niedziela, 7 lipca 2013

Lato pogodowo cudowne!

Ostatnie wakacje Jarosława Iwaszkiewicza, czyli lato roku 1979. Czuł, że to ostatnie?

Jarosław Iwaszkiewicz, fotografia podpisana w albumie “Dionizje” (1921)
Pierwsza notka z ostatnich wakacji Iwaszkiewicza datowana jest na 30 czerwca. Miejsce akcji "Baranów". Bo już nie legendarne Stawisko. Choć o Stawisku mowa też jest. Sporo jednak też  marudzenia, mało entuzjazmu, choć są też ślady, i to nieodosobnione, radości. Nie tylko klęski, załamania, choroby. 

Ale po kolei.

W notce z 30 czerwca mamy relację z nadania - w maju - pisarzowi doktoratu h.c. Uniwersytetu Jagiellońskiego. Iwaszkiewicz wrócił wtedy właśnie z Rzymu i miał powody do narzekań. Tym razem na Kraków.

Cudna droga i pogoda, Kraków zrobił na mnie przygnębiające wrażenie, rozsypujące się miasto z tym rojem samochodów, które jak robactwo obsiadły wszystkie uliczki. Nawet Hotel Francuski nie wydał mi się taki miły, cały "zagrodzony" samochodami parkującymi.

O Krakowie nie jest więc specjalnie za miło. Tyle, że posiłki były tu dobre. U "Jurków Kwiatkowskich" - "ciasta i napoje niezwykłe". Także wcześniej kolacja w Modlnicy - "bardzo wielkopańska".

Co Iwaszkiewicz pisze o ludziach? Dużo dobrego. O prof. Markiewiczu - "poczciwy Henio" "miał piekielną tremę przed przeczytaniem łacińskiego dokumentu nadania". O rodzinie Jerzego i Marii Kwiatkowskich i ich dzieciach też bardzo sympatycznie ("Ania przy tym tak piękna, że po prostu dech zatyka"). Również o Wajdzie z sympatią ("Wajda był cudny, mówił tylko z notatek i to było takie dobre, nic wielkiego nie powiedział, a wszystko było takie ważne, z takiego dobrego materiały zrobione"). Jedynie o Turowiczu nie do końca miło ("Panie Jerzy, jak panu nie wstyd zwracać się do mnie po tym, co 'Tygodnik' wypisywał o mnie ostatnio").

Ale najbardziej uderzające jest zakończenie tej notki. Sentymentalne. Brzmiące następująco:

Tęsknię do innego świata, do śiata mojej młodości i do wszystkich tych, którzy już nie żyją, Jura [Mikłucho-Makłaj], Kostia Masliejew, Lena Spytko, Świerszczyńscy! Czy to tak naprawdę już ich nie ma?
Siedzę w tym Baranowie, dobrze mi tu, ale strach pomyśleć, co się dzieje tam. "To nie Kalnik, to nie Atma, to Stawisko!". Tak kończy się jeden z wierszy, których "obfitość" tutaj napisałem.
Lato pogodowo cudowne!

Ciekawe, czy Iwaszkiewicz czuł, że to jego ostatnie?
Czytelnik, Warszawa 2011.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz