Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gender. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 października 2013

Prawo do przyjemności

"Długo zbierałeś materiały? - spytała znajoma, gdy dowiedziała się, że chcę napisać o książce opowiadającej o kobiecym orgazmie.

(c) Foter / CC BY-NC-SA
Ale tak to już jest. Dowcipy i dowcipaski o seksualności, orgazmach i innych przyjemnostkach tego
typu to chleb powszedni. Otóż właśnie dlatego zapewne Rachel P. Maines, autorka "Technologii orgazmu. 'Histerii', wibratora i zaspokojenia seksualnego kobiet", swoją książkę rozpoczęła od przywołania reakcji publiczności akademickiej na jej pasję badawczą. Czyli na zajmowanie się wibratorami - bo to było na początku.

piątek, 12 lipca 2013

Antykwariat: Socjologia kobiety || Rok 1948

Kiedyś to były koncepcje! Na przykład w takiej "Socjologii kobiety". Książka wydana w 1948 roku wydaje się przedpotopowa. Choć charakter jej wybitnie naukowy. Czyli, chciałoby się rzec, uniwersalny. Chciałoby.


Zaczyna się jednakowoż od uwagi bardzo uniwersalnej i nadal aktualnej. Tej mianowicie, że "wszelkie, chociażby najbardziej naukowe pisanie o sprawach płciowych zawsze uchodziło za rzecz wysoce drastyczną". Zaraz potem zaczynają się schody. Już to przy zdaniu na przykład następującym (ledwie następna strona wstępu):

Książka ta jest wynikiem pokonania trzech omówionych trudności kobiecej pruderii, skrupułów własnego sumienia oraz własnego subiektywizmu męskiego, pokrywającego się z opinią publiczną.

Bo jakiż jest punkt wyjścia autora do tejże pracy? Ano mocno Darwinistyczny. Konstruktywizm czy stwarzanie płci - w genderowym, współczesnym rozumieniu - obce były raczej Szanterowi, aczkolwiek trzeba mu przyznać, że delikatnie do wielu spraw podchodził. Delikatnie, czyli z dystansem i wrażliwością społeczną zarazem charakterystyczną dla przedstawicieli jego profesyi.

Ech, udziela się nieco język czytanej lektury. Udziela. Ale jak ma być inaczej, skoro czytamy takie zdania tamże:

Obaliwszy w ten sposób władzę kobiety w społeczeństwie pierwotnym, mężczyzna usiłował zlikwidować jego formalny podział na dwie grupy płciowe, stwarzając rodzaj totalizmu w ustroju patriarchalnym. Musiał bowiem rozumieć, że pozostawienie kobiety w oddzielnej grupie społecznej, aczkolwiek słabszej i podporządkowanej, może ją natchnąć do walki wyzwoleńczej i ułatwić zwycięstwo tak samo, jak podobna sytuacja odrębności grupowej ułatwiła zwycięstwo mężczyźnie.

Ot, ciekawe. Bo i faktycznie. Rozdział II dotyczy - doprawdy! - matriarchalnego ustroju społecznego. Sporo tu o obyczajach, odmałpianiu, godach miłosnych czy wreszcie - tym rozdział zamknięty jest - zwyrodnieniem dzikusów. Rozdział III kontynuuje tematykę matriarchatu, wskazując na jego podstawy biologiczne, a rozdział IV i V zajmuje się rewolucją społeczną oraz degradacją społeczną kobiety.

Potem nie przestaje być ciekawie. "Menstruacja zjawiskiem patologicznym" omawia z wielu stron zmitologizowany proces biologiczny, dotykając - dosłownie momentami - problematyki leczenia czy "niehigienicznej samoskrobanki" (!). Kolejne trzy rozdziały to poszerzenie tegoż tematu menstruacyjnego.

Od rozdziału X zaczynają się kwestie typowo społeczne. Czyli najpierw wychowanie dziewcząt, potem niewiasta wśród kapłanów i religii (podrozdział o "gloryfikacji phallusa"), czy uwagi o moralności, charakterze i samowiedzy.

Rozdział XV, "Pokojowe podłoże feminizmu", przynosi między innymi zdanie następujące:

Wiele kobiet, nasłuchawszy się sentymentalnie ckliwych deklamacyj o swym szczytnym "powołaniu macierzyńskim" i o swych ważnych "obowiązkach macierzyńskich" jako o czymś niezwykłym i niecodziennym, woli ślubować dziewictwo lub uprawiać prostytucję, byle nie parać się tym transcendentalnym macierzyństwem.

Urocze? A pewnie. Jak i pozostałe rozdziały "Socjologii kobiety". Wiele zdań i formuł wynotowanych charakteryzujących nie tyle socjologię kobiety jako taką, ale historię myśli socjologicznej w tym zakresie. Dodatkowego smaku temu obszernemu wykładowi nadaje język i fraza.Warto chyba jednak przede wszystkim nadmienić, że autor książki, Stanisław Szanter, to jedna z ważniejszych postaci pierwszej fali feminizmu w Polsce. Dla archiwistek i archiwistów feminizmu - jego praca to pozycja obowiązkowa.

