okazji tej publikacji odbył się w latach 60. ubiegłego wieku. Przysięgli mieli ocenić, czy "wartość literacka tekstu przewyższa jego niszczycielski potencjał". Niszczycielski potencjał? Oczywiście chodzi o przedstawienie niemoralnej seksualności. Albo, po prostu, o przedstawienie seksualności. Pornografia to rzecz, wiadomo, niezbyt przystojna.

Niemniej ciekawa była sprawa związana z "Ulissesem" Joyce'a. Też przecież mocno pornograficznym tekstem. Niby elitarne, niby arcydzieło, a jednak niepokoiło. "Mimo trudności, które sprawiał czytelnikom, Ulisses wywoływał szok u odbiorców hołdujących tradycyjnej moralności, w powieści nie brakowało bowiem czteroliterowych słów i szczegółowych opisów pożądania seksualnego". Dlatego prokurator musiał ogłosić, co następuje: Ulisses "zaczyna się od bluźnierstwa, po czym przechodzi całą drogę przez wszystkie perwersje seksualne, by skończyć się niewyrażalnym brudem i obscenicznością".

niedziela, 16 czerwca 2013

Ulisses: zmysłowość II || obie melonomiękkie półkule...

No więc jak to jest z tym "Ulissesem", o którym Ernst Robert Curtius powiedział, że to "muzeum psychologii seksualnej"? Przesycony jest zmysłowością, obsceną czy to po prostu zwykła pornografia?



Egon Naganowski w książce o Joysie "Telemach w labiryncie świata" wylicza bez ogródek:

Bloom na naszych oczach, bez najmniejszej żenady i z wyraźną lubością dłubie w nosie, spędza dłuższy czas na sedesie w ubikacji i czytając gazetę, komentuje jednocześnie swoje czynności fizjologiczne, w łaźni patrzy na swój członek, unoszący się na wodzie niby "omdlały pływający kwiat", podniecony ekshibicjonizmem "małej diablicy" Gerty MacDowell onanizuje się i potem wygładza "mokrą koszulę", wieczorem w łóżku całuje "wonne, miękkie, miłe, miodne melony pośladków" śpiącej żony, "obie melonomiękkie półkule w ich miłą miodną bruzdę" i robi wiele innych szokujących, często wstrętnych rzeczy, do których u bohaterów powieściowych jako żywo nie jesteśmy przyzwyczajeni, z wyjątkiem może Mikołaja Srebrempisanego ze "Zmór" Emila Zegadłowicza.

Ano właśnie. A Joyce to robił.

Oczywiście czasy się zmieniły. Od momentu wydania "Ulissesa" rozpiął się na dobre i chyba trwałe (choć kto wie, kto wie...) gorset zahamowań w literaturze. Zmysłowość nie jest już kontrowersją, a tematem. Czasem lepikiem. Marketingowym.

Inna sprawa, że "Ulisses" jest pod tym względem transgresywny. Zatem erotyka czy pornografia to środek wyrazu. Mówiąc oczywiście w wielkim skrócie. I teraz okrutny paradoks polega na tym, że tylko poszukiwacze tanich rozrywek w druku odczytywaliby te wszystkie "momenty" wprost. Podniecając się nimi, do czorta. ;-)

A swoją drogą - pamiętacie teledysk Kate Bush do "The Sensual World"? Tak, tak... Ta piosenka jest inspirowana właśnie monologiem Molly Bloom z"Ulissesa":



Czytaj też o pornograficznej literaturze.

sobota, 15 czerwca 2013

Ulisses: zmysłowość I || 16 czerwca 1904

16 czerwca dokładnie rozgrywa się akcja powieści Jamesa Joyce'a "Ulisses" (ostatnie wydanie - Znak, 2013). Wszyscy o tym słyszeli? Ale kto to czytał z własnej woli? I, przede wszystkim, kto jest zszokowany zawartością? Ręka do góry? ;-)

  

"Ulisses" to powieść grozy. Przynajmniej jeśli o rozmach, fabułę, formę i lekturę chodzi. Opowiada ona o wędrówce po Dublinie głównego bohatera, Leopolda Blooma, jednego, zupełnie zwyczajnego dnia, 16 czerwca 1904 roku. Ale gdzieś w głębi - jest opowieścią umagiczniająca zwyczajność, poetyzującą prozę życia, uwzniaślającą to, co błahe i powszechne.

Tytuł to nawiązanie do "Odysei" Homera. Badacze wskazują zresztą na więcej głębszych powiązań. Także wśród bohaterów (Leopold Bloom jako Odyszeusz, Molly Bloom jako Penelopa itd).

Z perspektywy czytelnika powieści lekkich, łatwych i dających wytchnienie - "Ulisses" jest jednak książką niebywale trudną i wymagającą. Dla wielu jej wartość kończy się tam, gdzie wyznaczane są granice eksperymentu. Paulo Coelho określił to jeszcze prościej i stwierdził, że "Ulisses" to durna książka. Autor "Alchemika" być może nie jest odosobniony w swojej nonszalanckiej opinii, aczkolwiek naprzeciwko siebie ma dość potężną armię poważnych krytyków, którzy o książce Joyce'a twierdzą coś zgoła innego. Że to arcydzieło. Jednak.

Technika strumienia świadomości, niezwykle precyzyjna konstrukcja, muzyczność dzieła literackiego, zapisane szyfry - to wszystko stawia "Ulisses" pomiędzy najwybitniejsze dokonania artystyczne XX wieku. O czym przeczytać dokładniej i konkretniej można w literaturze przedmiotu. Na przykład u Piotra Pazińskiego w "Labiryncie i drzewie". Osadza on szerzej tę niebywałą książkę niż tylko w kontekście literackości.

Jedna z najgorętszych debat, jakie toczyły się wokół "Ulissesa", nie dotyczy jednak wartości  dzieła literackiego, ale ma związek z rzekomą pornograficznością i bluźnierstwami. Otwarci na "te sprawy" krytycy polemizowali, twierdząc, że to nie obscena, a sensualność. Opinia publiczna jednak oponowała, a odpowiednie komórki stojące na straży moralności zakazywały druku "Ulissesa" przez długie lata. Na przykład we Francji. O katolickiej Irlandii nie mówiąc.

Mało kto dał się przekonać, że Joyce pisząc przesiąknięte zmysłowością sceny, niósł w sercu celtycką tradycję, która odpowiednio rozkwitała w porze, gdy rozgrywa się akcja "Ulissesa". Wiosna w trzewiach robiła kiedyś wrażenie. Negatywne. Jednak w czasach dominowania na listach bestsellerów E.L.James ze swoim "Greyem" temat nie jest już tak gorący. Chociaż...

c.d.n.