Zaczyna się jednakowoż od uwagi bardzo uniwersalnej i nadal aktualnej. Tej mianowicie, że "wszelkie, chociażby najbardziej naukowe pisanie o sprawach płciowych zawsze uchodziło za rzecz wysoce drastyczną". Zaraz potem zaczynają się schody. Już to przy zdaniu na przykład następującym (ledwie następna strona wstępu):
Książka ta jest wynikiem pokonania trzech omówionych trudności kobiecej pruderii, skrupułów własnego sumienia oraz własnego subiektywizmu męskiego, pokrywającego się z opinią publiczną.
Bo jakiż jest punkt wyjścia autora do tejże pracy? Ano mocno Darwinistyczny. Konstruktywizm czy stwarzanie płci - w genderowym, współczesnym rozumieniu - obce były raczej Szanterowi, aczkolwiek trzeba mu przyznać, że delikatnie do wielu spraw podchodził. Delikatnie, czyli z dystansem i wrażliwością społeczną zarazem charakterystyczną dla przedstawicieli jego profesyi.
Ech, udziela się nieco język czytanej lektury. Udziela. Ale jak ma być inaczej, skoro czytamy takie zdania tamże:
Obaliwszy w ten sposób władzę kobiety w społeczeństwie pierwotnym, mężczyzna usiłował zlikwidować jego formalny podział na dwie grupy płciowe, stwarzając rodzaj totalizmu w ustroju patriarchalnym. Musiał bowiem rozumieć, że pozostawienie kobiety w oddzielnej grupie społecznej, aczkolwiek słabszej i podporządkowanej, może ją natchnąć do walki wyzwoleńczej i ułatwić zwycięstwo tak samo, jak podobna sytuacja odrębności grupowej ułatwiła zwycięstwo mężczyźnie.
Ot, ciekawe. Bo i faktycznie. Rozdział II dotyczy - doprawdy! - matriarchalnego ustroju społecznego. Sporo tu o obyczajach, odmałpianiu, godach miłosnych czy wreszcie - tym rozdział zamknięty jest - zwyrodnieniem dzikusów. Rozdział III kontynuuje tematykę matriarchatu, wskazując na jego podstawy biologiczne, a rozdział IV i V zajmuje się rewolucją społeczną oraz degradacją społeczną kobiety.
Potem nie przestaje być ciekawie. "Menstruacja zjawiskiem patologicznym" omawia z wielu stron zmitologizowany proces biologiczny, dotykając - dosłownie momentami - problematyki leczenia czy "niehigienicznej samoskrobanki" (!). Kolejne trzy rozdziały to poszerzenie tegoż tematu menstruacyjnego.
Od rozdziału X zaczynają się kwestie typowo społeczne. Czyli najpierw wychowanie dziewcząt, potem niewiasta wśród kapłanów i religii (podrozdział o "gloryfikacji phallusa"), czy uwagi o moralności, charakterze i samowiedzy.
Rozdział XV, "Pokojowe podłoże feminizmu", przynosi między innymi zdanie następujące:
Wiele kobiet, nasłuchawszy się sentymentalnie ckliwych deklamacyj o swym szczytnym "powołaniu macierzyńskim" i o swych ważnych "obowiązkach macierzyńskich" jako o czymś niezwykłym i niecodziennym, woli ślubować dziewictwo lub uprawiać prostytucję, byle nie parać się tym transcendentalnym macierzyństwem.
Urocze? A pewnie. Jak i pozostałe rozdziały "Socjologii kobiety". Wiele zdań i formuł wynotowanych charakteryzujących nie tyle socjologię kobiety jako taką, ale historię myśli socjologicznej w tym zakresie. Dodatkowego smaku temu obszernemu wykładowi nadaje język i fraza.Warto chyba jednak przede wszystkim nadmienić, że autor książki, Stanisław Szanter, to jedna z ważniejszych postaci pierwszej fali feminizmu w Polsce. Dla archiwistek i archiwistów feminizmu - jego praca to pozycja obowiązkowa.
Czytaj także o "Teoriach wywrotowych".