We wstępie do dziełka czytamy tak:
W pierwszym rozdziale opowiem o wpływie flagellacji na fizykę miłości. W drugim wyjaśnię, w jaki sposób biczyk skutki swoje wywołuje. Trzeci rozdział pokaże szczegółowo błędy popełniane w sztuce flagellacji.Flagellacji? Cóż to jest właściwie?! Rzut oka do dobrego wuja google.pl przynosi odpowiedź następującą: "samobiczowanie, dewiacja parareligijna; biczowanie ciała, pośladków, ud, podbrzusza". Praktyka religijna? Ejże. Okładka raczej przeczy, by o świętości jakieś chodziło. Tu raczej bliżej do spraw diabelskich. Nie dla aniołków to lektura.
Czytamy bowiem tutaj o mężczyznach, którzy tracą temperament około lat trzydziestu, "a z czwartym krzyżykiem zupełnie dziadzieją". Potem o paniach, które o siebie dbają i zamieszkują w nowych "klasztorach kurtyzan, uczęszczanych nie mniej chętnie niż niegdysiejsze świątynie, równie bogato strojone". A potem też o "sięganiu po nowe odmiany rozkoszy".
Brzmi niepokojąco? No ba. Niepokojące to mało powiedziane. A im dalej w las... Ech, może nawet lepiej tych porównań unikać tu, bo metafory same się narzucają. Zwłaszcza że tekst nie pozostawia wątpliwości:

