piątek, 14 marca 2014

Mama jest tylko jedna

Gdy Muminki okazały się bestsellerem, rozrastały się. Ich brzuszek był coraz większy i większy. Ale Tove Jansson nie była z tego powodu najszczęśliwsza.


Sława przyszła stosunkowo późno. Bo Tove Jansson, zanim była rozpoznawalna i bogata - dzięki "Muminkom" oczywiście - najpierw zajmowała się malarstwem. Które bardzo kochała i któremu poświęcała bardzo wiele uwagi i czasu. Malarstwem, a właściwie uprawiała coś, co dziś nazwalibyśmy sztukami wizualnymi. I to szeroko pojętymi. Bo poza obrazami, "kleciła" (jak sama lubiła mawiać) rożne gatunki, różnymi technikami. 

Zaczynała jeszcze jako mała dziewczynka. Pierwszy obrazek satyryczny opublikowała jako piętnastolatka, swój pierwszy obraz wystawiła w roku 1933, pierwszą wystawę miała w 1937. Malowała, rysowała dla reklamy, projektowała. Praca, praca, praca. Tym żyła. Malarstwem, a potem też pisaniem.

Swoje pierwsze dzieła Tove publikowała we własnym wydawnictwie, z własną oprawą graficzną (podobnie jak czynił to młody Beksiński z książki, o której jakiś czas temu pisałem na Wyliczance). Tove pilnowała wszystkiego od A do Z. Ta potrzeba pewnego rodzaju kontroli będzie jej zresztą długo towarzyszyła, chociaż autorka będzie musiała w pewnym momencie puścić cugle. Muminki zaczną przecież żyć po swojemu - niekoniecznie zgodnie z intencjami Jansson.

Pierwszy zwiastun muminkowej serii pojawił się tuż po wojnie, u schyłku jesieni 1945 roku. "Małe trolle i duża powódź" - tak nazywała się ta książeczka. I nie wzbudziła zainteresowania takiego, na jakie zasługiwała. Sława przyszła z czasem. Po opublikowaniu "Komety nad Doliną Muminków" (1946) i "W Dolinie Muminków" (1948), po której Jansson stała się naprawdę sławną postacią. Ze wszystkimi plusami i minusami tej sytuacji. Z książki Boel Westin dowiadujemy się na przykład, jak to Muminki rozrastały się. Były coraz większe, coraz grubsze i coraz bardziej w pewien sposób obce Tove.

Biografia Tove Jansson, "Mamy Muminków", to nie tylko dziennik twórczych zmagań z materią malarską i pisarską. To w ogóle obraz zmagań życiowych. Tove, która była niezwykle piękną kobietą, o wyrazistych kościach policzkowych, jawi się tu jako postać osobna, nieco magiczna momentami. Wychowana przez artystów, wchodząca w dojrzałość podczas wojny, kochała się w świecie. Kochała też innych ludzi. Najpierw byli przede wszystkim mężczyźni - z Atosem na czele. Atosem, który wywarł ogromny wpływ na pierwsze lata kariery Tove.

Największa miłość Tove przyszła stosunkowo późno. Była zima roku 1955. Boże Narodzenie. Tove spotkała Tuulikki Pietilę przy gramofonie na imprezie grafików. Ich drogi schodziły się kilka razy wcześniej, ale wtedy coś zaiskrzyło. I zostało do końca życia. 

Stworzyły specyficzny związek. I wyjątkowy. Żyły obok siebie, ale nie w jednym mieszkaniu. Miały jednak wspólnego kota. Oraz mnóstwo wspólnych fascynacji. A gdy Muminki zawojowały światem, razem wyruszały w trasy promocyjne. Były nierozłączne. I naprawdę bardzo się kochały, a fragmenty o ich relacji w książce Westin to jedne z najpiękniejszych opisów miłości.

Westin w swoim pisaniu jest zresztą magiczna. Wie, że życie to kolekcja okruchów. Jak bochenek chleba. I jak w wielu bochenkach się zdarza, zwłaszcza tych najsmaczniejszych, wykonanych ludzką ręką, czasem też jest bardzo dużo dziur. Chronologiczny opis jest więc podzielony w tej biografii na pasaże, a te z kolei składają się z jeszcze mniejszych obrazków. Okruchów właśnie. Jakby to życie wciąż było szkicowane, wciąż mielibyśmy się czegoś dowiedzieć. Drzwi egzystencji byłyby nadal uchylone.

Tove Jansson umarła po ciężkiej chorobie w roku 2001. Westin zaczęła swoją pracę nad książką kilka lat wcześniej. Zaprzyjaźniła się z autorką Muminków i jej partnerką. Miała też wgląd do materiałów osobistych i dokumentacji, która w przypadku tej bohaterki jest przecież ogromna. Westin jak nikt inny więc mogła zrozumieć, że czyjeś życie w wielu przypadkach nie kończy się wraz z biologiczną śmiercią. I dlatego też napisała tak świetną biografię.
Marginesy, Warszawa 2012.

2 komentarze: