czwartek, 14 czerwca 2012

Pomiędzy Miłoszem a Giedroyciem

Kolejny tom korespondencji między Czesławem Miłoszem a Jerzym Giedroyciem jest arcyciekawy.

Miłosz pozwala sobie w korespondencji na uwagi pod adresem feministek.
>> Mój Drogi, Widzę, że próbujesz kontratakować na moje pretensje. Obawiam się, że nie zanadto przekonująco. Jeśli dość często zwracam się do Ciebie z jakimiś propozycjami pisania - to rozumiem, że albo nie masz czasu, albo temat Ci nie odpowiada. Ale niczego więcej nie chcę, jak tylko, byś mi w paru słowach odpisał, że nie. To nie jest ostatecznie zbyt absorbujące. 

- pisze Jerzy Giedroyc.


Ale czy Miłosz i Giedroyc piszą tylko o wzajemnych zobowiązaniach? Oczywiście, że nie. Od pierwszych stron pojawiają się opinie i komentarze dotyczące mało znanych faktów z życia innych pisarzy.

O Kazimierzu Orłosiu, "młodym pisarzu z kraju" (Orłoś w 1973 roku miał niecałe 40 lat), który składa rękopis książki u Giedroycia; o Leszku Kołakowskim, który opublikował właśnie "Obecność mitu" ("Książka bardzo ciekawa i ważna, szkoda tylko, że sobie popuszcza językowo, używając słów poza żargonem uniwersyteckim nieznanych" - wyraża swoją opinię redaktor "Kultury); o Kazimierzu Brandysie ("Czyś czytał Brandysa »Wariacje pocztowe«? Okropna książka. I oburzająca" - pyta i stwierdza Czesław Miłosz).

Szukający plotek i opinii kontrowersyjnych będą więc mieli do czynienia z ogromnym archiwum uwag, komentarzy i ocen. Zwłaszcza w wykonaniu Czesława Miłosza (a przynajmniej one brzmią ekscytująco).

>> Był też Konwicki, ale widzieć się z nim nie miałem czasu. Tu zrobił wrażenie nudziarza i człowieka zainteresowanego tylko sposobami, jakby zarobić.

- pisał autor "Doliny Issy".

>> Wyzwolone kobiety (plaga ludzkości) cel osiągnęły i Chairman zmienił się u nas w Chairperson.

 - komentuje walkę feministek w latach 70. na amerykańskich uniwersytetach późniejszy laureat Nagrody Nobla.

Czytelnik, Warszawa 2012.
>> Twierdzisz, że ja się staję olimpijski. A kim mam być, na Boga ojca, po polsku pisząc, tj. w języku idiotów? Nawet listy przekładów z polskiej literatury boję się podać, żeby nie zaczęli krzyczeć, że samoreklamę uprawiam. 

- pisze Miłosz. 

Fragment tekstu opublikowanego na łamach "Dziennika Polskiego".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz