niedziela, 25 lipca 2010

Niemoce i porażki

Julia Franck, rocznik 1970, została opisana jako "pisarka średniego pokolenia", co uświadomiło mi, jak przesunięte obecnie ku młodości kategorie czasowe objęły także życie literackie. Ale to nie jest takie ważne. Istotniejszą sprawą jest jej książka, "Południca".

(c) Australian War Memorial collection / Foter / No known copyright restrictions

Główna bohaterka, Helena, to postać poraniona. Przez rodziców i najbliższych traktowana chłodno. Nie potrafi potem dzielić się ciepłem, którego tak bardzo pragnie. Wybiera pielęgniarstwo. Chce pomagać innym.

Ale Helena chce za bardzo. Coś, co może być pasją i misją, okazuje się listą zadań do wykonania. Dochodzą do tego rozczarowania życiowe. I tajemnica jej splątanej tożsamości, którą po kawałku - niczym cebulę - odkrywa. Niestety, nigdy nie umie pogodzić się ze sobą. Pełna napięć i pretensji przenosi gorycz na swojego syna, Petera.

Rzecz rozgrywa się w ciągu XX wieku. Franck historie cywilizacji odmalowuje mimochodem - opisując na przykład barwny Berlin lat 20. czy tzw. kwestie żydowskie (z tym także boryka się główna bohaterka).

Co ciekawe, do opisywania zjawisk i rzeczywistości przeszłej, używa języka współczesnego. Widać to najmocniej przy okazji obrazków o inicjacji seksualnej czy zbliżeniu osób tej samej płci.

Mówiła o tym w wywiadzie:

Marcin Wilk: - (...) fabuła rozciągnięta jest na wielu płaszczyznach czasowych. Mamy czas historyczny, np. Berlin lat 20., mamy też współczesność, czas opowiedziany.

Julia Franck: - One się zazębiają, bo pracowałam bardzo chronologicznie. Zaczynałam od prologu, od razu wiedząc, że jest to rodzaj zakończenia powieści, że tutaj, do tego momentu w fabule, kiedyś dojdę. Do tych dwóch wspomnianych przez pana czasów dorzuciłabym czas trzeci schowany w języku. Opisuje on bowiem w sposób niebywale dokumentalny pewne zjawiska dotyczące seksualności czy małżeństwa ze współczesnej perspektywy. Ileś lat temu nie można było tak pisać. Nie było odpowiedniego języka. Wiem to także ze spotkań z czytelnikami. Na przykład mężczyźni - teraz już dorośli, a będący chłopcami w czasach, jakie opisuje w książce - są zdziwieni, jak bardzo wiernie potrafiłam oddać ducha tamtej rzeczywistości, tamte uczucia. Równocześnie jednak jest zaskakujące dla nich to, w jaki sposób opisuje seksualność z tamtej epoki, o której się wtedy nie mówiło i na którą nie było wtedy języka.


Mocne strony tej książki to fabuła i język. W pierwszej przejawia się niebywały talent narracyjny autorki (świetna kompozycja!), w drugim - poetyckie spektrum opowiadania o ludzkich niemocach i porażkach. A także dowód na to, jak świetnym tworzywem literackim jest życiowa przegrana.

Przeł. Krzysztof Jachimczak,
W.A.B., Warszawa 2010.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz