Główna bohaterka, Helena, to postać poraniona. Przez rodziców i najbliższych traktowana chłodno, potem nie umie dzielić się ciepłem, którego tak bardzo pragnie. Wybiera pielęgniarstwo. Chce pomagać innym. Chce za bardzo. Coś, co może być pasją i misją, okazuje się listą zadań do wykonania. Dochodzą do tego rozczarowania życiowe. I tajemnica jej splątanej tożsamości, którą po kawałku - niczym cebulę - odkrywa. Niestety, nigdy nie umie pogodzić się ze sobą. Pełna napięć i pretensji przenosi gorycz na swojego syna, Petera.
Rzecz rozgrywa się w ciągu XX wieku. Franck historie cywilizacji odmalowuje mimochodem - opisując na przykład barwny Berlin lat 20. czy tzw. kwestie żydowskie (z tym także boryka się główna bohaterka). Co ciekawe, do opisywania zjawisk i rzeczywistości przeszłej, używa ona granic opisu języka współczesnego. Widać to najmocniej przy okazji obrazków o inicjacji seksualnej czy zbliżeniu osób tej samej płci. Mówiła mi o tym w wywiadzie (całość TUTAJ):
- (...) fabuła rozciągnięta jest na wielu płaszczyznach czasowych. Mamy czas historyczny, np. Berlin lat 20., mamy też współczesność, czas opowiedziany.
- One się zazębiają, bo pracowałam bardzo chronologicznie. Zaczynałam od prologu, od razu wiedząc, że jest to rodzaj zakończenia powieści, że tutaj, do tego momentu w fabule, kiedyś dojdę. Do tych dwóch wspomnianych przez pana czasów dorzuciłabym czas trzeci schowany w języku. Opisuje on bowiem w sposób niebywale dokumentalny pewne zjawiska dotyczące seksualności czy małżeństwa ze współczesnej perspektywy. Ileś lat temu nie można było tak pisać. Nie było odpowiedniego języka. Wiem to także ze spotkań z czytelnikami. Na przykład mężczyźni - teraz już dorośli, a będący chłopcami w czasach, jakie opisuje w książce - są zdziwieni, jak bardzo wiernie potrafiłam oddać ducha tamtej rzeczywistości, tamte uczucia. Równocześnie jednak jest zaskakujące dla nich to, w jaki sposób opisuje seksualność z tamtej epoki, o której się wtedy nie mówiło i na którą nie było wtedy języka.
Dwie najsilniejsze wartości tej książki to właśnie fabuła i język. W pierwszej przejawia się niebywały talent narracyjny autorki (świetna kompozycja!), w drugim - poetyckie spektrum opowiadania o ludzkich niemocach i porażkach. A także dowód na to, jak świetnym tworzywem literackim jest życiowa przegrana.
"Południca" to jedna z najważniejszych książek, jakie przeczytałem w tym roku.
0 komentarze:
Prześlij komentarz