Czytaj także o "Teoriach wywrotowych".

czwartek, 11 lipca 2013

Lektura wymagająca: Teorie wywrotowe || 59,90 zł

Książek grubych i dobrych oraz nowych nie doświadczysz, Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, wiele. Książek grubych, dobrych, nowych i pobudzających do myślenia - prawie wcale. Ale oto przybywa do nas kilogramowe (?) tomiszcze pod redakcją Agnieszki Gajewskiej. Tytuł wymarzony. "Teorie wywrotowe" (Wydawnictwo Poznańskie, 2012).


Cóż to za książka ta "Teorie wywrotowe"? Agnieszka Gajewska, badaczka z uniwersytetu w Poznaniu, pisze we wstępie, że

Teoria wywrotowa jest zaangażowana politycznie, społecznie oraz emocjonalnie, a przy tym nastawiona na dyskusje i wymianę poglądów, dlatego wiele z prezentowanych artykuł cechuje modalność oraz podawanie w wątpliwość własnych tez.

O jakich artykułach mowa? O przeróżnych. I w tej przeróżności moc. Założenie jest takie, żeby pokazać przenikanie się, dyskusję, polifonię. W ten sposób całość jest podzielona dość umownie.

Najpierw mamy "Dopiski". Znalazły się tam osobiste wyznania Betty Friedan, znanej feministki, autorki klasycznej pozycji "The Feminine Mystique". Mamy też Susan Bordo, jak i również popularną w ostatnich latach i w Polsce w kręgach genderowych Judith Butler, autorkę "Gender Trouble".

Następna część, "Rewolty", przynosi teksty m.in. Donny Haraway ("Manifest gatunków stowarzyszonych") czy Rosi Braidotti ("Etyka stawania-się-niewykrywalnym"), gdzie wchodzimy w szczegółowe zagadnienia koncepcji nomadyzmu.

Pakiet tekstów zamkniętych w rozdziale "Kobietyzm" to dwa fragmenty z Alice Walker, a następnie teksty Layli Phillips czy Deborah E. McDowell. To ważny rozdział. Bo dotyczący kobiecych studiów afroamerykańskich. Ponad 100 stron z tekstami tej części to solidne uzupełnienie wciąż, zdaje się, sporej luki w polskiej literaturze przedmiotu.

"Potworność" to kolejny zestaw tekstów będących prowokacją, dyskusją i zarazem zaproszeniem do refleksji nad rzeczywistością. Powraca Donna Haraway, a Marina Warner przedstawia teksty o stwarzaniu mężczyzny czy o kobietach u władzy.

I rozdział ostatni, "Trans/(gender)queer", czyli wisienka na torcie. Monique Wittig, Leo Bersani, Kate Bornstein czy wreszcie Patrick Califia (w tekście "Męskość") burzą doszczętnie spokój, który niesie porządek modernistyczny. Wywracają rzeczywistość. Do góry nogami. A czasem też i innymi częściami ciała.

Tych tekstów nie da się oczywiście czytać haustem, choć spragnieni myśli genderowej w języku polskim rzucą się na nie. I będą mieli rację. Wybór jest naprawdę niezły, choć zapewne autorzy - jak się domyślam - stanęli przed trudnym zadaniem, co wybrać. Chcących zaczerpnąć poukładanej i rzetelnej informacji z zakresu gender studies uprzedzam lojalnie: to jest podręcznik dla zaawansowanych i siedzących w temacie. Z pewnością jednak ci, którzy przeszli podstawowe genderowe kursy, będą usatysfakcjonowani. Zwłaszcza że każdy z pakietu tekstów poprzedza wstęp i opracowanie.

Ponad 800 stron w cenie 59.90 zł. Plus zawartość merytoryczna. Myślę, że cena nie jest wygórowana. Szkoda że zabrakło indeksu nazwisk i tematycznego - ale nikt nie obiecywał, że w przypadku podręcznika genderowego tego typu będzie łatwo. :-) Poza tym, jak to napisała Rosi Braidotti, cytowana przez Gajewską na samym początku:

Gdyby myślenie było przyjemne, kusiłoby większą liczbę ludzi.

Czytaj także o książce Jonathana Cullera oraz o "Twórczym pisaniu" Izabeli Filipiak.

wtorek, 28 maja 2013

O literaturze teoretycznie

Coś z grubej rury tym razem. Jonathan Culler. W Universitasie w świetnej serii "Horyzonty Nowoczesności" jako tom 102 (!) ukazała się właśnie jego "Literatura w teorii".

(c) Source / CC BY-SA
Jonathan Culler to klasyka. Przynajmniej dla mnie. Uczyłem się z jego książki, wydanej bodaj przez Prószyńskiego i S-kę, do kolokwium z poetyki. Było to lata temu, książeczka była dość cienka - jeśli chodzi o ilość zadrukowanych stron, ale dość gruba - jeśli chodzi o wartość. To tam Culler z lekkością nieznaną na uniwersytetach polskich przełomu tysiącleci opowiadał o zjawiskach takich jak feminizm, poststrukturalizm czy gender studies, które dzisiaj w ustach niektórych polityków i publicystów są - w karykaturalnym wydaniu - szmatką do wycierania niezrozumiałej dla nich współczesności. I która to karykatura - jakby sięgnęli do Cullera chociażby, toby wiedzieli - z gender studies niewiele ma wspólnego.