wtorek, 14 sierpnia 2012

Osiem lat bez Miłosza

Mija osiem lat od śmierci Czesława Miłosza. Gdyby żył miałby 101 lat i to jest już wiek imponujący. Ale nie o tym, jak imponujący byłby Miłosz dzisiaj, tylko jak imponujący był w roku 1980.

Miłosz w obiektywie Danuty Węgiel
Oto mam w rękach "Kwartalnik Artystyczny" 2/2011. W całości poświęcony Czesławowi Miłoszowi. Tam rodzaj wspomnienia Renaty Gorczyńskiej pod tytułem "Sekretarz osobista". I kilka smaczków. Akurat na rocznicę. ;-)



"C.M. przyjął mnie z niespotykaną serdecznością i natychmiast wyciągnął wódkę z zamrażalnika. Żartobliwie skomentował fakt uzyskania Nagrody Nobla. 'Ale narozrabiałem! To zemsta Żmudzina nad wrogami'. I dodał tonem serio: 'Teraz będę mógł ogłosić naprawdę genialne dzieło Oskara Miłosza'. Jego żona komentuje z leżanki w sąsiednim pokoju: 'Czesław, przestań mówić głupstwa'". (21 X 1980)

"Pani Janka ze swojej leżanki: 'Czesław, nie rób z siebie primadonny'. Jest głosem sardonicznego rozsądku. Czy będę świadkiem przemiany człowieka w Laureata? C.M. podchodzi do całego zamieszania z dystansem: 'Tak głupio stawać się nagle klasykiem. Niby wszystko jest jak dawniej, a jednak...'". (24 X 1980)

"C.M. nawet nie zauważa, że zajmuje mi całe dnie, od rana do nocy, choć z początku obiecywał, że będę miała sporo czasu na pracę nad książką". (30 X 1980)

"Wieczorem gadanie z C.M. w towarzystwie jego brata i syna Tony'ego, który oświadczył, że po Noblu chce pojechać do Polski. C.M. ma trochę w czubie, recytuje sprośnego Fredrę, a potem, w związku z listem wydawcy z Francji, mówi ze śmiechem: 'Prowincja, zatęchła prowincja z tej Francji'". (1 XI 1980)

"Zawożę C.M. samochodem do San Francisco. Mój chlebodawca snuje uwagi na temat przyjaźni damsko-męskich, w końcu dodaje: 'Byłem kiedyś ładnym chłopcem'. 'Nic panu i dzisiaj nie brakuje' - odpowiadam. Tak, jest łasy na komplementy. Część jego natury jest uwodzicielska'". (11 XI 1980)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz