środa, 10 lipca 2013

Zapowiedź: Małgorzata Rejmer || premiera 11 września

Do Bukaresztu pojechać, pojechać do Bukaresztu. Kto by nie chciał? Miasto-legenda. Jedno z tych ważnych, ale nieoczywistych. Nie tak jak Paryż, Londyn, Berlin czy Praga. A jednak. Dlatego być może nawet jeszcze bardziej fascynujące. I dlatego właśnie już się cieszę na książkę Małgorzaty Rejmer "Bukareszt. Kurz i krew" (Czarne, 2013).


Książka oficjalnie ukazuje się we wrześniu tego roku, czyli już za niedługo, ale jak dotąd i tak całkiem o niej sporo już powiedzieć możemy. Głównie za sprawą regularnie publikowanych na łamach "Zwierciadła" felietonów Rejmer.

Naprawdę cieszę się na tę książkę, bo coś czuję, że to będzie książka wieloraka. Wyobrażam sobie to tak: autorka świetnej "Toksymii" Bukaresztowi przygląda się z delikatnego dystansu - na tyle małego, żeby zanotować i uporządkować wszystkie szczegóły i niuanse, a jednocześnie na tyle dużego, by złapać to, co najważniejsze; to, co stanowi o klimacie miasta.

Bukareszt jest jak wrzątek albo kipiel, wzburzony i zmętniały. Atrybuty miasta: czarne kłęby przewodów na słupach jak gniazda porzucone przez ptaki, atmosfera rozkopania i prowizorki obok bankietów w sklepowych witrynach, przeszywający zapach lip i rozgniecionych winogron. Elegancja architektury z zamierzchłego świata. Stukot rozchybotanych tramwajów, klaksony rozwścieczonych taksówek na sekundę przed stłuczką. Zaśpiew cygańskich dzieci i staruszek włóczących się w pobliżu niezliczonych kwiaciarni, które prowadzą matki tych dzieci i córki tych staruszek. Wszędzie psy jak czarne i szare tobołki porzucone przez kogoś, kto bardzo się spieszył. (z notki redakcyjnej na stronie www.czarne.com.pl)

Czekam z niecierpliwością!

Mapa metra w Bukareszcie

Czytaj też o "Toksymii" Małgorzaty Rejmer.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz