Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykwariat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykwariat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 października 2016

Spóźniona lekcja historii

Dziś jest Dzień Nauczyciela. Dobrze się składa, bo przyszły do mnie stare podręczniki do historii. I od razu stałem się trochę sentymentalny.


Moim nauczycielem historii w liceum (V Liceum Ogólnokształcącym w Krakowie) był legendarny prof. MAREK EMINOWICZ. Uwielbiany i budzący grozę jednocześnie.

piątek, 9 września 2016

Żeleński pośród mroków

Pamiętam mój zachwyt nad publicystyką TADEUSZA ŻELEŃSKIEGO (BOYA). To było już dobrych kilka lat temu, ale otwierając ponownie jego tomiszcze, stwierdzam, że niewiele się zmieniło.


Owo tomiszcze kupiłem najpewniej gdzieś w antykwariacie. Kartki są już mocno pożółkłe, książka się rozpada - ale co z tego, skoro wiele treści jest tu wciąż aktualnych.

piątek, 2 września 2016

Poezje Gałczyńskiego

Jestem pewien, że znalazłoby się tutaj potężne grono fanów GAŁCZYŃSKIEGO. Nie mylę się, prawda?


KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI to legenda, a jego poezja to fenomen.

piątek, 26 sierpnia 2016

Zabawy literackie Markiewicza

Wśród moich literaturoznawczych idoli profesor HENRYK MARKIEWICZ zajmuje jedno z najważniejszych miejsc.



Mam u siebie na półce kilka książek profesora MARKIEWICZA. Część z nich została jeszcze z czasów studenckich, ale kilka kupiłem już po zakończeniu edukacji.

poniedziałek, 7 marca 2016

Antykwariat: "NaGłos"

Było kiedyś, całkiem niedawno w sumie, świetne czasopismo literackie. "NaGłos" się nazywało, w Krakowie je wydawano, i publikowali w nim najlepsi.


Szczęśliwym trafem posiadam jeszcze trzy numery "NaGłosu". Do wczoraj stały gdzieś schowane na półkach w drugim rzędzie. Musiałem jednak ostatnio sięgnąć po nie i okazało się, że wśród nazwisk drukowanych na tamtych łamach faktycznie są najwięksi.

środa, 3 września 2014

Grechuta bez zarzutu

Marek Grechuta z książki Majewskiego okazuje się przede wszystkim artystą. Bo człowieka jest w tym portrecie niestety już nieco mniej.

Pomnikowy Grechuta
(c) magro_kr / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial-NoDerivs 2.0 Generic (CC BY-NC-ND 2.0)
Że Marek Grechuta miał niezwykłą biografię - czuje się to od pierwszych stron, w których mamy szczegółowe opisy pochodzenia artysty i jego kontaktu ze światem sztuki. Autor, wyraźnie oczarowany Grechutą, kolejne karty opowieści o swoim bohaterze przekłada z czcią i szacunkiem. Tu nie ma miejsca na rysy. Ani na cienie.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Panienka z PRL-owskiego okienka

Ciepła woda jako towar luksusowy, socjologia mylona z socjalizmem i lody od Grycana. Co jeszcze trzeba, by obudzić wspomnienia?
Maluch - luksus epoki gierkowskiej
(c) Lethatechnique / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-NC-SA 2.0)
No tak, to oczywiste. O Malucha chodzi, czyli jeden z symboli gierkowskiej prosperity. Stawiany zresztą obok innych osiągnięć: proszku "IXI" uchodzącego w latach 60. za prawdziwy cud pralniczej techniki, jogurtu owocowego w kolorowych tekturowych kubeczkach i soku pomarańczowego w blaszanych puszkach. Części z Was pewnie łza w oku się zakręci na wspomnienie tychże.

wtorek, 15 lipca 2014

Niechaj pierwszy rzuci kamień ten...

Czy można zniszczyć życie, zanim osiągnie się pełnoletność? Niestety. Christiane F. przyszło to bez większego wysiłku.

(c) Mundus Gregorius / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-NC-SA 2.0)

Zaczęło się od dyskotek. I tego, że pewien chłopak był bezbłędnie zachwycający. Potem ktoś poczęstował ją narkotykiem raz, drugi, a za którymś-tam-kolejnym szybko się okazało, że dziewczyna jest uzależniona. Mimo inteligencji, wrażliwości i osobowości, Christiane stoczyła się na dno. Wpadła w wir, z którego nie byli wstanie wyciągnąć ją najbliżsi.

sobota, 19 kwietnia 2014

Otwórz usta i powiedz "Aaaa"

Zdrowy apetyt i poczucie humoru - oto dwie cechy, które powinien mieć dobry kucharz. Przynajmniej zdaniem Margaret Yardley Potter.


Margaret Yardley Potter, z domu Yardley, nie była urodziwą kobietą. W przeciwieństwie do swojej młodszej siostry, Elizabeth. Kiedy przedstawiano Margaret na przyjęciach, zdarzało się, że goście zatrzymywali wzrok na niej i mówili "Ty zapewne doskonale gotujesz". Wyrafinowany, doprawdy, komplement. Ale akurat tak się składa, że ona faktycznie dobrze gotowała. Poza tym była czarująca i powszechnie lubiana.

Mogła poślubić więc każdego, kogo chciała. Ale niestety podjęła decyzję niekorzystną. Wyszła za mąż za niejakiego Sheldona Pottera. Był on charyzmatycznym prawnikiem, który wprawdzie wyróżniał się inteligencją, ale był też przy tym niezwykle narcystyczny i wybuchowy, dowcipny, ale i złośliwy, sentymentalny, ale i bardzo niewierny.

środa, 8 stycznia 2014

Mitologia on-line

Od kilku dni kartkuję - znowu, po latach - jedną z najlepszych książek o mitologii. I zachwycam się jej bogactwem.

Z obszernymi "Mitami greckimi" Roberta Gravesa zetknąłem się po raz pierwszy w liceum. Musiałem je czytać obok "Mitologii" Jana Parandowskiego. I nie byłem z tego powodu specjalnie szczęśliwy. Parandowski był bowiem przyjemnym bajarzem w porównaniu z Gravesem. Snuł swoje opowieści raczej na luzie, bez dyscypliny charakterystycznej dla badacza. Jakby dzielił się historiami uniwersalnymi - językiem i sposobem narracji przerzucając pomost pomiędzy tym, co działo się w wyobraźni przed wiekami a tym, co wiemy o naturze ludzkiej współcześnie.

Parandowski tłumaczył "Mitologię" na język obecny, pokazując ciągłość tradycji. Po prostu. I w bardzo prosty sposób.

Graves działał inaczej. Był i, co widzę wyraźnie i dziś, jest bardziej uniwersytecki. Jego "Mity greckie" mają przede wszystkim inną strukturę. Porwaną, niekompletną. Widać to już na poziomie poszczególnych rozdziałów ponumerowanych niczym osobne szufladki z osobnymi historiami - czasem wersjami poszczególnych mitów. Każda więc z części, precyzyjnie i kolejno oznaczonych, jest podzielona na akapity - także opatrzone sygnaturą - i wzbogacona odpowiednimi komentarzami i przypisami. W ten sposób mamy wgląd nie tylko w różnice pomiędzy konkretnymi opowieściami, ale i dostajemy rzetelny spis źródeł.

wtorek, 29 października 2013

O Eco, który kradnie nam rzeczywistość

Siedem dni na realizację perfekcyjnego pragnienia: zanurzenia się w świecie, który nas wyprowadzi z ponurej rzeczywistości. Uda się?

Noir Sur Blanc, Warszawa 2012.
Na początku wszystko pcha nas ku rzeczywistości. We wstępie do "Imienia róży", bo o tej książce mowa, autor stwarza pozory autentyczności ("stwarzać pozory autentyczności" - jak to w ogóle brzmi!). Pisze, że rękopis, który ma zamiar przedstawić, odnalazł, pozyskał, teraz go światu pokaże, a niejako na potwierdzenie faktów - i, przy okazji, udramatyzowanie okoliczności - mówi jeszcze o rozstaniu z tajemniczą bliską osobą. Pustka w sercu nie będzie prędko zapełniona.

W każdym razie nie odbędzie się to tak szybko, jakby chciała osoba rzeczywiście smutna po rozstaniu. Tu nasza uwaga zresztą prędko się przesuwa ku innemu otoczeniu, ku innym czasom.

Więc już nie wiek XX, a rok 1327. A konkretnie północne Włochy. Przybywa tutaj brat Wilhelm ze swoim uczniem Adso. To on opowiada historię nauczyciela. "Nie wiedziałem wtedy, czego brat Wilhelm szuka, i prawdę mówiąc, nie wiem tego po dziś dzień, a przypuszczam też, że i on tego nie wiedział, jedynym bowiem pragnieniem, jakie nim kierowało, było pragnienie prawdy i podejrzenie — które zawsze w moim przekonaniu żywił — iż prawdą nie jest to, co ukazuje nam się w chwili teraźniejszej" - by zacytować jedno z pierwszych zdań.

piątek, 2 sierpnia 2013

Antykwariat: Morsztyn

Upały znano w XVII wieku i niekoniecznie były efektem działań możnych kobiet francuskich, o których pisałem TU. Jan Andrzej Morsztyn, jeden z najznamienitszych poetów w dziejach literatury polskiej, upałom poświęcił nawet osobny tom. Tak można wnioskować przynajmniej po tytule "Kanikuła albo Psia gwiazda" (1647).


Jan Andrzej Morsztyn, notowany w najważniejszych podręcznikach do literatury polskiej, pisał w zasadzie dla zabawy i... dla znajomych. Nie dla druku. Jego zbiory z XVII wieku zostały odkryte i wydane dopiero w XIX wieku, gdy rozwój filologii uniwersyteckiej pozwolił docenić koncepty i zręczność słownej żonglerki poety.

wtorek, 23 lipca 2013

Jak pozyskać sympatię?

Irena Gumowska to autorka klasycznych podręczników savoir-vivre'u. Sam jestem szczęśliwym posiadaczem "ABC dobrego wychowania" - książki niebywale pożytecznej. I chyba nieco zapomnianej, nie tylko przez biznes księgarski.

(c) benjaminasmith / Foter / CC BY-SA
Książka jest obszerna i dotyczy rozmaitych spraw. Pracy nad sobą, zdrowia, uroku osobistego, indywidualności, elegancji, pochwały starości (!), ubrania, jedzenia, a nawet współlokatorów. Są też uwagi na temat wesela, a nawet śmierci (reakcja w tym wypadku również może mieścić się w pewnym kanonie; albo i nie...).

piątek, 12 lipca 2013

Antykwariat: Socjologia kobiety || Rok 1948

Kiedyś to były koncepcje! Na przykład w takiej "Socjologii kobiety". Książka wydana w 1948 roku wydaje się przedpotopowa. Choć charakter jej wybitnie naukowy. Czyli, chciałoby się rzec, uniwersalny. Chciałoby.


Zaczyna się jednakowoż od uwagi bardzo uniwersalnej i nadal aktualnej. Tej mianowicie, że "wszelkie, chociażby najbardziej naukowe pisanie o sprawach płciowych zawsze uchodziło za rzecz wysoce drastyczną". Zaraz potem zaczynają się schody. Już to przy zdaniu na przykład następującym (ledwie następna strona wstępu):

Książka ta jest wynikiem pokonania trzech omówionych trudności kobiecej pruderii, skrupułów własnego sumienia oraz własnego subiektywizmu męskiego, pokrywającego się z opinią publiczną.

Bo jakiż jest punkt wyjścia autora do tejże pracy? Ano mocno Darwinistyczny. Konstruktywizm czy stwarzanie płci - w genderowym, współczesnym rozumieniu - obce były raczej Szanterowi, aczkolwiek trzeba mu przyznać, że delikatnie do wielu spraw podchodził. Delikatnie, czyli z dystansem i wrażliwością społeczną zarazem charakterystyczną dla przedstawicieli jego profesyi.

Ech, udziela się nieco język czytanej lektury. Udziela. Ale jak ma być inaczej, skoro czytamy takie zdania tamże:

Obaliwszy w ten sposób władzę kobiety w społeczeństwie pierwotnym, mężczyzna usiłował zlikwidować jego formalny podział na dwie grupy płciowe, stwarzając rodzaj totalizmu w ustroju patriarchalnym. Musiał bowiem rozumieć, że pozostawienie kobiety w oddzielnej grupie społecznej, aczkolwiek słabszej i podporządkowanej, może ją natchnąć do walki wyzwoleńczej i ułatwić zwycięstwo tak samo, jak podobna sytuacja odrębności grupowej ułatwiła zwycięstwo mężczyźnie.

Ot, ciekawe. Bo i faktycznie. Rozdział II dotyczy - doprawdy! - matriarchalnego ustroju społecznego. Sporo tu o obyczajach, odmałpianiu, godach miłosnych czy wreszcie - tym rozdział zamknięty jest - zwyrodnieniem dzikusów. Rozdział III kontynuuje tematykę matriarchatu, wskazując na jego podstawy biologiczne, a rozdział IV i V zajmuje się rewolucją społeczną oraz degradacją społeczną kobiety.

Potem nie przestaje być ciekawie. "Menstruacja zjawiskiem patologicznym" omawia z wielu stron zmitologizowany proces biologiczny, dotykając - dosłownie momentami - problematyki leczenia czy "niehigienicznej samoskrobanki" (!). Kolejne trzy rozdziały to poszerzenie tegoż tematu menstruacyjnego.

Od rozdziału X zaczynają się kwestie typowo społeczne. Czyli najpierw wychowanie dziewcząt, potem niewiasta wśród kapłanów i religii (podrozdział o "gloryfikacji phallusa"), czy uwagi o moralności, charakterze i samowiedzy.

Rozdział XV, "Pokojowe podłoże feminizmu", przynosi między innymi zdanie następujące:

Wiele kobiet, nasłuchawszy się sentymentalnie ckliwych deklamacyj o swym szczytnym "powołaniu macierzyńskim" i o swych ważnych "obowiązkach macierzyńskich" jako o czymś niezwykłym i niecodziennym, woli ślubować dziewictwo lub uprawiać prostytucję, byle nie parać się tym transcendentalnym macierzyństwem.

Urocze? A pewnie. Jak i pozostałe rozdziały "Socjologii kobiety". Wiele zdań i formuł wynotowanych charakteryzujących nie tyle socjologię kobiety jako taką, ale historię myśli socjologicznej w tym zakresie. Dodatkowego smaku temu obszernemu wykładowi nadaje język i fraza.Warto chyba jednak przede wszystkim nadmienić, że autor książki, Stanisław Szanter, to jedna z ważniejszych postaci pierwszej fali feminizmu w Polsce. Dla archiwistek i archiwistów feminizmu - jego praca to pozycja obowiązkowa.

Czytaj także o "Teoriach wywrotowych".